-
Z drogi śledzie, bo królowa jedzie! – Pisnęła Adelaide, uśmiechając
się, jak świnia, odrzucając czarną grzywę. Naprawdę, kiedy się
„szczerze” uśmiechała, marszczył jej się nos i jej dołeczki się
zapadały, wyglądała jak to zwierze. Jeszcze wyszczerzyła zęby, które
przeszły mocne wybielanie.
Wymieniłem zażenowane spojrzenia z wszystkimi, czyli z Asil, Kelsey i Drakiem. Postanowiłem zrobić wszystko, żeby nie zwracać uwagi na czarnowłosą. Udało się. Po kilku sekundach mój wzrok przykuły otwierające się drzwi od pokoju nauczycielskiego, z którego wyszedł Oskar, a za nim Pablo. Dyrektor wskazał ręką, w której trzymał dziennik i kilka innych dokumentów salę lekcyjną. Ruszyli w naszym kierunku. Chyba wszystkim nam ulżyło, że nie wyglądał na przybitego, no i co najważniejsze – nie wylali go, a dyrektor też nie był jakoś bardzo zdenerwowany. Nie wiem, czy przez moment i na jego twarzy nie przemknął cień uśmiechu
Całe szczęście, Caverra nie powiedziała już więcej nic, bo Galindo otworzył nam drzwi od klasy. Ade odgoniła od siebie Fleur i Zayna, którzy byli od nas o rok młodsi, chwyciła za ramię Verdasa i weszła z nim do klasy, pozostawiając za sobą zażenowanego Diega, który wzdychając wywrócił oczami. Nie wieżę! Bunt w grupie diwy!?
Wymieniłem zażenowane spojrzenia z wszystkimi, czyli z Asil, Kelsey i Drakiem. Postanowiłem zrobić wszystko, żeby nie zwracać uwagi na czarnowłosą. Udało się. Po kilku sekundach mój wzrok przykuły otwierające się drzwi od pokoju nauczycielskiego, z którego wyszedł Oskar, a za nim Pablo. Dyrektor wskazał ręką, w której trzymał dziennik i kilka innych dokumentów salę lekcyjną. Ruszyli w naszym kierunku. Chyba wszystkim nam ulżyło, że nie wyglądał na przybitego, no i co najważniejsze – nie wylali go, a dyrektor też nie był jakoś bardzo zdenerwowany. Nie wiem, czy przez moment i na jego twarzy nie przemknął cień uśmiechu
Całe szczęście, Caverra nie powiedziała już więcej nic, bo Galindo otworzył nam drzwi od klasy. Ade odgoniła od siebie Fleur i Zayna, którzy byli od nas o rok młodsi, chwyciła za ramię Verdasa i weszła z nim do klasy, pozostawiając za sobą zażenowanego Diega, który wzdychając wywrócił oczami. Nie wieżę! Bunt w grupie diwy!?
Usiadłem
pomiędzy Asil, a… Nowym uczniem. Skręciłem w bok, obserwując
zajmujących miejsce kolegów. Dopiero teraz zauważyłem, że doszło do nas
sporo osób. W większości dziewczyny. O ile nie jestem ślepy, chłopak
obok, jest jedyny.
Już zamierzałem zabrać się za rozmowę z przyjaciółką na temat jej wakacji, albowiem Pablo nadal szukał czegoś w dokumentach, więc za prędko to się raczej nie zacznie, kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem, powodując, że nawet dyrektor raczył spojrzeć na zamieszanie. W drzwiach stanęła speszona swoim zachowaniem – Clarissa. Bardzo ładnie wygląda, kiedy się rumieni. Wyszeptała tylko ciche „przepraszam” i już miała zajmować miejsca, kiedy sobie o czymś przypomniała. A raczej O KIMŚ, bo po chwili w sali znalazła się jeszcze jedna dziewczyna, którą już miałem okazję poznać. Cisza. Wszystkie oczy zwrócone na dwie dziewczyny. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, widząc zakłopotanie panny Jackson. Pomieszczenie wypełniało tylko stukanie metalowych obcasów.
Kiedy płeć piękna stanęła przed dyrektorem, a Clary zaczęła mu coś tłumaczyć, koledzy znów wrócili do poprzednich rozmów. Ja jednak dałem spokój z Asil i obserwowałem koleżankę, która raz, czy dwa wskazała rękę na towarzyszkę, gestykulując przed nauczycielem. Ten tylko z uśmiechem przytaknął i mówiąc coś, wyciągnął dłoń w kierunku „nowej”. „Nowa” się ocknęła i uścisnęła dłoń nauczycielowi, po czym i one zajęły swoje miejsca.
