Retrospekcja - narracja trzecioosobowa
Pierwsze promienie porannego słońca wlewały się leniwie do mojego pokoju, kiedy otworzyłam oczy. Oślepiające mnie promienie słoneczne, odbijające się od szyb okiennych, spowodowały przymrużeniem oczu, bym mogła zauważyć cokolwiek.
Drobna, szczupła
jedenastoletnia dziewczynka o brązowej czuprynie i wyższy od niej o głowę,
dwa lata starszy miedziano - brązowowłosy chłopiec, upalnego i niedzielnego popołudnia, radośnie bawili się na placu zabaw. Wesołe śmiechy, zabawa w berka na ciepłym słońcu.
- Poddaję się, jesteś za szybka - zawołał, w
pewnym momencie chłopak, siadając na ziemi.
Dziewczynka zajęła miejsce obok niego.
- Na co patrzysz? - zapytała.
- Na rodziców - objaśnił chłopak, wskazując na rodziców, leżących na kocu w czerwono - białe kwadraty, tworząc ciepłą mozaikę. - Udają, że śpią, abyśmy dano im spokój.
- Nieprawda - powiedział uśmiechnięta istotka.
- Nat, nie zmyślaj - zaoponował, spokojnie chłopak.
- Sam zmyślasz - odparowała dziewczynka. -
Pfff... Daltonista - skrzyżowała ręce, udając obrażoną, na co chłopak zaczął ją łaskotać. Szatynka opadła plackiem na ziemi, zwijając się ze śmiechu.
- Przestań! Przestań! - pokrzykiwała, co kilkadziesiąt
sekund.
Chłopak również zaczął się śmiać, ale po chwili przestał łaskotać siostrę.
Potem oboje siedzieli jeszcze, jakiś czas na ziemi, dziewczynka opierała głowę na ramieniu chłopca. Zaś on, wpatrywał się przed siebie.
- Jak będę dorosły - zaczął chłopak. - Spakuję wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i pojadę do tamtego miejsca.
- W szkole mówili, że nic tam nie ma -
odpowiedziała dziewczynka.
- Mówią tak, bo nikt tak na prawdę tego nie
zbadał - wyjaśnił brunet. - Czyli może się tam znajdować wszystko.
- Nawet potwory? - zaśmiała się mała Natalie. -
Nie poradziłbyś sobie z potworami. Zjadłyby cię na śniadanie.
- Oj, tam. Może, jak będę miał siedemnaście lat, albo więcej.
Wtedy będę duży i silny, i będę umiał się obronić - pochwalił się kasztanowłosy,
po czym zapada chwila milczenia.
- Alec? - odezwała się w końcu dziewczynka.
- Co?
- Będę mogła z tobą iść? - zapytała, spuszczając głowę.
- Jak ci mama pozwoli, to tak.
- A obronisz mnie przed potworami? - zapytała jeszcze raz.
- Przed potworami, złymi ludźmi i przed wszystkim innym.
- Przed potworami, złymi ludźmi i przed wszystkim innym.
Pierwsze promienie porannego słońca wlewały się leniwie do mojego pokoju, kiedy otworzyłam oczy. Oślepiające mnie promienie słoneczne, odbijające się od szyb okiennych, spowodowały przymrużeniem oczu, bym mogła zauważyć cokolwiek.
Cóż, znowu wyjechała do
Niemiec, aby zobaczyć się z tym fagasem. Między mamą, a moim ojcem ewidentnie
nie było niczego od bardzo dawna – połączyła i rozdzieliło ich jedno – praca. I,
cóż, byłam nie szczęśliwa z takiego obrotu wydarzeń, jednakże wciąż ta sytuacja
była dla mnie dość nowa.
Ojciec mnie kochał, i
był… Ale pojawiał się coraz rzadziej. Każdą jego wizytę traktowałam, jak
święto, które warto trzeba obchodzić.
Bezsilna wstałam,
dotykając zimnej podłogi. Uświadomiłam sobie, iż mam ochotę wysłać list gończy
za deszczem… Po co ja, do cholery, sobie to przypominam?
Starałam się siebie tym
siebie nie zniechęcić, by założyć strój do biegania i wyjść na dwór, i kisić się na słońcu, lecz jednak specjalnie usiłowałam opóźnić poranną toaletę, bo naprawdę nie mam ochoty na
poranny trening.
