layout by wanilijowa

6.07.2014

Panna W. | Rozdział 2 - EDIT

- Choć czasem siadam, nie mając ochoty iść dalej - ciągnę. Piszę bez składni i ładu. Słowa same układają się w zdania - jednolitą całość. - Ale to upór, który we mnie tkwi, sprawia, że znowu wstaje. Żyj tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniaj każdą chwilę tak, aby potem ją wspominać. Czerp energię ze słońca, kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukaj w sobie miłości siły, entuzjazmu i namiętności. Po swojemu. Po swojemu. Żyj najpiękniej, jak umiesz. Spełniaj się. Spełniaj.

Już byłam gotowa, by znów wyrwać kartkę. To tylko kwestia czasu doprowadzała do tego, iż mój notes, z każdą wyrwaną kartką, stawał się cieńszy.
- Coś dzisiaj jesteś nie w humorze, co? - zapytała moja mama, patrząc na mnie pytająco. Miała bardzo przyjemny, aksamitny głos, który koił mnie, maleńką, od snu. Może było to dziwne, ale w zaciszu czterech ścian, czułam się bezpieczna.
- Nawet, jeżeli to, co? - burknęłam.
Mama przewróciła oczami i odparła:
- Dzisiaj jest wielki, wielki dzień, Słońce.
- Ponieważ? - zapytałam, w niemym pytaniu. Zupełnie nie wiedziałam o, co jej chodzi.
- Twój brat dzisiaj wraca ze Stanów - wyznała. - Zapomniałaś?
Na moich ustach wykwitł delikatny uśmiech.
- Och, tak - potwierdziłam jej słowa. - Będę już szła.
- Do zobaczenia, Córeczko! - pożegnała mnie, a ja odpowiedziałam jej trzaśnięciem drzwi.
Idąc do Studio, usiadłam na najbliższej ławce, ulokowanej pod drzewem, który dawał przyjemny cień. Była to zwyczajna ławka. A może jednak nie?
Przymknęłam oczy, aby choć na chwilę oderwać się od nieustannego upału. Próbowałam na chwilę, na najmniejszą chwilę, ulotnić się od tego popędliwego świata, od błękitnego nieba, nie chciałam wysłuchiwać się w śpiew ptaków i nie mając zamiaru oglądać szczęśliwych ludzi, przechadzających się uliczkami Buenos Aires.


- Clary, kiedy mu wyznasz, co czujesz? - zapytałam.
- A czy to ważne? - odpowiedziała, pytaniem na pytanie.
- Kochasz go?
- Co za pytanie! - powiedziała zrozpaczona. - Pewnie, że tak.
- To czemu się nie odważysz? - zapytałam. - Czemu nie zaryzykujesz?
- Że go kocham? Natalie, zwolnij - wyszeptała cicho, ledwie słyszalnie. - Przecież to mój przyjaciel. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni.
W tym momencie jej oczy się zaszkliły.
I znów, niespodziewanie zmiażdżyłam ją w uścisku. Chciałam jej pokazać, iż jestem przy niej. Chciałam dać jej bezpieczeństwo, ciepło i spokój. Pragnęłam wymazać z jej pamięci, choć na chwilę, wszystkie rozterki.
- Clarisso - powiedziałam spokojnym tonem. - Bardzo dobrze wiem, co czujesz. Wahanie przed tym, czy masz wyznać komuś miłość. Może w to nie uwierzysz, ale ja też byłam kiedyś zakochana. Powiadają "tego kwiatu jest pół światu".   Jeśli chodzi oto, że mężczyzn jest pół świata to się z tym zgodzę. 
- Ale on jest jedyny w swoim rodzaju. Jest osobą z tak cudowną osobowością, której nikt nie miał takiej samej - wyszeptała.
- Naprawdę? - zapytałam, zawiedziona. - Czyli nic mu nie powiesz?
- Tak. Ale nie będę już uciekać. W taki sposób udowodnię sobie, że jednak go nie kocham - wyznała.
- Dobrze, przepraszam. Nie rozmawiajmy o tym - powiedziałam. - Chodźmy.
Na jej twarzy wykwitł piękny uśmiech.
Jeżeli pięknym uśmiechem, można nazwać grymas.



Zmęczona usiadłam na ciemno - zielonych pufach, które bezwiednie leżały przed salą od śpiewu. Wyjęłam notes. Choć pusty baniak miałam i pomysłów było brak, spróbowałam coś napisać.
Wykrzycz wszystko, co czujesz.
Wykrzycz to, co czujesz w sobie od dawna.
Nie poddawaj się.
Walcz do końca.
O wszystko.
Wszystko jest możliwe.
Wszystko jest możliwe, jeżeli latasz wysoko.
Posłuchaj swoich marzeń... Kieruj się nimi, i walcz do końca.
Wykrzycz wszystko to, co w sobie dusiłeś. Nie poddawaj się i walcz do końca, jeśli Ci zależy. O wszystko.