Jakoś szybko to zleciało. Galindo dał nam tylko plan lekcji, zrobił nam krótką mowę na temat tego roku szkolnego i egzaminów, że musimy się przyłożyć i próbować się nie ignorować Gregorio, Oskar udawał, że jego to nie dotyczy, za co został upomniany. Przedstawił też nam, a raczej to oni – nowi – nam się przedstawili. Oczywiście Pablo wybrał pierwszego chłopaka, jako, że był jedyny. Dowiedzieliśmy się, że ma na imię Brad, oraz, że pochodzi z Leuken, czyli jakieś dwieście kilometrów od Argentyny. Morze.*
Dowiedziałem się również, jak ma na imię piękność, która na mnie wpadła – Natalie, a wnioskując po zachowaniu i zerkaniu na Clary, wnioskować można, że trafiła tu za jej namową.
Już zamierzałem zabrać się za rozmowę z przyjaciółką na temat jej wakacji, albowiem Pablo nadal szukał czegoś w dokumentach, więc za prędko to się raczej nie zacznie, kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem, powodując, że nawet dyrektor raczył spojrzeć na zamieszanie. W drzwiach stanęła speszona swoim zachowaniem – Clarissa. Bardzo ładnie wygląda, kiedy się rumieni. Wyszeptała tylko ciche „przepraszam” i już miała zajmować miejsca, kiedy sobie o czymś przypomniała. A raczej O KIMŚ, bo po chwili w sali znalazła się jeszcze jedna dziewczyna, którą już miałem okazję poznać. Cisza. Wszystkie oczy zwrócone na dwie dziewczyny. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, widząc zakłopotanie panny Jackson. Pomieszczenie wypełniało tylko stukanie metalowych obcasów.
Kiedy płeć piękna stanęła przed dyrektorem, a Clary zaczęła mu coś tłumaczyć, koledzy znów wrócili do poprzednich rozmów. Ja jednak dałem spokój z Asil i obserwowałem koleżankę, która raz, czy dwa wskazała rękę na towarzyszkę, gestykulując przed nauczycielem. Ten tylko z uśmiechem przytaknął i mówiąc coś, wyciągnął dłoń w kierunku „nowej”. „Nowa” się ocknęła i uścisnęła dłoń nauczycielowi, po czym i one zajęły swoje miejsca.
Jakoś szybko to zleciało. Galindo dał nam tylko plan lekcji, zrobił nam krótką mowę na temat tego roku szkolnego i egzaminów, że musimy się przyłożyć i próbować się nie ignorować Gregorio, Oskar udawał, że jego to nie dotyczy, za co został upomniany. Przedstawił też nam, a raczej to oni – nowi – nam się przedstawili. Oczywiście Pablo wybrał pierwszego chłopaka, jako, że był jedyny. Dowiedzieliśmy się, że ma na imię Brad, oraz, że pochodzi z Leuken, czyli jakieś dwieście kilometrów od Argentyny. Morze.*
Dowiedziałem się również, jak ma na imię piękność, która na mnie wpadła – Natalie, a wnioskując po zachowaniu i zerkaniu na Clary, wnioskować można, że trafiła tu za jej namową.
-
No hey! Gołąbeczky! – A miało być tak pięknie, tak spokojnie, tak
przyjaźnie… - Co tam u was!? – Wrzasnęła Ade zaczynając się do nas
przeciskać. Nie wiem, co ona chciała w ten sposób pokazać. Przecież
wszyscy ją znają… Moja siostra ją zna, wszyscy nowicjusze, całe miasto, a
nawet i dalej znają o wiedzą, kim jest Adelaide Caverra. Mimo tego, że
od razu była na straconej pozycji pragnęła pozyskać nowych pachołków?
Powodzenia. Prychnąłem, przecząc głową, co przykuło uwagę Asil. Spytała
się mnie kiwnięciem głowy „o co chodzi?” ale tu również zaprzeczyłem
głową. – Ash! Ashallyn! Asia! – Zayn parsknął śmiechem. – Kotek, musimy
umówić się na dodatkowe lekcje z matematyki! – Uśmiechnęła się, a we
mnie wszystko się ścisnęło. Naprawdę. Jej głos w porównaniu z kredą
wydającą piski na tablicy nie sprawiał żadnej różnicy. – Issabele! Nadal
kopiesz w piłę? Jakież to obleśne! – Skrzywiła się - Derek! –
Podleciała do blondyna i poczochrała go po grzywce.
