layout by wanilijowa

18.07.2014

Jarek K. | Rozdział 2

            Przeszukałem całą piwnicę, a piłka była ostatnią rzeczą, na jaką spojrzałem, ponieważ znajdowała się za szafką z książkami taty opowiadającymi o narkotykach i nieodwzajemnionej miłości. Wziąłem ją do ręki, po czym zamknąłem kluczem drzwi. Wyszedłem na dwór, a dokładniej na pobliskie boisko, na którym aktualnie nikogo nie było. Obejrzałem się jeszcze na wszelki wypadek kilka razy, po czym pewny, że jestem sam, położyłem piłkę na ziemi i kopnąłem ją. Zawsze miałem wstręt do sportu, bo moja Świętej Pamięci mama była pielęgniarką i nigdy nie dopuściła do tego, żeby coś mi się stało. Zabraniała mi bawić się z kolegami, bo bała się, że wrócę do domu z zakrwawionym kolanem czy rozciętym czołem. Czasami tylko tata wychodził ze mną na plac zabaw, gdy mama była w pracy w szpitalu.
            Kopiąc piłkę zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę moją przyszłość mogę wiązać jedynie z muzyką, bo do reszty kompletnie się nie nadaję. Weźmy na przykład taką Emily, ona jest świetna w sporcie jak i w tańcu, a ja? Ja umiem tylko śpiewać, i trochę tańczyć, ale Gregorio mówi, że to nie taniec, tylko okres godowy u łosia.
             Jednak z drugiej strony, nie powinny obchodzić mnie opinie innych. W końcu to ja powinienem być szczęśliwy, a nie inne osoby. Moi rodzice zawsze byli przeciwni moim muzycznym marzeniom, ale po śmierci mamy tata w końcu zrozumiał, że jeśli nie zacznę uczęszczać do Studia, nigdy nie będę chodzić uśmiechnięty.
             Gdy wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie dam rady popisać się przed Lily, wymyśliłem coś innego. Udam, że daję jej fory. W końcu to nic złego! A co jeśli zorientuje się, że ja tylko udaję? Nie. Powinienem być dobrej myśli, bo w przeciwnym razie wyląduje w szpitalu psychiatrycznym z depresją.
            Jasne, zaraz będę na boisku przed Twoim domem, odpisałem błyskawicznie, ocierając pot z czoła. Wciąż tylko się bałem, że mój chytry plan nie wypali, jednak starałem się być dobrej myśli tak, jak to zawsze radził mi mój przyjaciel. Po raz któryś z kolei wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w stronę umówionego miejsca.
             - Trochę trwało, zanim odpisałeś... Miałeś jakieś poważne problemy z rodzicami, czy techniczne z telefonem? – spytała Emily, a ja podrapałem się po głowie.
- Telefon... – skłamałem. – Nie miałem pieniędzy, musiałem podładować konto, a to trochę trwało.
Drapiąc się po głowie usłyszałem głośny śmiech zdziwionej moim zachowaniem blondynki, tak, jakby wiedziała, że kłamię.
- Twoje oczy... Widzę to w nich, nie musisz kłamać. – usłyszałem, po czym westchnąłem głośno. – Nieważne, dobrze wiem, że kiepsko Ci idzie ze sportem, ale nie po to Cię po to wezwałam.
              Nie kryłem swojego niezadowolenia i zdziwienia. Mogła napisać, że ma coś mi innego do powiedzenia, no ale... Może to nie sprawa na telefon.
- A więc? – zadałem cicho pytanie. – To chyba coś ważnego, skoro nie przyjaźnimy się, a Ty chcesz mi coś powiedzieć. Chodzi o nasze zadanie? Spokojnie, postaram się nie zawalić. W sumie, taniec nawet mi idzie, gorzej ze sportem. Oczywiście lepiej śpiewam niż tańczę, ale chyba nie jest tak źle, prawda? Nie jest źle, co? Emily? Jak myślisz?
- Przestań gadać... – uspokoiła mnie tupiąc nogą w zieloną ziemię boiska, a ja natychmiastowo się uciszyłem. Stałem jak słup nie wiedząc co zrobić i co ona ma mi do powiedzenia. – Wyjeżdżam. I nigdy nie wrócę... Rozumiesz? – jej głos się załamał, a ja prawie się rozpłakałem, jednak szybko wytarłem niedoszłe jeszcze łzy i tylko mocno przytuliłem Rose. Nie wiedziałem co powiedzieć. Otworzyłem usta, jednak nic nie wydusiłem z siebie. Poklepałem tylko lekko dziewczynę po ramieniu po czym odszedłem powolnym krokiem.
              Gdy już doszedłem do mojego mieszkania z byle jaką miną, nie było mi do śmiechu, jednak mojemu ojcu owszem.
- Chciałbym Ci kogoś przedstawić, Drake. – usłyszałem jego głos. Wziąłem głęboki oddech. Spodziewałem się po nim wszystkiego. Zawsze był smutny, a dzisiaj był tak szczęśliwy, że aż skakał z radości, więc to mnie naprawdę zdziwiło.
- Nie teraz tato... – zacząłem, ponieważ nie miałem ochoty rozmawiać o rzeczach, które mogą poczekać, w takim momencie.
- To ważne. – ciągnął dalej. Oczywiście, smutek mogę przełożyć na później. Nietypowy płacz silnego chłopaka również.
- Naprawdę, to nie najlepszy moment. – powiedziałem stanowczo, ale mężczyzna nie chciał mnie za nic wysłuchać.
- Co może być ważniejsze od rozmowy z ojcem? Kiedyś mnie zabraknie, i będziesz wspominał moje słowa. – westchnął głośno kiwając z niedowierzaniem głową.
- Dobra. Co jest takie ważne, że nie może poczekać? – usiadłem na kanapie zerkając raz na rodziciela, a raz na biały ja śnieg, sufit.
- Chciałbym ci kogoś przedstawić. – szepnął, po czym z szafy wyszła zgrabna, młoda brunetka. Pewnie miała coś koło trzydziestki. – To Katherine, moja dziewczyna i... Chciałbym Ci oznajmić, że niedługo bierzemy ślub.
              Tego było za wiele. To babsko patrzyło się na mnie z tym wścibskim uśmiechem, a tata... On wydawał się być szczęśliwy, a ja nie chciałem mu popsuć życia swoimi kaprysami, aczkolwiek czułem, że ta kobieta coś ukrywa.
- Jeśli naprawdę chcesz zniszczyć mi życie, to proszę bardzo, droga wolna. – warknąłem wbiegając na górę do swojego pokoju.
- Drake, wracaj tu! – usłyszałem jego głos, ale nie słuchałem. Trzasnąłem drzwiami i zwyczajnie zacząłem płakać. Dzwonił do mnie nawet Zack, jak i Oskar, ale nie odbierałem. Byłem zwyczajnie przybity, nawet nie ślubem taty, ale tym, że Emily wyjeżdża. Nigdy już jej nie zobaczę, a tatę... Owszem.