Nawet nie wiedziałam, kiedy znów, zmęczona, upadłam na łóżko plackiem i zamknęłam oczy, ale gdy już je otworzyłam, ujrzałam drewniany sufit. Niby nic nadzwyczajnego, a moje serce oszalało. Chyba prędzej od umysłu, rozpoznało pomieszczeni.
No tak, nadal byłam w moim pokoju, zamiast pójść wreszcie pobiegać.
Zła, burknęłam. Pogódź się z tym, iż czeka cię podły dzień.
- W walce na słowa
zginął sens wypowiedzi. Wątek stracił się sam. Nawet kropka nie mogła ich powstrzymać.
W ciszy wpatrują się teraz w znak zapytania… - zacytował nauczyciel, patrząc na
uczniów.
Cmoknęłam z irytacją.
Dzień w Studio,
ciągnął się niemiłosiernie, a szczególnie lekcja u Pablo, który cytował i opowiadał o
tym, iż współpraca, i wzajemna pomoc w życiu, jest najważniejsza.
Następnie powiedział coś, co
przykuło uwagę wszystkich – zbliżał się bal.
Nigdy nienawidziłam i będę nienawidz...
Usłyszeliśmy ciche pukanie.
Mogłam się założyć, iż cała klasa spojrzała w stronę drzwi.
To trafiło do mnie ze zdwojoną
Nie mogłam uwierzyć. Z dnia na dzień, coraz trudniej było mi uwierzyć, iż on wróci. Nigdy nie miałam z tym problemu, a jednak… Coś zaczęła się zmieniać.
Usłyszeliśmy ciche pukanie.
Mogłam się założyć, iż cała klasa spojrzała w stronę drzwi.
To trafiło do mnie ze zdwojoną
Nie mogłam uwierzyć.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio zapytał, jak się czuję? Kiedy ostatnio przeprowadziliśmy luźną pogawędkę?
Nie zmienił się - jego niebieskie oczy nadal miały intensywny niebieski kolor. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nadal był oszałamiająco przystojny. Chyba nie powinnam w taki sposób myśleć o rodzeństwie, nieprawdaż?
- Dzień dobry,
przepraszam, że przeszkadzam w lekcji, ale czy mógłbym porozmawiać z Natalie? –
powiedział, z uśmiechem na twarzy. Pablo już miał zaprzeczyć, kiedy chłopak
mu przerwał:
- To bardzo
ważne.
Dyrektor Studia ściągnął brwi, zamyślony, ale po chwili odparł:
Dyrektor Studia ściągnął brwi, zamyślony, ale po chwili odparł:
- Skoro tak, to
pros… - powiedział nauczyciel.
Poczułam ciało z impetem, przytulające moje. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu i spojrzałam na brata, którego nie widziałam od tak dawna.
Odwzajemniłam uścisk, napawając się zapachem i ciepłem, bijącym od chłopaka.
- Tęskniłem - wyszeptał w moje włosy. Byłam prawie o głowę od niego niższa, dlatego musiałam stanąć na palcach.
- Nie bardziej niż ja - żachnęłam.
Poczułam ciało z impetem, przytulające moje. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu i spojrzałam na brata, którego nie widziałam od tak dawna.
Odwzajemniłam uścisk, napawając się zapachem i ciepłem, bijącym od chłopaka.
- Tęskniłem - wyszeptał w moje włosy. Byłam prawie o głowę od niego niższa, dlatego musiałam stanąć na palcach.
- Nie bardziej niż ja - żachnęłam.
Poczułam parę
ciekawskie spojrzenia na sobie, lecz nie zdążyłam nic powiedzieć, bo brat
zaciągnął mnie w głąb korytarza.
- Co?
Zapomniałaś już o tym, iż masz brata, siostrzyczko, hm? – zapytał szczerząc się
do mnie.
Parsknęłam śmiechem, nie odrywając od niego wzroku.
- Ty się
martwiłeś? – zapytałam z podniesioną brwią. – Chyba czasem spójrz na siebie, co?
- Tak, martwiłem
się – powiedział sarkastycznie.
- Cieszysz się, że wróciłem?