- Drake! – Poprawił ją, sycząc, ruchem głowy zrzucił dłoń z włosów.
- Jak tam chcesz? – Wzruszyła ramionami – Możesz być nawet Marysią, pasuje ci! – Zayn i Fleur zwijali się ze śmiechu. Verdasa nie było, a Diego przyglądał się im z politowaniem. – Coś ci grzywka zgęstniała… - Chciała jeszcze raz zanurzyć dłoń w blond włosach, ale Collinns się cofnął – I jakbyś sprzystojniał! Słuchaj! – Pstryknęła palcami – Mam wrażenie, że widziałam cię na plaży w Leuken, w towarzystwie sześciu, głupich blondynek! – Wyszczerzyła zęby, a Drake spojrzał na nią ździebko przestraszony – No a myślałam, że ty kochasz tylko Em… - Nie skończyła wymawiać jeszcze imienia dziewczyny, kiedy ta zachłysnęła się powietrzem. Blondyn przejechał dłonią na twarzy… W końcu się wydało?
Blondynka szukała w naszej grupie jakichkolwiek. Patrzyła na nas wszystkich po kolei, kiedy jej wściekły wzrok zatrzymał się na D. Westchnąłem. Trzeba interweniować.
- Caverra! – Syknęła Clarissa, zaciskając pięści.
-
A ty jesteś? – Z obrzydzeniem cofnęła się o krok, na widok Brada.
Wszystkie spojrzenia zwrócone na niego, co go trochę zbiło z tropu.
Miałem przeczucie, jakby od tej wypowiedzi zależało jego życie w naszej
klasie…Bo zależało, prawda? Zrewiduj cwaniaczka.
- Osobą nie zainteresowaną… - Odpowiedział po chwili. – Uwierz mi, twoje suchary są przeterminowane, więc nadają się tylko do palenia. – Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie była to może zacnie zbudowana riposta, ale zawsze coś. W Ade się zagotowało. Na dodatek zbliżał się Verdas.
- Zasada numer jeden: Nigdy nie wychylaj się poza króla twego, bo źle skończysz! – Ade nachyliła się nad nim tak, że Bradley mocno wypięty do tyłu, obserwował ocierający się o jego brzuch, brzuch czarnowłosej, która groziła mu palcem. Po chwili czarnowłosa gwałtownie się od niego odkleiła i zaczęła płakać.
- Problem? – Verdas. Blondyn, który zawsze przychodzi, kiedy jest już po wszystkim.
- Proponuję wypad do „Resto”! – Powiedziałem donośnym głosem. Po chwili widziałem ulgę i radość w oczach kolegów.
- Oh! Tak, tak, tak! – Ruda [Miller] jak opętana zaczęła podskakiwać i klaskać w ręce, przypominając tym samym o swojej obecności. Spojrzałem na nią rozbawiony. – Chodźmy do Restó! O mój Boże, jak ja dawno nie jadłam ich lodów. – Oblizała usta
- I to te śmietankowe! – Przyznała Santiago, pokazując palcem wskazującym na Millerową.
- Koniecznie z sosem gumowym! – Uśmiechnęła się szeroko Lune.
- I z posypką! - Klasnęła Asil, robiąc piruet.
Dziewczyny zaczęły rozmawiać o przysmakach dawanych w restauracji, chłopacy zaczęli kłócić się z diwą i jej pachołkami. Nie miałem ochoty się niepotrzebnie denerwować, więc w spokoju czekałem, aż dziewczyny się opanują, chłopaki sobie darują i razem pójdziemy się najeść i opowiadać sobie o wakacjach.
Nagle poczułem, jak ktoś próbuje wepchnąć swoją dłoń pod moją pachę [jakkolwiek by to nie zabrzmiało].
- Gdzie idziecie? – Usłyszałem smutny głos Sary. Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem, natrafiając tym samym na wzrok Clarissy. Proszę…
- Do takiej fajnej knajpy... – Odpowiedziałem, ciesząc się, że powoli zaczynają się zbierać. Sara oparła głowę na moim ramieniu i przytaknęła głową. Nagle z zainteresowaniem podeszła do nas Bella, przygryzając wargę. Po chwili zaczęła rozmawiać z moją siostrą. Ta poczuwszy się trochę lepiej, odkleiła się ode mnie i zaczęła wymieniać z dziewczyną spostrzeżenia na temat telenovel.
- Drake! – Poprawił ją, sycząc, ruchem głowy zrzucił dłoń z włosów.
- Jak tam chcesz? – Wzruszyła ramionami – Możesz być nawet Marysią, pasuje ci! – Zayn i Fleur zwijali się ze śmiechu. Verdasa nie było, a Diego przyglądał się im z politowaniem. – Coś ci grzywka zgęstniała… - Chciała jeszcze raz zanurzyć dłoń w blond włosach, ale Collinns się cofnął – I jakbyś sprzystojniał! Słuchaj! – Pstryknęła palcami – Mam wrażenie, że widziałam cię na plaży w Leuken, w towarzystwie sześciu, głupich blondynek! – Wyszczerzyła zęby, a Drake spojrzał na nią ździebko przestraszony – No a myślałam, że ty kochasz tylko Em… - Nie skończyła wymawiać jeszcze imienia dziewczyny, kiedy ta zachłysnęła się powietrzem. Blondyn przejechał dłonią na twarzy… W końcu się wydało?
Blondynka szukała w naszej grupie jakichkolwiek. Patrzyła na nas wszystkich po kolei, kiedy jej wściekły wzrok zatrzymał się na D. Westchnąłem. Trzeba interweniować.
- Caverra! – Syknęła Clarissa, zaciskając pięści.
-
A ty jesteś? – Z obrzydzeniem cofnęła się o krok, na widok Brada.
Wszystkie spojrzenia zwrócone na niego, co go trochę zbiło z tropu.
Miałem przeczucie, jakby od tej wypowiedzi zależało jego życie w naszej
klasie…Bo zależało, prawda? Zrewiduj cwaniaczka.- Osobą nie zainteresowaną… - Odpowiedział po chwili. – Uwierz mi, twoje suchary są przeterminowane, więc nadają się tylko do palenia. – Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie była to może zacnie zbudowana riposta, ale zawsze coś. W Ade się zagotowało. Na dodatek zbliżał się Verdas.
- Zasada numer jeden: Nigdy nie wychylaj się poza króla twego, bo źle skończysz! – Ade nachyliła się nad nim tak, że Bradley mocno wypięty do tyłu, obserwował ocierający się o jego brzuch, brzuch czarnowłosej, która groziła mu palcem. Po chwili czarnowłosa gwałtownie się od niego odkleiła i zaczęła płakać.
- Problem? – Verdas. Blondyn, który zawsze przychodzi, kiedy jest już po wszystkim.
- Proponuję wypad do „Resto”! – Powiedziałem donośnym głosem. Po chwili widziałem ulgę i radość w oczach kolegów.
- Oh! Tak, tak, tak! – Ruda [Miller] jak opętana zaczęła podskakiwać i klaskać w ręce, przypominając tym samym o swojej obecności. Spojrzałem na nią rozbawiony. – Chodźmy do Restó! O mój Boże, jak ja dawno nie jadłam ich lodów. – Oblizała usta
- I to te śmietankowe! – Przyznała Santiago, pokazując palcem wskazującym na Millerową.
- Koniecznie z sosem gumowym! – Uśmiechnęła się szeroko Lune.
- I z posypką! - Klasnęła Asil, robiąc piruet.
Dziewczyny zaczęły rozmawiać o przysmakach dawanych w restauracji, chłopacy zaczęli kłócić się z diwą i jej pachołkami. Nie miałem ochoty się niepotrzebnie denerwować, więc w spokoju czekałem, aż dziewczyny się opanują, chłopaki sobie darują i razem pójdziemy się najeść i opowiadać sobie o wakacjach.
Nagle poczułem, jak ktoś próbuje wepchnąć swoją dłoń pod moją pachę [jakkolwiek by to nie zabrzmiało].
- Gdzie idziecie? – Usłyszałem smutny głos Sary. Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem, natrafiając tym samym na wzrok Clarissy. Proszę…
- Do takiej fajnej knajpy... – Odpowiedziałem, ciesząc się, że powoli zaczynają się zbierać. Sara oparła głowę na moim ramieniu i przytaknęła głową. Nagle z zainteresowaniem podeszła do nas Bella, przygryzając wargę. Po chwili zaczęła rozmawiać z moją siostrą. Ta poczuwszy się trochę lepiej, odkleiła się ode mnie i zaczęła wymieniać z dziewczyną spostrzeżenia na temat telenovel.
W
Resto rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. O testach, o nauce, o
tańcu, o muzyce, o Gregoriu, o tym roku szkolnych, o nowych uczniach.