[Bez Ciebie nic nie będzie takie samo, Wika... Będę tęsknić. Ten rozdział dedykuję Tobie.]

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

7 komentarzy:

  1. Wooow. Ten rozdział uznaję za najlepszy z Twoich dotychczasowych (moim skromnym zdaniem). Bardzo podoba mi się to ile uczuć zawarłeś w tym rozdziale. Brawo, podobało mi się. I to bardzo. Rozdział jest krótki, ale i tak wspaniały. Czuję niedosyt po przeczytaniu każdego słowa, a przeczytałam rozdział dwa razy. Tak bardzo mi przykro, że Emily (Vicki) musi nas opuścić. Masz rację, bez niej nic nie będzie takie samo.
    No cóż, kończę, bo jeszcze się popłaczę. Tak czy inaczej: dziękuję za piękny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu takie krótkie?
    LoL, Żal.Pl i... I się obraziłam. Czuję wielki niedosyt.
    Oho! Coś się będzie działo z przyszłą macochą pana D. *Łączy wątki*
    NEXT! NEXT! NEXT!
    Przepraszam, że tak krótko, ale przez cały tydzień będę siedziała na tyłku dziesięć godzin. Przed chwilą wróciłam i jestem zajechana... A tyle jeszcze trzeba zrobić.

    Ja wiem! Jego macocha ukrywa swojego pikaczu i wkrótce wezwie Twojego do walki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem pisać długim rozdziałów xd
      Dzięki :p

      Usuń
  3. jeśli ktoś by mi kiedyś powiedział (czyt. niedaleka przeszłość, czyli niecały miesiąc temu), iż tak potoczą się losy Drake'a, to wyśmiałabym go...
    myślałam, że będzie prowadził sielankowe życie, a tu proszę!
    muszę powiedzieć szczerze - moje serce krwawiło, gdy to czytałam. to był najsmutniejszy ze wszystkich najsmutniejszych rozdziałów, jakie czytałam! przygnębiające, jak cholera! popłakałam się, jak wtedy, gdy czytałam o niemowlaku, który do starego (bardzoooo starego) mówi: - cześć dziadku! zaś staruszek na to: - żegnaj wnusiu!
    przepraszam za chaotyczny komentarz. a może Emily nadal będzie w naszych rozdziałach? aczkolwiek wiem, że odeszła, ale przecież nadal może być osobą, dodaną do naszych rozdziałów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Aczkolwiek postać Emily za bardzo mi przypomina Wiktorię, nie umiałbym pisać o niej wiedząc, że nie będę do niej mógł wpaść i zobaczyć, co ma w lodówce.

      Usuń
  4. Jeju... ten rozdział jest cudowny, naprawdę.
    Gdy Drake dowiedział się, że Emily wyjeżdża, ten jego smutek... prawie się poryczałam:(
    I na dobór złego jego ojciec chce się żenić z jakąś kobietą, która wydaje się być podejrzana... eh.
    Nie spodziewałam się takiego przebiegu wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń