layout by wanilijowa

5.07.2014

Ladies Freeman | Rozdział 1

http://media-cache-ec0.pinimg.com/236x/60/f2/71/60f271150c9848a7bdc8530ebe195f1d.jpgPo raz pierwszy nie cieszyłem się z tych wakacji. Nie dlatego, że okazały się jakąś kompletną klapą, nie, nie – wręcz brakowało czasu na nudzenie się, a większych odpałów z siostrą wymyślić nie mogłem. Po pros­tu, gdy­bym miał wybór, to jest – złapałbym złotą rybę, znalazłbym lampę z dżinem, to chciałbym cofnąć się rok wstecz. Nietypowe życzenie, nieprawdaż? W su­mie to nie pa­miętam czy wte­dy świeciło słońce, czy pa­dał deszcz. Czy miałem dobry humor, czy bez kija mieli nie podchodzić. Nie to było naj­ważniej­sze. Nieważne też było czy byliśmy wtedy na Śląsku, nad Bałtykiem, czy w Norwegii. Ważne na­tomiast było to, że byli ONI. To oni dali mi naj­piękniej­sze chwi­le, najbardziej emocjonujące upadki, noc­ne spa­cery, wygłupy w „Resto” – restauracja brata Francesci, przegadane przerwy, wyjazdy na koncerty i imprezy. Za dużo się wydarzyło, podczas tego etapu w życiu, żeby to teraz kończyć. Dlaczego rok wstecz? Może dlatego, że wtedy było najlepiej i najfajniej. Najwięcej wycieczek, koncertów i pomysłów. Szkołę bezustannie wypełniała muzyka i taniec, a teraz? Teraz pewnie znów będzie tak samo, ale jednak inaczej. Nadal będziemy uczniami „Stud!a”, nadal będziemy przyjaciółmi, ale w tym roku nasze drogi się rozejdą. Wszyscy będą skupieni na dobrym wyborze dalszego życia i napisania egzaminów. Nadal będziemy się spotykać, ale rozmowy będą dotyczyć zadań domowych i powtarzania układów tanecznych.
                                               Przez całe wakacje zastanawiałem się, „Co by było, gdyby?” Gdybym dwa lata temu, dzięki wytrwałości Angeles, nie trafiłbym do tej szkoły muzycznej? Z całą pewnością nie poznałbym tych wszystkich wspaniałych i utalentowanych ludzi. Co za tym idzie?
                                               Nie miałbym tego zaszczytu, jakim jest oglądanie Kelsey, codziennie przekomarzającej się z Dawidem i Piterem. Może nie zawsze przedstawiała realne argumenty, ale ciekawie się broniła. Chłopacy wymiękali przy pierwszej, lepszej okazji.
                                               Nie grałbym z Emily  i Élisabethą w piłkę nożną. Mówią, że to mężczyźni grają najlepiej, że nikt nie przebije Messiego, czy Neymara. Zagraj z panną Rose i spróbuj sprawić, żeby po dziesięciu minutach nie prowadziła trzy do zera, wtedy porozmawiamy. Collins i Montrose oddawali walkowery, żeby się nie ośmieszyć, mimo tego, że D [Di] próbował kilka razy grać na swoich zasadach. Montrose Zwalał winę na Drakea, który próbował nie dać się sprowokować, choć nie zawsze się to udawało.
                                               Isabelle musiałaby się zdać na porażkę, ze strony koleżanek z klasy, które nieudolnie próbowały jej pomóc w pisaniu piosenek. Po ich ostatnim wybryku, zadecydowaliśmy, że zawsze, przed zaprezentowaniem piosenki, któryś chłopak będzie musiał ją przejrzeć... Zazwyczaj robiłem to ja.
                                               No a Patryzja nigdy nie zakumałaby, po co czarne klawisze na keyboardzie, powodując, że nie powstałoby wiele ciekawych podkładów tanecznych.
                                               A co najgorsze. Nigdy nie zwróciłby uwagi na Clarissę – interesującą osóbkę, która próbowała na każdej przerwie przemówić szkolnej Diwie –Adelaide , do rozumu. Chociaż, podejrzewam, że bardziej chciała pomóc Fleur, jej siostrze, albowiem Ade nigdy się nie zmieni.
Kiedy sytuacja zaczynała wychodzić spod kontroli, kilka razy podchodziłem do dziewczyn, by zabrać męski głos w tej sprawie, ale dziewczyny zazwyczaj kończyły w tedy rozmowę, a czarnowłosa [Adelaide], żeby zrobić Clarissie jeszcze bardziej na złość – wysyłała siostrę po wodę. Ta, mimo srogiego wzroku ze strony ciemnowłosej, rzucała tylko przepraszające spojrzenie i zaraz znikała za ścianą.

                                               Teraz znów tu jestem. Stoję, przed tą wielką szkołą. Wiatr targał moje włosy i muskał policzki. Nie było zimno, ale porządnie wiało. W końcu jakaś miła odmiana po tym trzydziestu pięciu stopniowym lipcu. Jakoś nigdy nie przywykłem do „Stud!a On Beat”, ciągle pozostawałem przy starej nazwie. Człowiek nie zawsze lubi zmiany, a gdy już nadchodzą, potrzebuje czasu, żeby do nich przywyknąć… Albo nie przywyknie wcale. Nawet teraz, napis nad wejściem był mniejszy, od poprzedniego. Tamten zajmował całą ścianę, ten, nie wiem nawet, czy nie połowę.
Wodziłem oczami, przywołując wspomnienia. Te same cegły, te same kwiatki, te same mury. Uśmiechnąłem się pod nosem. To tutaj, pod tym murem leżała Isa z Camilą, całe upaćkane w… W czym? W Feijoadzie! No! W zasadzie to nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób zapamiętałem tą nazwę. Leżały, nieszczęśliwie się uśmiechając do sterczącego nad nimi, i jedzącego ryż z ich bluzek Brodueya. Spojrzałem w inne miejsce. Widziałem Verdasa pocieszającego Kelsey, a obok niego Amanda [jego dziewczyna], stojąca z morderczym wzrokiem.
Ciężko wzdychając postanowiłem wejść do środka.
- Gotowa? – Spytałem Sarę, która ciężko oddychając, z wyraźnym zachwytem w oczach, przygryzając wargę, przytaknęła.
                                               - Witam uczniów na początku nowego roku w „Stud!o On Beat”! – Rozległ się donośny głos Gregoria. A co on tam robił!? – Jestem Gregorio, nauczyciel od tańca. Cieszę się, że rada szkolna – wycedził przez zęby, dyskretnie spoglądając na Pabla – oraz Antonio, dyrektor – podkreślił to słowo – Stud!a, pozwolili mi rozpocząć rok szkolny.
- Dziwny jest… - Jęknęła Sara, dając mi lekkiego kuksańca w bok.
- I mi to mówisz? – Westchnąłem, przypominając sobie te wszystkie, koszmarne lekcje.
- Dziś zostawiamy za sobą przeszłość. Dziś przestajemy być wspólnotą rozdartą tragedią, która odbyła się na poprzednim koncercie – przecież wszyscy wiedzą, żeś to ty ją spowodował – Dano nam szanse na podniesienie się z dołu, na spojrzenie w przyszłość, jaśniejącą nadzieją, muzyką i tańcem! –Wodząc oczami po zgromadzonych uczniach natrafiłem na Drakea. On też mnie zauważył. Wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami.  A przy okazji pokiwałem mu głową na przywitanie. – Musicie wiedzieć, wszyscy! – Krzyknął – Absolwenci, jak i nowicjusze, że będę… Będziemy – poprawił się, a kątem oka zauważyłem, jak Antonio strzela facepalma. Mimo to, nikt mu nie przeszkodził – Wymagali tego, co najlepsze! Nie będziemy tolerować bezczelności ze strony swoich wychowanków! Nie ma mowy o braku powagi, rozwagi i braku dojrzałości. Nie pozwolę na żadne zachowanie – prawdziwy Gregory – które mogłoby zaszkodzić prestiżowi Studia. Posłuchajcie mnie, uczniowie, słuchajcie uważnie – syknął do mikrofonu – Szykują się poważne zmiany. – Przez moment myślałem, że mówi poważnie – Od tego dnia, od każdego z was będę wymagał pracy na rzecz naszego Stud!a – podniósł głos, niczym dyktator, albo generał – To miejsce będzie kuźnią! Będziemy wyrabiać waszą osobowość, wasze zasady, wasz charakter. Będzie to miejsce, z którego wychodzą najlepsi młodzi mężczyźni i kobiety, jaki ma do zaoferowania nasz kraj!
                                               Nagle dziedziniec wypełniło donośne, przeciągłe pierdnięcie.
                                               Wszyscy zastygli w napięciu. Chłopcy z mojej klasy, jak i z innych klas trzecich, i niektórzy z drugich parsknęli śmiechem i poprawi się na miejscach. Sam prychnąłem, zwłaszcza, że bardzo dobrze wiedziałem, kto wywołał to całe „zamieszanie”. Siostra rzuciła mi tylko pogardliwe spojrzenie i lekko się uśmiechnęła. Spojrzałem na Gregoria, który był gotowy zeskoczyć z podestu i zagryźć. Powolnym ruchem skierowałem głowę na rozbawionego Oskara.

                                               Szedłem właśnie z Sarą pod jej klasę. Chciałem, żeby zostawała sama. Jeszcze spotka tych, co nie trzeba i dopiero będzie zabawa. Rozumiałem też jednak, że nie każdy mój przyjaciel będzie miał być jej przyjacielem.|
- P-przepraszam. – Z zamyśleń wyrwała mnie wpadająca na mnie dziewczyna, o długich włosach, krystalicznych oczach. Wyglądała, jakby miała doczepione sztuczne rzęsy.
- Nic się nie stało. – Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Już miała mnie mijać, kiedy nieco zdezorientowana, zatrzymała mnie, łapiąc za koszulę. Sorry, nie wiesz może gdzie mogę znaleźć Antonio? – Spytała się mnie, unosząc do góry formularze – Muszę mu oddać dokumenty, a ostatnim razem widziałam go, jak zdenerwowany wychodził na zewnątrz.- Jeżeli nie ma Antonio, to dokumenty możesz oddać Pablo, czyli oficjalnemu dyrektorowi. – widząc zmieszaną minę dziewczyny, oraz facepalma Sary postanowiłem się sprostować – W tej chwili zapewne kłóci się z Gregoriem, w pokoju nauczycielskim, o tam – wskazałem głową koniec korytarza. Dziewczyna błyskawicznie się odwróciła – Te niebieskie drzwi, przy automacie.
                                               Mieliśmy teraz lekcje organizacyjną. Wiadomość, że klasa Sary jest naprzeciw mojej, nieco podniosła mnie na duchu, po czym znów dostałem doła, gdy uświadomiłem sobie, że jej nauczycielem głównym jest Gregorio. Strasznie jej współczułem.
                                               Stojąc w tłumie przyjaciół, nadal nigdzie nie mogłem zauważyć tej jedynej, której nie widziałem na rozpoczęciu roku szkolnego.
                                               - Słyszeliście go? – Prychnął Drake. Wyglądał, jakby zaraz miał zionąć ogniem. – Nadal go nie wypuścili?
- To jest Gregorio, ziomek! – Westchnęła Kelsey, przewracając oczami i zakładając ręce. Po chwili zorientowała się, że opiera się o automat z napojami ciepłymi. Ożywiona, zerwała się i sięgając do tylnej kieszeni spodni, sięgnęła po kilka drobniaków, które zaraz z brzdękiem wylądowały w maszynie.
- Wątpie, czy w Stud!u mogłoby się coś jeszcze zmienić. – Westchnęła rozpaczliwie Asil. Ku mojemu zaskoczeniu Kelsey podała mi biały, plastikowy kubek z czekoladą do picia. Uśmiechała się szeroko, podziękowałem jej tym samym. W tym samym czasie również upiliśmy pierwszego łyka, na co koleżanka odpowiedziała kuksańcem. Wracając. Nigdy nie mów nigdy.
- Powiedziała ta, która przez jeden dzień chodziła z gołym brzuchem, a na drugi była hipiską! – Prychnął Oskar. Asil zaczynała się z nim kłócić.
- Miłość i pokój wszystkim! – Zawył Drake. Nim tylko skończył mówić, jak na złość przed nami stanęło pięć muszkieterów w postaci czarnowłosej, Verdasa, Diega, Fleur i Zayna.


[Taki sobie ten pierwszy rozdział mający za zadanie raczej wprowadzić, a nie rozpoczynać akcję, ponieważ kompletnie nie wiedziałam, jak mam to ugryźć. Mam nadzieję, że nikogo jednak nie uraziłam,w miarę dobrze odmieniłam imiona, a jak nie, to poproszę o poprawki, na przyszłość, oraz trzymam kciuki, że rozdział nie jest jednak taki zły ♥]

SERDECZNIE ZACHĘCAMY DO SKOMENTOWANIA. 

16 komentarzy:

  1. MI się osobiście ten rozdział bardzoooo podoba. Nie mogę doczekać się dalszych przygód Ash'a... i Sary! :D
    Udało się! Dobrze odmieniłaś imię "Clarissa"! :D Eureka! Hah!
    Trochę Cię męczyłam z tym rozdziałem ale wreszcie wyszło. :> Bardzo mi się podoba i czekam na więcej, bo czuję ten nieunikniony niedosyt. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah! Dzięki, dzięki, dzięki wielkie xD
      ** Już się bałam, że będzie wielka lipa
      Co do Twojego imienia - oglądam serial w którym aktorka ma na tak na imię, więc tutaj z odmianą nie było jakiegoś wielkiego problemu.
      Co do męczenia - nie było tak źle. Teraz nawet, dzięki tych poprawkach może, a raczej na pewno będzie ciekawiej.
      Jeszcze raz, dzięki :*

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Jejus.. Przepraszam #.# Nadal nie mogę przestawić się na męski tryb pisania.

      Ps.
      Dano nam szanse na podniesienie się z dołu, na spojrzenie w przyszłość, jaśniejącą nadzieją, muzyką i tańcem! –Drakea. Wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami. A przy okazji pokiwałem mu głową na przywitanie" - Miało być przy komentarzu:

      - Wodząc oczami po zgromadzonych uczniach natrafiłem na Drakea. On też mnie zauważył. Wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami... Itd
      ~~~ Taki mały błąd, którego jak zwykle nie zauważyłam. Jakby się ktoś pytał... ;)
      Usuń

      Usuń
  2. "Antonio strzela facepalma." Haha, aż się uśmiechnęłam do ekranu.
    Szczerze Gregorio robi się sławny! ;-)
    Wszędzie go pełno. W każdym (na razie) rozdziale jest coś o nim. ;-d
    Poza tym podoba mi się twój styl pisania. Nie wiem czy mogę to nazwać "bardzo owocnym" słownictwem. Ale jest zaopatrzony w epitety które lubię ^.^
    Zauważyłam że chyba nikt nie lubi Brada. xD (żarcik) ;-)
    Ash nie jest takim kujonem. Jak się wydawało. :-)
    Polubiłam go :3
    No nic.
    Życzę weny, na następne rozdziały. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. `A myślałam, że główna rola będzie przypadać Beto, ale o Gregorym też myślałam. Właściwie to nie ma chyba bardziej nieobliczalnego człowieka będącego w furii, niż nasz nauczyciel.
    Dziękuje, bardzo mi miło, że komuś podoba się to, co piszę. (albo przynajmniej tak pisze - zawsze coś xD)
    Co do Brada - on będzie nowicjuszem w grupie chłopaków, więc łatwo to mu chyba nie będzie *tak myślę, bo nie do końca wiem, o czym będą kolejne moje rozdziały :D* > mam nadzieję, że Cię nie uraziłam - Bleerowa