Oczywiście najwięcej czasu spędziliśmy na nawijaniu o wakacjach. W
zasadzie wszyscy z nich byli nad morzem. Porozjeżdżani po różnych
klasach pisaliśmy z sobą poprzez Fejsa, czy mniej popularnego już – GG.
Ten był w Hiszpanii, tamtej w Szkocji. Zaczęli się mnie wypytywać o
Polskę. Słyszeli wiele rzeczy na ta temat tego kraju, oczywiście nie
wszystkie były miłe, no a ja miałem okazję, że nie wyolbrzymiłem
wszystkiego tak bardzo, w razie czego od czasu do czasu wtrąciła się
siostra, no i że nie sprawiłem, że nabrali do kraju jeszcze większego
dystansu. Dowiedzieliśmy się czegoś więcej o Kleroffie i Price, chociaż,
że Natalie, podobnie jak Clarissa jest bardzo lakoniczna. Wspomniała
coś tam o bogatej rodzinie. Czasem napotykaliśmy coś o szkolnej Diwie, a
raczej tworzyliśmy „teksty na zapas”. Najlepszy był Oskar, który jest
po prostu do tego stworzony, ale Bradley, Asil i Kelsey nie pozostawali
mu dłużni. Luca przyniósł nam lody i drinki, na koszt firmy.
Podziękowaliśmy mu śpiewająco. Śpiew. Każdy z nas zaczął przeżywać
jutrzejsze lekcje. Na szczęście jutro nie miało być tak najgorzej,
pomijając to, że ostatnią lekcję, czyli tą, w której wszyscy myślą o
siadaniu do komputera, telewizora, obiadu… Do domu, mieliśmy z
Gregoriem. Westchnąłem. No ale pierwsza lekcja jest z Beto.
Ekscytowaliśmy się odpałami i wymyślaliśmy różne teorie na temat tego,
na co jutro wpadnie nasz szalony nauczyciel. Zaczynaliśmy zastanawiać
się i tworzyć już kolejne piosenki. No i runął temat ze szkołą, czytaj:
dzięki Bogu, szybko „wróciliśmy”. Ekscytowaliśmy się prezentacjami,
zadaniami domowymi i kolejnymi nerwami przed koncertami. Nikt z nas nie
chciał wracać do domu, a zwłaszcza ja, ale przecież kiedyś trzeba…
- Tennant, śpieszno ci? – Zatrzymał mnie Brad.
- Nie. – Odparłem śmiertelnie poważnie. Brad wpatrywał się we mnie przez chwilę z zdezorientowaną miną, po chwili jednak machną ręką. Odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem ponownie rozwijać tego tematu.
- A co? – Spytałem zainteresowany.
- Boys party! – Zarządził hardo, parskając. Również parsknąłem, szukając wzrokiem chłopaków. Nie musiałem się trudzić, ponieważ obydwoje patrzyli na mnie, czekając na odpowiedź. Zakładam, że się zgodzili. Ja też bym się zgodził, gdyby mnie nie oświeciło, że nie jestem sam. Nerwowo zacząłem szukać siostry. Stała przy wyjściu, smutnie się do mnie uśmiechając. Cholera!
- O której mam być? – Spytałem.
- Nie. – Odparłem śmiertelnie poważnie. Brad wpatrywał się we mnie przez chwilę z zdezorientowaną miną, po chwili jednak machną ręką. Odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem ponownie rozwijać tego tematu.
- A co? – Spytałem zainteresowany.
- Boys party! – Zarządził hardo, parskając. Również parsknąłem, szukając wzrokiem chłopaków. Nie musiałem się trudzić, ponieważ obydwoje patrzyli na mnie, czekając na odpowiedź. Zakładam, że się zgodzili. Ja też bym się zgodził, gdyby mnie nie oświeciło, że nie jestem sam. Nerwowo zacząłem szukać siostry. Stała przy wyjściu, smutnie się do mnie uśmiechając. Cholera!
- O której mam być? – Spytałem.
- Nie zostawię cię samej…- Warknąłem, idąc pomału w stronę „domu”.
-
Mam piętnaście lat! – Krzyknęła zrozpaczona, próbując ukryć przerażenie
– Umiem o siebie zadbać! – Stanęła, tupiąc nogą. No jak z dzieckiem. –
Pójdę do babci.
- Nie idziesz do dziadków! – Zawyłem – Nie będę potem wysłuchiwał przerażenia Teresy, że się tobą nie zajmuję. – Byliśmy coraz bliżej, właściwie to już pod zaniedbanym blokiem, a mój węch zarejestrował już znajome, przykre zapachy.
