layout by wanilijowa

17.07.2014

Ladies Freeman | Rozdział 3

  Szedłem ulicą Rossevella, zastanawiając się „Co dalej”. Gdybym był sam, zapewne zostałbym z ojcem alkoholikiem. Do szkoły nie chodziłbym, to byłoby do przewidzenia, zacząłbym kraść, chlać do nieprzytomności, bójki i rozboje były by codziennością. Zdaniem ujmując. Uciekałbym od sądu i poprawczaka. No ale jest siostra. Dziewczyna która ni jak nie zna tego świata, a została już tyle razy wykorzystana. Przecież to jeszcze dziecko. Ciężko westchnąłem. Na pewno nie mogę być egoistą – dobro młodszej siostry zawsze jest ważniejsze dla starszego brata, czy ten to okazuje, czy też nie, ale zawsze tak jest. Do bidula nie pójdziemy, to by mnie… Ją.. To by ją kompletnie zniszczyło. O rodzinie zastępczej też nie mam prawa myśleć. Podejrzewam, że gdybym był pełnoletni, patrzyłbym na to wszystko inaczej, a tak, trzeba czekać jeszcze rok. Pozostają dziadkowie.Gdy się tak przechadzałem, przypomniało mi się o celu mojego przechadzania. Odgoniłem od siebie zmartwienia i z lekkim uśmiechem zacząłem myśleć o „chłopskim wieczorze”, gdy nagle mnie olśniło. Przecież nie wiem, gdzie mieszka Kleroff. Odruchowo złapałem za komórkę. Numeru też nie znasz, geniuszu. Potem uświadomiłem sobie, że przecież nie byłbym sam. Wybrałem numer do Collinnsa.
                                       Okazało się, że impreza została przeniesiona do jego [Drakea] domu, ponieważ rodzice Brada zorganizowali przyjęcie i zaprosili przyjaciół, z okazji przeprowadzki, a Oskar… A o Oskarze Collinns nic nie powiedział.
- No to co robimy? – Spytał się Klerr, kiedy już skończyliśmy się „rozkładać” w salonie blondyna. Oskar spojrzał na niego politowaniem.
- To, że nie jesteśmy u ciebie, nie oznacza, że jesteś zwolniony ze stanowiska gospodarza! – Syknął Montrose, a ja z Drakiem przyznałem mu całkowitą rację.
- Tak właściwie, to czemu nie poszliśmy do ciebie? – Jeżeli chłopak próbował zagaić sytuację, to się grubo mylił. Drake uderzył się otwartą dłonią w czoło.
- Bo mój brat ślimaczy się tam z dziewczyną? – Rozłożył ręce.
- Robisz przysługę bratu? – Kleroff parsknął śmiechem, a mi się zachciało go zdzielić. Montrose zaczął się gotować – I to młodszemu!?
- Zawsze możesz nas przedstawić twojej babci! – Warknąłem, jak się okazało, niepotrzebnie, bo „gospodarz” dostał nowe wiatry w żagle.
- A ty? – Zwrócił się do mnie. Cholera by go wzięła, gdyby się mnie nie zapytał! Świetny początek – Jesteś bogaty… - No i niby po czym to poznałeś?
http://images2.wikia.nocookie.net/__cb20130727233341/glee/images/0/05/Ross_Lynch_Sup.gif- Kleroff, chodź idziemy robić tą pizze i lać te nalewki! – Collinns podniósł się z podłogi i niemal siłą zaprowadził Brada do kuchni. – Ash, która to była reklamówka? Czerwona? Dobra! – Nawet nie zdążyłem odpowiedzieć. Taa... Kupiłem kilka… Rzeczy.
Kiedy tylko wyszli, ciężko wzdychając schowałem twarz w dłoniach.
- Nic nie mów… - Westchnął Oskar, który nadal zirytowany siedział na pufie, obłożonym materiałem ”pomalowanym” na wzór piłki nożnej. Ależ nie! Nie rób mi tego! Pozwól mi powiedzieć! Cholera! Bardzo chcę mówić o mojej patologicznej rodzinie! Zacisnąłem mocniej pięści. Pięć, dziesięć. -  Wal do mnie prosto z mostu – urwał, szukając „odpowiednich” słów – gdyby coś…. – Wybełkotałem tylko na wydechu ciche „dzięki”, próbując nie myśleć o tym kretynie.
Zaciągnąłem w płuca dym papierosów, powstrzymując głowę od uderzenia nią parapetu. Oczy same mi się zamykały. Zresztą, chłopakom też. Oskar na przemian – wciągał, to popijał piwem. Drake krztusił się, ale był twardy – wypił już z cztery butelki, określił to mianem „odsapnięcia po stresującej sytuacji z Emily”, a przecież stresować to on się dopiero będzie. Jutro. Nie dziwię się mu. Też bym tak zareagował, gdybym był na jego miejscu.