Natalie - odezwał się, a moje imię, wypowiedziane jego głosem zabrzmiało świeżo i dobrze. - Naprawdę miło jest cię spotkać z samego rana, wiesz?
- Ach, tak? - odparłam.
Spojrzałam mi w oczy. Poczułam, jak jego niebieskie oczy, przeszywają mnie na wskroś.
- Tak, tak - odpowiedział z uśmiechem. - Powiedz, czy teraz dasz się zaprosić na spacer? - zapytał, a jego głos zabrzmiał ujmująco niepewnie.
Uśmiechnęłam się.
- Jasne - odpowiedziałam sarkastycznie.
- Jutro?
- Cierpliwości, koniku polny - powiedziałam, a ja wybuchnąłem śmiechem. - Chyba nie chcesz wydać się zbyt nadgorliwy.
- Oczywiście, że nie. Dlatego zaproponowałem jutro - odparł. - Chciałbym się spotkać z tobą dziś, wieczorem, ale jestem gotów poczekać całą noc i pół dnia.
Przewróciłam oczami.
- Mówię poważnie - dodał.
- Nawet za dobrze się nie znamy - powiedziałam. - Może zadzwonię do ciebie, co?
- Ale przecież nawet nie masz mojego numeru - zaoponował.
- Mam dziwne przeczcie, iż wrzuciłeś mi karteczkę z twoim numerem do szafki - powiedziałam, mrużąc oczy podejrzliwie.
Uśmiechnął się swoim szelmowskim uśmiechem.
- I ty twierdzisz, iż dobrze się nie znamy - powiedział.

Jest parę spraw, które zrealizują się dopiero za jakiś czas, a ja nie należę zbytnio do cierpliwych osób, choć inni uważają inaczej. Nie umiem tego przerwać. Przyzwyczaiłam się do tego, iż jestem w stanie przewidzieć kolejne ruchy, owej osoby, że wszystko jest bez zobowiązań.
Powiem szczerze - na samym początku roku, zbytnio nie uśmiechałam się na pomysł zdobywania czyjejkolwiek sympatii, szczególnie osób płci przeciwnej, którą jawnie gardzę.
Nie wierzę w czary. Nie wierzę w miłość. Niektórym jednak przydarza się: spojrzą w lewo i w gardle ich zatyka, serce wali, a nogi się uginają.
Ani jeść, ani spać.
Miłość?
Urzeczenie, zafascynowanie, słabość, wariactwo.


[mogę śmiało powiedzieć, zresztą, Wy też, iż cały rozdział nadaje się wyłącznie do śmieci. nie ma to, jak dodawanie zdjęć, by potem rozdział wydawał się dłuższy. oj, tak. długość rozdziałów jest moim największym wrogiem, za co bardzo, bardzo przepraszam. właśnie czeka mnie wakacyjny wyjazd, więc teraz nie mogłam oderwać się od komputera, by załatwić parę spraw. ale blogaska pozostawiam Vielet. na koniec. dziękuję, że jesteście aktywni na tym blogu. serio. serio, serio.]

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.


7 komentarzy:

  1. Jak to się nadaje do śmieci to ja jestem księżną Kate Zawsze masz taką niską samoocenę, ej! Opanuj się, kobieto...
    Dla mnie ten rozdział jest po prostu wspaniały i jestem z ciebie dumna, że tak szybko napisałaś drugi rozdział :D
    Mi się wszystko podoba (to wiesz) ale trochę miałaś błędów ortograficznych. XD Oczywiście je poprawiłam :D Hahahahahah, będzie mi ciebie brakować jak wyjedziesz na "urlop". :(
    Dużo Clary u ciebie :D Odwdzięczę się Natalie, hah!
    Kocham momenty z przemyśleniami, brak weny? Skądś to znam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, ten rozdział jest cudowny.
    Uwielbiam Twój styl pisania.
    To piękne, że dziewczyny (Clarissa i Natalie) mają w sobie takie duże wsparcie. Są prawdziwymi przyjaciółkami.
    Nie mów, że nadaje się do śmieci, ponieważ jest genialny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy jest do śmieci? W śmieciach są zazwyczaj moje brudnopisy z wypracowań, teksty pod wpływem bólu głowy i prace domowe, więc... Nie. To nie nadaje się do śmieci. Nie chcę nikomu dogryzać, ale skoro "mam Was sprowadzać na ziemię" i jak to w "Victorious" było:
    - To tobie ma się podobać to, co napisałaś. To ty masz uznać, czy takie coś wysłać, czy może lepiej poprawić.

    Jeżeli mam być szczera... To.... Nie, właściwie, to już nic. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Aha! Ale za to jestem bardzo ciekawa, czy brat Natalie zagłębi się w problemy przyjaciółki swojej siostry, czy może po prostu... Będzie? :D

      Usuń
  4. "Cierpliwości, koniku polny" zawsze mnie rozbraja. :D
    Jak wyżej - jestem ciekawa, czy wtrącisz brata Natalie do historii dziewczyny.
    Oczywiście czekam na kolejny rozdział.
    P.S. Uwielbiam rozmowy Oskara i Nat. XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała jest przyjaźń Clary i Nat :) Bardzo podoba mi się również wątek Oskar - Natalie. Czekam na kolejny. :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział.A fragment z Oskarem i Natalie wzięłas z GNW.Chodzi mi o dialog.

    OdpowiedzUsuń