- Nie jesteś moim ojcem, żeby za mnie decydować! – Wrzasnęła, na co stanąłem. Nie ukrywam. Zabolało. Zacisnąłem mocno wargi i pięści.
- Masz rację. – Uśmiechnąłem się kwaśno. – Nie jestem… I wolałbym się teraz wpakować pod tira, niż nim być. – Chłopacy nie płaczą, dziewczyny czasem mówią coś głupiego, gdy nie dostaną nowych butów z wyprzedaży… Chłopacy nie płaczą.
- Ash… Ash, przepraszam. – Zacząłem wchodzić do bloku, powodując, że Sara, która za wszelką cenę chciała mnie teraz przeprosić, próbowała mnie dogonić. Zdołowany pchnąłem drzwi, zapominając o wesołym, szczęśliwym życiu w Stud!u, a smutna rzeczywistość uderzyła we mnie z zdwojoną siłą.
- Tam gdzie się zachlałeś, tam idź spać! – Wrzasnęła sąsiadka, stojąc nad rozwalonym ojcem, który leżał pomiędzy butelkami i puszkami alkoholu.
- S-ssarunia! – Tata widząc moją siostrę, próbował się zerwać. Zatoczył się tylko i uderzając głową o kant blatu, upadł na ziemię. Siostra pisnęła przerażona, stanęła za mną, wbijając palce w moje plecy.
- Leż, ty niełopie! – Sąsiadka splunęła na podłogę obok niego.
- E! – Zawołałem, oburzony. W końcu do był mój dom! Burdel, ale dom! Sąsiadka podskoczyła, zaskoczona, że już jesteśmy. Westchnęła ze współczuciem, ojciec ciągle próbował wstać.
- Oddaj mi tylko klucze do piwnicy i już mnie nie ma… Dobrze by było, gdybyście i wy pojechali do babki. – Westchnęła. Zostawiając drżącą siostrę za mną, musiałem się szarpnąć, podszedłem do pierwszej szafki, otworzyłem ją. Wypadły dwie butelki. Westchnąłem, przymykając oczy. Chwyciłem za wiszące klucze z brelokowym sercem. Zrobiłem krok w kierunku Genowefy i cisnąłem jej klucze w te jej kościste dłonie. – Naprawdę… Nie chcę was tu widzieć tej nocy. – Często decydowała za nas. Mimo, że była tylko oschłą sąsiadką, czasem robiło jej się nas żal. Opuściła nasze mieszkanie, głośno zamykając za sobą drzwi.
- S-S-Saruś-ś! – Wybełkotał ojciec, gwałtownie się podnosząc, jakby specjalnie udawał swój pijaczy stan. Wstał i zaczął biec w kierunku siostry. Ta tylko z głośnym wrzaskiem i łzami w oczach pobiegła do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Złapałem tatę za ramię. Zaczęliśmy się szarpać, ale ojciec po chwili znów się zatoczył.
Spakowałem to, co najpotrzebniejsze. Właściwie to spakowałem wszystko, bo w razie czego chciałbym przeprowadzić się do babci. Wszystkie potrzebne książki, które oni mi opłacili, tak samo, jak ubrania i telefon. Sara tak samo. Człowiek docenia coś dopiero, gdy to straci… Dla innych było by to „TYLKO”… Dla nas to było „AŻ”. Właściwie to my żyliśmy tylko dzięki nim. Matki z nami nie ma… Zabił ją… ON… Ją zabił. Będąc pod wpływem alkoholu. Byliśmy mali, a ona próbowała nas bronić. Bronić moją siostrę, szczególnie, bo ojciec miał ją za… Za wiecie co. Dotykał ją i… Cholera. Otarłem spływające łzy z policzka. Po cholerę ja to wszystko sobie przypominam?! Zapukałem cicho do pokoju siostry. Ta niepewnie je otworzyła.
-
Mam piętnaście lat! – Krzyknęła zrozpaczona, próbując ukryć przerażenie
– Umiem o siebie zadbać! – Stanęła, tupiąc nogą. No jak z dzieckiem. –
Pójdę do babci.- Nie idziesz do dziadków! – Zawyłem – Nie będę potem wysłuchiwał przerażenia Teresy, że się tobą nie zajmuję. – Byliśmy coraz bliżej, właściwie to już pod zaniedbanym blokiem, a mój węch zarejestrował już znajome, przykre zapachy.