                                     - Mam pomysł. – Chrząknął Brad, który oczywiście nie palił. Piwa też nie tknął, powiedział, że zostawi sobie na mecz. Nie skończył mówić, kiedy my, wszyscy tu obecni, zakrztusiliśmy się dymem.  Klerr zerwał się i chwycił za telefon.
- Collinns, zapodaj książkę telefoniczną! – Zarządził. Wytargał z komórki kartę, wyciągnął z kieszeni inną i ją załadował.
- Po co? – Chyba domyślałem się zamiarów Kleroffa.
- Po prostu mu ją daj! – Charknąłem, bo dym utkwił mi w krtani. Przykułem uwagę boysów. Kaszlnąłem, zakrywając usta ręką. – Niech chłop ratuje cztery litery! – Szepnąłem, czując, jak do oczu napływają mi łzy. Durna chrypka, durny papier.
- Wolicie dzwonić, czy pisać smsy? – Spytał się nas Brad, zaznaczając znalezionym markerem numery telefonów.
- Co ty robisz? – Zawył Oskar. Tym razem spojrzałem na niego z politowaniem.
- Wkręcasz ludzi… Nigdy tego nie robiłeś? – Spytałem z zażenowaniem. Chłopak tylko uśmiechnął się pod nosem. Collinns się podjadał. Nie trzeba zgadywać, że robił to pierwszy raz… Jak to zabrzmiało.
- Piszemy sms’y! – Zapiszczał D – Gdy będą nam odpisywać, będziemy czekali dzwoniąc. Tak to nie będziemy dziury wiercić w podłodze, bo zapewne i tak nikt nie odpisze. – Mądre posunięcie. – Wystukaj „Na poprzedniej imprezie coś zostawiłeś. Odbierz to za dziewięć miesięcy!” – Oho! Jak się rozpędził. Przewróciłem oczami.
                                     - Dzień dobry! – Powiedział Oskar, zrywając się, gdy usłyszał głos po drugiej stronie. Z całych sił próbowaliśmy nie zejść ze śmiechu – Zamawiał pan striptizerki na godzinę – szybko spojrzał na zegarek – Dwudziestą drugą? – Po drugiej stronie słychać było zdenerwowany głos. – Ale jak to!? – Pisnął – Przecież my tu mamy wszystko zapisane! Godzinę, adres.. Telefon! – Przeczytał z książki telefonicznej numer, na który dzwonił.
- Taaato! – Usłyszeliśmy donośny wrzask.. R-rozmawialiśmy z dzieckiem. Wrzask był na tyle duży, że Oskar odsunął komórkę od ucha – Striptizy jadą! – Chłopiec miał radochę. Bardziej czerwonego Collinnsa nie widziałem. Klerr ostatkami sił powstrzymywał się od rozniesienia chałupy śmiechem. Nawet przygryzł skórę przedramienia, przyłożonego do ust.
- Do widzenia! – Usłyszeliśmy wściekły głos jakiejś kobiety, potem trzask i rozmowa się skończyła.
                                     Potem zabawa się jakoś rozkręciła. Cała kasa poszła na wydzwanianie do ludzi. Kilka razy odebrali obcokrajowcy, przez co my też zaczęliśmy kaleczyć języki w naszych „rozmowach”. Otrzymaliśmy nawet zacny sms z odpowiedzią… A raczej pytaniem.
                                      „ Ale ty jesteś ta z imprezy z Buenos Aires, czy z Leuken?!!?!?!?”
Było fajnie, dopóki Brad [oczywiście] nie wpadł na pomysł, żeby bawić się w babskie pierdoły. Oczywiście stałem się pierwszym ogniwem.
- Myślisz, że nie widać, jak odprowadzasz Clarissę wzrokiem? – Sęp!
- Ona jest zakochana w Dawidzie… - Wzruszyłem ramionami, jeszcze bardziej go nakręcając.
- Kim ty chcesz dla niej być, Tennant? – Westchnął, zrezygnowany.
- Kolegą z ławki. – Siedząc w wnęce okiennej, wpatrywałem się w szarość za oknem. Ludzi na ulicy było coraz mniej, a liście drzew falowały coraz mocniej i dłużej.
- Ona jest zakochana w Dawidzie… - Powtórzył moje słowa, a ja postanowiłem, że ciszą zakończę temat. Kątem oka zauważyłem jednak, że Montrose i Collins mają do mnie wyraźne pretensje i coś do zarzucenia. Coś, co spowodowało, że temat mojego śmiesznego zauroczenia Clarissą skończyłby się dziś, właśnie w tym miejscu i właśnie w tej minucie, a potem ten temat nie miałby prawa być poruszany w miejscach publicznych… Już kiedykolwiek. Jaki szakal sprawił, że zapomniałem o tak cholernie ważnej rzeczy… Osobie!?


 

You keep saying
You got something for me
Something you call love
But confess
You've been a'messin'
Where you shouldn't 've
Been a'messin'
And now someone else
Is getting all your best
Well, these boots
Are made for walking,
And that's just what they'll do
One of these days
These boots are gonna
Walk all over you
                                   - Brawo! Brawo! – Beto zerwał się z siedzenia, powodując, że i my się zerwaliśmy. Jezu!
Ciężko wzdychając schyliłem głowę i się za nią złapałem. Ścisnąłem się również za uszy, ponieważ Beto, jak to Beto, robiąc cokolwiek, pobudza do życia wszystko, co hałasuje. Tak było i teraz, połowa instrumentów w sali się odezwała. Nauczyciel uderzał o siebie dwa kartony po pizzy, na znak oklasków. W buzi trzymał wepchniętą wielką bułkę z… Serem i kiełbasą. Twarz miał ubrudzoną masłem. Podobnie, jak Montrose przekląłem pod nosem. – To było świetne, genialne! Imponujące! Najlepsze!
- Beto! – Wrzasnęła Clarissa, gestykulując rękoma i patrząc morderczym wzrokiem na profesora, który się trochę przestraszył. – Już, spokojnie… - Również dodała nieco spokojniejszym głosem. Nauczyciel „spełnił” jej prośbę. – To tylko piosenka.
http://media.tumblr.com/tumblr_mavpzneU7K1r25xgk.gif- W dodatku nie skończona… - Dodała wzruszając ramionami współtwórczyni piosenki, Kesley. Koleżanka uniosła do góry kubek i siorbnęła z niego ciepły napój, zapewne czekoladę. No tak, jak relaks, to na całego.
- Nie ważne, czy skończona, czy nie. – Powiedział z niemą czułością nauczyciel. Dziewczyny z zainteresowaniem zaczęły go słuchać, my, czyli płeć piękna, spojrzeliśmy na niego z nikłym politowaniem. - Po­win­no się przy­naj­mniej raz dzien­nie przeczy­tać ja­kiś ład­ny wier­sz, zo­baczyć piękny ob­raz, posłuchać przy­jem­nej piosen­ki lub po­roz­ma­wiać z naj­lep­szym przy­jacielem. W ten sposób bu­duje­my piękniej­szą, bar­dziej war­tościową część nasze­go istnienia. Nie ważne, czy jest to piosenka jakiegoś sławnego piosenkarza, czy macie dopiero jeden wyraz. Ważne, że wypróbujecie, bo każda piosenka jest wyjątkowa. Stanie w miejscu jest nudne. – Westchnął ciężko. – Normalność… Nudzi. – Nastała chwila ciszy. – Chcę, żeby na następną lekcję wykonali grupową piosenkę. – Kątem oka zauważyłem, jak Adelaide poprawia włosy i się tryumfalnie uśmiecha… SERIO!? – Pani jest? – Podszedł do Clarissy. Ożywiłem się.
- Natalia. – Odpowiedziała niepewnie przyjaciółka mojej… Koleżanki, nie wiedząc, co będzie dalej.
- Świetnie! – Beto klasnął rękę i zwrócił się w kierunku zaiście trzeźwego Brada i Patrycji. Nauczyciel zadał to samo pytanie i otrzymał tą samą odpowiedź. Znaczy. Aghr… Odpowiedź była inna, ale dotyczyła tego samego pytania i zakresu. – Panna Clarissa, panna Natalia, panna Kesley, Isabelle Lune wraz z panią Sylvią*  będą jedną parą.