- Oj, tak - powiedziałam, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem po raz kolejny. - Tak bardzo się cieszę, że chcę skakać z radości. Najlepiej z mostu, pod pociąg - zażartowałam.
Uśmiech zszedł z jego twarzy.
- Co za pytanie! - powiedziałam po chwili, widząc, że Alec mógł nie uznać tego za żart. - Oczywiście, że się cieszę! Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłam!
Chłopak wyszczerzył zęby i jeszcze raz mnie zmiażdżył w uścisku, szeptając:
- Ja też.*
- Co ty też? - zapytałam, drażniąc się z nim.
- Też za tobą tęskniłem.
- Cieszysz się, że wróciłem?
- Oj, tak - powiedziałam, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem po raz kolejny. - Tak bardzo się cieszę, że chcę skakać z radości. Najlepiej z mostu, pod pociąg - zażartowałam.
Uśmiech zszedł z jego twarzy.
- Co za pytanie! - powiedziałam po chwili, widząc, że Alec mógł nie uznać tego za żart. - Oczywiście, że się cieszę! Nawet nie wiesz, jak bardzo się za tobą stęskniłam!
Chłopak wyszczerzył zęby i jeszcze raz mnie zmiażdżył w uścisku, szeptając:
- Ja też.*
- Co ty też? - zapytałam, drażniąc się z nim.
- Też za tobą tęskniłem.
- Nie zadzwoniłaś do mnie – powiedział chłopak, udając
obrażonego. Musiałam przyznać – świetnie mu to wychodziło.
- Ale napisałam sms’a, że nie mogę zadzwonić – powiedziałam
chłodno, aby ton, którym to powiedziałam, zniechęcił Oskara i sobie poszedł. Lecz istnieje jeszcze
jedna strona mojej osobowości, która pragnęła jego bliskości.
Zapadła cisza. Spuściłam głowę i zaczęłam kreślić w zeszycie
kolejne kształtne litery. Ich treść była
tajemnicą dla niego, którą niczym zakazany owoc, bardzo chciał poznać. Mogłam
śmiało powiedzieć – z trudem dotrzymywał obietnicy nie zaglądania. Za to
usilnie próbował mnie rozproszyć i tym samym zwrócić na siebie uwagę.
Nie chciałam mu przeszkadza w tej zabawie, ponieważ
zniecierpliwienie chłopaka i wrodzona ciekawość, potęgowały mój dobry humor.
Nie mogłam też pominąć tego, jak po lekcjach, zapytał się mnie, kim jest ćwok,
który przerwał lekcję, a gdy odpowiedziałam mu, iż jest to mój starszy brat,
jego policzki zrobiły się różowe.
- O czym ty tak zawzięcie piszesz, co? – zapytał,
przerywając milczenie.
- O beznadziejnym tekście piosenki, o zbliżającym się balu,
powrocie Alec’a i…
- … o mnie? – ton, którym to powiedział, spowodował udawane parsknięcie śmiechem. Uświadomiłam sobie, że chłopak ma skłonność do wygłaszania takich pytań, czy nawet wyznać w najmniej oczekiwanym momencie, dlatego czuję się, jakbym dostała pięścią w brzuch.
- Może –
odpowiedziałam, wymijająco i wróciłam do pisania.
Oskar zrównał się ze mną ramionami, i wzrokiem śledząc moją
dłoń, spod której wyrastała ścieżka utkana z drobnego maczku. Niebieskooki
złamał obietnicę i pochylił głowę.
W jednej chwili poczułam ciepły oddech na policzku, co
wywołało przyjemne mrowienie, rozchodzące się falami, po całym ciele.
– Nie ma tutaj nic ciekawego – wyprostowałam się gwałtownie, zatrzasnęłam
zeszyt i wsadziłam go pod pachę, co oznaczało koniec pisania.
– Wręcz przeciwnie – zaoponował, na co spojrzałam na niego z politowaniem i
delikatnym uśmiechem na twarzy.
Oskar spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja poczułam, że jego niebieskie oczy przeszywają
mnie na wskroś.
- Czemu się tak na mnie patrzysz? – zapytałam, przerywając ciszę.
- Cóż, szukam sposobu, byś nie patrzyła na mnie spode łba – powiedział, a
ja nadzwyczajnie spojrzałam na niego spode łba, na co on wybuchnął śmiechem.