- Nie jesteś moim ojcem, żeby za mnie decydować! – Wrzasnęła, na co stanąłem. Nie ukrywam. Zabolało. Zacisnąłem mocno wargi i pięści.
- Masz rację. – Uśmiechnąłem się kwaśno. – Nie jestem… I wolałbym się teraz wpakować pod tira, niż nim być. – Chłopacy nie płaczą, dziewczyny czasem mówią coś głupiego, gdy nie dostaną nowych butów z wyprzedaży… Chłopacy nie płaczą.
- Ash… Ash, przepraszam. – Zacząłem wchodzić do bloku, powodując, że Sara, która za wszelką cenę chciała mnie teraz przeprosić, próbowała mnie dogonić. Zdołowany pchnąłem drzwi, zapominając o wesołym, szczęśliwym życiu w Stud!u, a smutna rzeczywistość uderzyła we mnie z zdwojoną siłą.
- Tam gdzie się zachlałeś, tam idź spać! – Wrzasnęła sąsiadka, stojąc nad rozwalonym ojcem, który leżał pomiędzy butelkami i puszkami alkoholu.
- S-ssarunia! – Tata widząc moją siostrę, próbował się zerwać. Zatoczył się tylko i uderzając głową o kant blatu, upadł na ziemię. Siostra pisnęła przerażona, stanęła za mną, wbijając palce w moje plecy.
- Leż, ty niełopie! – Sąsiadka splunęła na podłogę obok niego.
- E! – Zawołałem, oburzony. W końcu do był mój dom! Burdel, ale dom! Sąsiadka podskoczyła, zaskoczona, że już jesteśmy. Westchnęła ze współczuciem, ojciec ciągle próbował wstać.
- Oddaj mi tylko klucze do piwnicy i już mnie nie ma… Dobrze by było, gdybyście i wy pojechali do babki. – Westchnęła. Zostawiając drżącą siostrę za mną, musiałem się szarpnąć, podszedłem do pierwszej szafki, otworzyłem ją. Wypadły dwie butelki. Westchnąłem, przymykając oczy. Chwyciłem za wiszące klucze z brelokowym sercem. Zrobiłem krok w kierunku Genowefy i cisnąłem jej klucze w te jej kościste dłonie. – Naprawdę… Nie chcę was tu widzieć tej nocy. – Często decydowała za nas. Mimo, że była tylko oschłą sąsiadką, czasem robiło jej się nas żal. Opuściła nasze mieszkanie, głośno zamykając za sobą drzwi.
- S-S-Saruś-ś! – Wybełkotał ojciec, gwałtownie się podnosząc, jakby specjalnie udawał swój pijaczy stan. Wstał i zaczął biec w kierunku siostry. Ta tylko z głośnym wrzaskiem i łzami w oczach pobiegła do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Złapałem tatę za ramię. Zaczęliśmy się szarpać, ale ojciec po chwili znów się zatoczył.
Spakowałem to, co najpotrzebniejsze. Właściwie to spakowałem wszystko, bo w razie czego chciałbym przeprowadzić się do babci. Wszystkie potrzebne książki, które oni mi opłacili, tak samo, jak ubrania i telefon. Sara tak samo. Człowiek docenia coś dopiero, gdy to straci… Dla innych było by to „TYLKO”… Dla nas to było „AŻ”. Właściwie to my żyliśmy tylko dzięki nim. Matki z nami nie ma… Zabił ją… ON… Ją zabił. Będąc pod wpływem alkoholu. Byliśmy mali, a ona próbowała nas bronić. Bronić moją siostrę, szczególnie, bo ojciec miał ją za… Za wiecie co. Dotykał ją i… Cholera. Otarłem spływające łzy z policzka. Po cholerę ja to wszystko sobie przypominam?! Zapukałem cicho do pokoju siostry. Ta niepewnie je otworzyła.
Droga
do dziadków minęła nam w milczeniu. Oczywiście, dzięki bogu, dziadek
przyjął Sarę z otwartymi ramionami, mówiąc, że babcia pojechała do
sklepu i że mam przyjechać, gdy tylko skończę załatwiać „swoje sprawy”,
czyli jutro, po zajęciach. Skorzystałem u nich jeszcze z toalety.
Rzuciłem smutne spojrzenie roztrzęsionej siostrze, próbującej zasnąć na
kanapie, której dziadek właśnie podawał koc, po czym ruszyłem na
„chłopski wieczór” całkowicie bez nastroju.