- Przepraszam… - Odezwał się Collins. Nauczyciel z zainteresowaniem odwrócił się w jego stronę.
- O co chodzi, Damien? – Spytał profesor.
- Drake. – Poprawił go, łapiąc za koniec katany. Przeczesał dłonią po włosach.
- Co? – Profesor widać nie zrozumiał.
- Nieważne. – ‘D’ machnął ręką, przewracając oczami – Para to dwie osoby. A zazwyczaj mnie tak nauczyli. Dziewczyn jest pięć. Nie wymienił pan jeszcze Patryzji. – Dodał pośpiesznie i poważnie, widząc lekko zdezorientowaną minę Ferrer.
- Wiem, Damien, że para to dwie osoby. – Oburzył się – Myślisz, że jestem głupi?! – Zaczął tupać nogami – Nie ma pary, ponieważ pani Emily wypisała się z naszej szkoły. – I życie niegdyś pewnego siebie flirciarza, legło w totalnych gruzach. Obserwowałem, jak robi się coraz słabszy. – Albo do innej klasy, nie wiem. Nie wymieniłem Patryzji – Zaczął nieco podenerwowany – Ponieważ chce, żeby zaśpiewała osobnie. Każda dziewczyna zaczyna od chórków…
- Beto, ja nie będę churkiem! – Z piskiem zerwała się Caverra, a ja z jękiem złapałem się za głowę. Gdyby tylko w pomieszczeniu nie było kilku osób, zacząłbym uderzać nią o ścianę, albo okładać się tymi głupimi skrzypcami.
Minęło kilka minut, Caverra była już bliska płaczu, kiedy profesor, ciężko wzdychając, znalazł jakieś rozwiązanie.
                                       - Caverra przestań majaczyć. One są nowe. Przepraszam, jeśli myślałem, że profesjonalistka pokaże im, jak to się robi.
- J-ja!? – Wrzasnęła Adelaide, a jej twarz znów zaczęła nabierać kolorów.
- Pan Ash, razem z panem Montrose i Collinsem zagrają główne głosy. Drake, będziesz łączył się z panem Bradem, potem na główne głosy wchodzi Adelaide, Clarissa i Natalia.
                                        - A ja? – Usłyszeliśmy cichy głosik. Profesor podskoczył i odsłonił siedzącą obok Price, Millerową, która wpatrywała się w nauczyciela psim wzrokiem. Pięć. Dziesięć. Po krótkiej chwili i na to muzyk znalazł rozwiązanie.
- Kochanie, ty będziesz miała bardzo ważne zadanie, będziesz musiała pilnować, żeby się nie pogryźli na tych próbach i informować mnie o wszelkich problemach i postępach. Aha! I weź na następną lekcję ten swój różowy aparat! – Mówiąc, pstrykał palcami i się obkręcał.
- Aha! – Podekscytowana zaczęła klaskać w ręce.
- A teraz uwaga wszyscy! Udajemy ludzi na kacu! – C-co proszę!? Spojrzałem na nauczyciela z morderczym wzrokiem. Zbaraniałem. – Najlepsza osoba dostaje cukierka! Musicie się postarać, i to bardzo, ponieważ nasi jedyni boysi w klasie zasługują na ocenę celującą i to od początku lekcji. – Wydukał. Zrobił to specjalnie! Usłyszałem tylko ciche śmiechy i już po chwili wszyscy zaczęli udawać chorych. Durna improwizacja!