    Bo Ash nie jest kujonem :D Miło mi... To jest - mu, ale mi też.
    Dziękował po stokroć! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na początku myślałam że rozbawiać nas będzie Roberto. No ale cóż, rola słynnego nauczyciela przypadła "łysej pale". xd Nie, nie uraziłaś mnie spokojna głowa. ;-)

      Usuń
    2. ;)
      Koocham Cię za te teksty xD

      Usuń
  4. Podoba mi się ten rozdział!
    ''Powolnym ruchem skierowałem głowę na rozbawionego Oskara.''
    Bardzo się cieszę, że bierzecie tego aroganckiego chłopaka do swoich opowiadań. Czuję się zaszczycona... :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję się zawstydzona, że jeszcze nie skomentowałam tego dzieła. :C
    Szczerze, na początku Ash nie przypadł mi do gustu (mam wstręt do imion, których nie znam XD), ale teraz wiem, że to był błąd, bo jest to wspaniała postać, jedna z niewielu tak oryginalnych, jeśli mogę to tak nazwać.
    Jestem ciekawa jak się potoczy to Clarissa i Ash, ponieważ jak wiadomo Clary jest zakochana w Davidzie, i ogólnie ten wątek jest bardzo interesujący.
    Gregorio zawsze musi być. :D
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :))

    OdpowiedzUsuń
  6. *Nie krzyczy ze szczęścia jedynie dlatego, że ma popsute drzwi, a ojciec śpi w następnym pokoju*

    JEEJ! Dziękuje, dziękuje, dziękuje :))) Znowu
    Oj, nic się nie stało. Miło mi natomiast, że znalazłaś dla mnie czas i to przeczytałaś. W ogóle, od początku myślałam, że mój rozdział będzie porażką, ale...
    Również cieszę się, że udało mi się z Asha nie zrobić takiego kretyna i sztywniaka.
    Co do Clarissy - myślę, że będzie ciekawie, ale uważam, że to schrzanię. Od razu mówię na przyszłość - jestem pesymistką :(
    Dziękuje jeszcze raz :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeden z najlepszych rozdziałów dodanych do tej pory, jeśli nie najlepszy ;p Podoba mi się, że przedstawiłaś wszystkie postacie, poza tym, spodobała mi się postać Asha.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, przestańcie, bo się zarumienię i się w sobie zatkam xD
    Dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Nagle dziedziniec wypełniło donośne, przeciągłe pierdnięcie." to mnie rozwaliło, serio XD
    Rozdział świetny. Fajnie, że przedstawiłaś wszystkie postacie, jednakże mam mały problem. O którą Isabelle chodzi? (Są dwie). Za pierwszym razem domyślam się, ponieważ druga została wymieniona wcześniej, jednak w tym fragmencie - "To tutaj, pod tym murem leżała Isa z Camilą, całe upaćkane w… W czym? W Feijoadzie! No! W zasadzie to nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób zapamiętałem tą nazwę. Leżały, nieszczęśliwie się uśmiechając do sterczącego nad nimi, i jedzącego ryż z ich bluzek Brodueya.", nie wiem, o jakiej Isie jest mowa. Może to nie jest jakoś wielce istotne, ale po prostu chciałabym się dowiedzieć xd
    Ciekawi mnie relacja Clary i Asha. :)
    Wyczekuję drugiego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki. Pytaj, pytaj, bo kto pyta nie błądzi *niby*
    - Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent chodziło mi o Mechi Lambre /// Isabelle Lune "D
    Cieszę się, że Ci się spodobało.

    OdpowiedzUsuń