[Mrawe to jakieś, nie uważacie. Nuda, nuda,nuda,
nuda... Czy będzie wielki krzyk, gdy w przyszłości niektóre teksty
podpatrzę od Króla Juliana, albo Skippera? :D]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.
OdpowiedzUsuń"Ash! Ashallyn! Asia!" Haha. Końcówka smutna i ... Ale za to początek był wesoły! Już lubię tą diwę. ;-d Wzmianki o Gregoriu nie zabrakło xd
Teskty Juliana zawsze na miejscu! :D "Zzssasysamy muzyczkę! ... Ejeje! Ale nie całą zachłanne pastuchy" ;-)
Boys party ^,^ Coś czuję że nikt nie wyjdzie z tej imprezy trzeźwy... ;-D
Pozderki. :3
"Coś czuję że nikt nie wyjdzie z tej imprezy trzeźwy..." - A wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam?! Dzięki xD Zobaczymy, zobaczymy... Bądź, co bądź. Może będzie ciekawie.
UsuńA no koniec jakiś taki - Znam to trochę. Bohaterowie żyją dzięki dziadkom, dlatego Ash próbuje przyswoić naukę, żeby potem poradzić sobie jakoś w życiu. Matki nie ma, siostra jest zdana na niego, czy tego chce, czy nie, więc... Trzeba żyć.
Dzięki.
Koniec doprowadził mnie do płaczu. :( Z tej strony nie znałam historii Ash'a. Naprawdę, gratuluję Ci. Wspaniale to napisałaś. Mów komentarz zapewne nie będzie za długi, bo po prostu nie umiem pisać długich opinii i... boje się o te... PRZECINKI. :D
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej naprawdę mi się podobało.
Jeej! Czekaj! *Leci po chusteczki, po czym podaje je Vielet*
UsuńJa natomiast mam przeczucie, że to spaściłam. Tak czytam sobie te blogi, na których jest opisywane pijaństwo i przemoc domowa i mam wrażenie, że piszą to ci, którzy nigdy tego nie doświadczyli. Piszą to tak... "Niewybaczalnie lekko"
Załużmy - ojciec maltretuje córkę, a ta myśli o chłopcach, o cukierkach i o spódniczkach, nadal kochając tatusia.
Tak, mam wrażenie, że nie napisałam tego, tak jak chciałam. Nie wiem, czy miałoby być bardziej dramatyczniej, ale pomimo tego, że jestem pesymistką, naprawdę ta końcówka jakoś mi nie poszła.
Pisz długie opinie! Ja się o przecinki już nie czepiam, bo to też jest męczące. Trzeba czytać i już! Zapomnieć o przecinkach!
Dziękuje!
Da bum tss!
OdpowiedzUsuńJejku, jaki wspaniały, no ale koniec smutny, no. :c
Ja nie lubię smutnych zakończeń, chociaż są fajne.
Ale ten jest fajny.
I go lubię.
Gadam bez ładu i składu.
Podsumowując moją beznadziejną wypowiedź - rozdział świetny choć troszkę smutny.
Wybacz, jeśli brak mi przecinków. c:
Czekam na kolejny. <3
Spokojnie Beto! Spokojnie!
OdpowiedzUsuńPRZECINKI SĄ ZUE!
Dziękuje ♥
zastanawiałaś się kiedyś, kim będzie osoba, która da Tobie w twarz? nuda? martwe? chyba sobie żartujesz.
OdpowiedzUsuńna samiutkim początku opowiadania, spływały mi łzy ze śmiechu. tak! popłakałam się... ze śmiechu.
szkoda mi go. już na pierwszy pierwszy rzut oka, widać, iż Ash jest dobrym chłopakiem.
Wiesz, nikt mi jeszcze w twarz nie szczelił, więc zastanawiam się, kto to będzie.
UsuńCieszę się, że rozdział wywołuje pozytywne emocje :))
Rozdział jest cudowny.
OdpowiedzUsuńI ta końcówka...jeju, świetna, ale taka smutna. :(
Jednak wystąpił mały błąd - nie wierzę, a nie nie wieżę. Lecz błędy każdemu się zdarzają. :)
Dziękuje.
UsuńOj tam, taka mała literówka xD
Historia Asha jest przygnębiająca lekko (:() , ale mimo wszystko, to dobry chłopak ;) Bardzo się martwi o swoje rodzeństwo - siostrę - co dość rzadko się zdarza. :) Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńDziękuje :D
UsuńTak to już czasem jest z tym rodzeństwem :D