[  Ba-dum tsss. Jakoś to prób rozkręcić. Wiecie, jakie to uczucie, gdy nagle przypominasz sobie wiele sposobów, którymi mogłaś rozpocząć pisanie [bloga/opowiadania] i uświadamiasz sobie, że zapewne wybrałaś ten najgorszy. T.T
Tak się sprawy mają. W następnym rozdziale pierwsze spotkanie z Natalią i pierwsze przedsionki Ashissy ♥
♪ PIOSENKI: UŻYTA W ROZDZIALE > These Boots're made for walking
W PRZYGOTOWANIU: Kochany Accantus > Bluzwis  ]

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

6 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że jesteś jedną z najbardziej aktywnych osób na blogu i jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za ten wysiłek jaki wkładasz w Carta de Studio21.
    Przechodząc do rozdziału... Jest mi straszliwie szkoda Asha i jego siostry. Mają tak ciężką sytuację rodzinną. Dzięki Bogu, że Ash stąpa twardo po ziemi i chroni swoją siostrę. Postawa godna podziwu.
    Oj, ostra ta impreza u chłopaków. Nie spodziewałam się tego. Pić? Palić? Czemu nie! W sumie tak jest ciekawiej. Cha, cha, cha, cha, cha! O mój Boże, jak się uśmiałam czytając moment o striptizie! To było mega! Uwielbiam zabawne momenty w opowiadaniach! Ugh... rozmowa o Clarissie. Jakoś zawsze przechodzi mnie dreszcz, ilekroć ktoś wspomni o Clary w swoim rozdziale. Nawet jak tylko napisze, że siedziała obok i czytała książkę! :D
    Ah... ten Beto. Wreszcie ktoś wspomniał o innym nauczycielu niż Greogrio! Też miałam taki zamiar, ale jakoś ta moda na nauczyciela od tańca wciąga... bardzo. Płeć piękna? Mężczyźni? Od kiedy?! XD Trochę się gubię w twoim opowiadaniu. Nie wiedziałam kiedy akcja zmieniła czas i miejsce wydarzeń. To takie trochę chaotyczne, ale to tylko zachęca do przeczytania jeszcze raz!
    Natalie* nie Natalia. Ale to szczegół. Chórkiem* - mniejsza.
    "Uwaga! Udajemy ludzi na kacu!" - zbaraniałam. XD Cha, cha, cha. Ale ty masz poczucie humoru!
    Rozdział mi się bardzo podobał, tylko bardzo szkoda, że Emily w końcu odeszła, prawda? :(
    Czekam aż napiszesz 'next' bo bardzoooo się ciekawię... Natalie! Dobra, kogo ja chcę oszukać! Ashissy! <333333
    Pozdrawiam i życzę weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki.
    Oczywiście ja, jak zawsze czegoś zapomnę dopisać.
    ~ Żeby nie było - ja na prawdę nie chcę zrobić z Tennanta takiego przygłupa i "najbiedniejszego faceta na świecie". Po prostu tylko to daje mi jakieś pole manewru.
    No i ta gwiazdka po Sylvi. Sylvia jest po prostu cichą uczennicą nie wymienioną w czołówce. Musiał ktoś być, żeby nie było do pary.

    Natalie. Natalie. Natalie. Ja wiem, wiem. Miałam zamiar tak pisać, a potem ubzdurałam sobie, że zacznę to odmieniać. I promis - nie będę tego więcej robić.
    " Nie wiedziałam kiedy akcja zmieniła czas i miejsce wydarzeń. To takie trochę chaotyczne, ale to tylko zachęca do przeczytania jeszcze raz! " - Z tym też coś postaram się zrobić.
    "Churkiem" - błąd Onetu.
    Tak teraz patrzę i zorientowałam się, że wkleiłam nie ten kawałek piosenki, co chciałam xD
    Dzięki i Vice Versa ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że Drake odgrywa bardzo ważną rolę tutaj :D Miło. Rozdział świetny, a końcowka najlepsza ;p Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drake odgrywał ważną rolę, nadal to robi, oraz ważną rolę odgrywać będzie.
      Dziękuje. ♥

      Usuń
  4. Rozdział jest świetny!
    I to dzwonienie do ludzi, to ze striptizerką... padam XD
    Ejj! Czemu Isa (Miller) nie będzie nic śpiewała, no? :C
    Nie no nic xd Będzie fociła różowym aparatem? Heeeeeee XD
    Czekam na następne Twoje dzieło. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje.
      Ejj! Pani Miller zaśpiewa, a przedewszystkim - WYŚPIEWA w moim życiu jeszcze bardzo dużo rzeczy. Nie wszystko od razu, bo co za dużo, to nie zdorwo. Oj będzie aparat. A skoro mi o tym przypomniałaś, to myślę nad jakimś szatanizmem w akcji.

      Usuń