~ , ~
Ostry wiatr
zamiatał brązowe, żółte, wysuszone liście po chodnikach, kiedy rozejrzawszy się
szybko, ruszyłam szybkim krokiem w stronę parku. Zwolniłam, kiedy dotarłam do
długiego rzędu ławek, które wybudowano, by można było usiąść i patrzeć na szarozieloną wodę, pluskającą o drewniane filary. Lubiłam to miejsce, mimo
że od miast niósł się hałas – samochody, ryczące klaksony, rozmowy
przechodniów, czy nawet słabe dźwięki muzyki, która sączyła się ze słuchawek iPodów.
Usiadłam na ławce i podciągnęłam nogi pod brodę. Wyciągnęłam swój notes i otworzyłam na czystej stronie.
Usiadłam na ławce i podciągnęłam nogi pod brodę. Wyciągnęłam swój notes i otworzyłam na czystej stronie.
Podnosimy się, upadamy. Gubimy się i znów szukamy. Odchodzimy wciąż, powracamy. Po drodze tam, gdzie zmierzamy. Zerwiemy noc, potłuczemy szła. Zedrzemy głos, kolejny raz... Nie mamy nic, nie mamy nic. Do stracenia. Nie mamy nic, nie mamy nic. Do stracenia.
Spojrzałam na tekst, mruknęłam coś pod nosem. Czy tekst nadaje się do pokazania? Zdecydowanie nie. Chciałam wyrwać kartkę, ale przypomniały mi się słowa Clary, która kazała mi oszczędzać papier.
Spojrzałam na
wyświetlacz w telefonie. Za pięć szesnasta. Przychodziłam tu dość często.
Często bez powodu. To właśnie tutaj bawiłam się z Alec’em w berka, tu odbyło
się pierwsze spotkanie z Clary… Właśnie. Clarissa… Jak mogłam zapomnieć o niej?
Wyciągnęłam
telefon i wystukałam na klawiaturze – Mogłybyśmy
się spotkać w parku? N.
Musiałam jej
coś powiedzieć.
*- chamsko ściągam króciutki fragment dialogu między Leosiem, a Violką.
[dzisiaj postanowiłam, iż zepnę pośladki i coś napiszę. wiem, że każdy mój podtekst (podtekst? tak, cioto. podtekst! piszę sama do siebie, pf) zaczyna się od tego samego stwierdzenia, ale wobec najszczerszych chęci, po prostu nie potrafię. ostatnio nie mogłam się dorwać do komputera - i to takiego z polskimi znakami! jeszcze raz dziękuję, że jesteście aktywni, a to utwierdza mnie w przekonaniu, że było warto założyć tego bloga. życzę udanych wakacji! ps. przepraszam za wariującą czcionkę!]
[dzisiaj postanowiłam, iż zepnę pośladki i coś napiszę. wiem, że każdy mój podtekst (podtekst? tak, cioto. podtekst! piszę sama do siebie, pf) zaczyna się od tego samego stwierdzenia, ale wobec najszczerszych chęci, po prostu nie potrafię. ostatnio nie mogłam się dorwać do komputera - i to takiego z polskimi znakami! jeszcze raz dziękuję, że jesteście aktywni, a to utwierdza mnie w przekonaniu, że było warto założyć tego bloga. życzę udanych wakacji! ps. przepraszam za wariującą czcionkę!]

Dobra. Coś z siebie wykrzeszę. Nie wiem, co mi się uda, albowiem jest godzina dwudziesta druga... Dwudziesta druga, a ja od tygodnia *i jeszcze przez następny będę* siedziałam dwanaście godzin na tyłku, na drewnianym krzesełku, bez żadnego ręcznika, poduszki,w taki upał. Nie dość, że jeszcze było cholernie ciasno, to mając dni, które się nie podobają, oraz jasne ubranie... - Siedzenie wcle nie było przyjemnością. *Sorry, ale musiałam się wyżalić xD*
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału:
Moja reakcja, że coś jest do czytania:
http://media.giphy.com/media/6Ho19cgIstzJS/giphy.gif
http://stream1.gifsoup.com/view4/3764394/happy-clap-o.gif
Podoba mi się scena z punktem widzenia narratora, a jeszcze bardziej podoba mi się rozmowa brata z siostrą. To takie.... Fajne :D
" - Będę mogła z tobą iść? - zapytała, spuszczając głowę." - A to znane.
Widać, kiepska jestem z Leonetty *której nie lubię* bo gdybyś nie napisała, mogłabym się domyślać, ale raczej bym na to nie wpadła.
No i oczywiście: Starałam się nie poryczeć przy tekście, który stworzyła Natalie.
SŁUCHAJ! MAM DO CIEBIE PYTANIE: Czy Twoje imię można odmieniać Vel. Nata? Naty? Czy pozostajemy przy "oficjalnym"? :D
Czemu takie krótkie? :( Jak zawsze czuję niedosyt i czekam na szybki next.
na początku myślałam, że jedziesz samochodem :D
Usuńja jestem przyzwyczajona, mój rekord na tyłku 46 godzin w samochodzie, gdzie masz siostrę, która chce cały samochód dla siebie.
gdzie jesteś? :D w szkole?
co to za facet? może użyję go za brata Natalie :D
fajne, dziękuję *_*
oj, tam
oj, tam
mi to obojętnie :D
krótkie? naprawdę? O.o.
dziękuję!
Hm... oczy mi się zamykają, ale co mi szkodzi. Skomentuję ^.^
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba. Po prostu zakochałam się w każdym słowie... ale po co ja ci to piszę? Przecież i tak wiesz, że ja to KOCHAM i nigdy nie przestanę. Piszesz tak wspaniale. Ah, ta miłość jaką obdarzają się brat i siostra. Coś o tym wiem.. chwila! U mnie to inaczej działa :| Ups.
Mrrr... Oskar i Nat... :3 Ty wiesz, że ja ich uwielbiam co nie? I ten banan na mojej twarzy, gdy zobaczyłam w zgłoszeniu Anonima "Zauroczenie: Natalie" - bezcenne. ;) Ja wierzę, że oni będą razem mimo iż Clary nie jest przekonana. Przegadam ją XD
Nie no, to mi się taaaaak podoba <3 Uh... wiem, że mój komentarz jest bezsensu i nic Ci nie da, ale naprawdę jestem wykończona. teraz marze tylko o moim... łóżku. Wybacz ten króciutki komentarz Ciastko? :< Następnym razem będzie dłuższy :*
Kocham Cię przyjaciółko,
dobranoc :3
PS: Oskarowo-Nataliwych snów ^.^
PS2 Naprawdę uwielbiam Twoje zorganizowanie i to, że jesteś taka poukładana. Twoje rozdziały zawsze są spójną całością (bez względu na to, co powiesz -,-), a ja jestem bardzo chaotyczna. Muszę uczyć się od ciebie spokoju, jak Clary od Nat... taka prawda. :*
Usuńweź nie żartuj, ja poukładana? pf...
Usuńdziękuję Ci cieplutko za każde słówko, które tu napisałaś. mnie nawet kropka ucieszy. nie jest krótki... uwierz mi, piszę o wiele krótsze.
błagam, ja nie wiem, jak będzie wyglądało życie tej dwójki w następnych rozdziałach.
a może twórca Oskara - Anonim, cóż nie znam go/jej, odkocha się w Natalie, co? :D
sama nie wiem, i nie wierzę, iż ktoś wybrał ją...
dziękuję! i pozdrawiam cieplutko!
Piosenka Mrozu zawsze górą xd Słodki moment z dzieciństwa, to chyba mój ulubiony fragment, ale poza tym spodobał mi się również moment rozmowy z Oskarem ;) Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńbardzo dziękuję, liczy się dla mnie Twoja opinia, choć nie wiem, dlaczego.
Usuńoj, tak. Mrozu najlepszy. cóż, niektórzy się nie skapnęli, że to jego piosenka.
Jeju, uwielbiam Twoje rozdziały, Twój styl pisania, naprawdę.
OdpowiedzUsuńStrasznie spodobał mi się moment z bratem, a także ten z Oskarem. Nie no, wszystko mi się strasznie spodobało.
Jesteś genialną pisarką.
bardzo dziękuję!
Usuńweź przestań, rumienię się. x3