- Nie czytaj, proszę - wtórowała mi, gdy tylko otworzyłam usta. Jej głos był słaby i bez energii.
Zrezygnowana złożyłam kartkę parę razy i schowałam do kieszeni bluzy. Natalie cmoknęła zirytowana.
- Marnujesz papier - rzuciłam w jej stronę siadając ponownie naprzeciw niej na jaskrawo-zielonej pufie. Nat w odpowiedzi obdarowała mnie sardonicznym spojrzeniem.
Podciągnęłam kolana pod brodę i patrzyłam na moją przyjaciółkę, która usiłowała cokolwiek napisać, ale była na tyle zdenerwowana, że nawet nie potrafiła utrzymać długopisu w dłoni. Gdy próbowała napisać chociażby jedno słowo od razu robiła nieestetyczną dziurę w kartce i zostawiała niechlujne plamy po atramencie. Po paru minutach spędzonych w kompletnym odrętwieniu, odrzuciła długopis i zeszyt na stół i opadła na fotel z bezsilności.
- Brakuje mi weny... - odparła przygnębiona i schowała twarz w dłoniach. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że płacze, ale to było tylko złudzenie. Ona nigdy nie płacze, przynajmniej nie przy ludziach. Jest bardzo silna, za to właśnie ją podziwiam... Ale naprawdę okropnie mi przykro, gdy jest smutna.
- A co zazwyczaj sprawia, że masz wenę? - zapytałam przerywając dołującą ciszę.
- Sama nie wiem, ona sama jakoś przychodzi - rzekła bez zastanowienia. Wtedy spuściłam wzrok i wbiłam go w podłogę. To mi nie pomogło. Zaczęłam niecierpliwie stukać obcasem, aż w końcu wymyśliłam. Podniosłam się momentalnie i podeszłam do przechodzącego Brada niosącego w ręce gitarę. Poprosiłam go o pożyczenie mi jej na chwilę, a on lekko zdziwiony zgodził się. Podziękowałam mu z uśmiechem po czym usiadłam z powrotem obok Natalie i położyłam palce na odpowiednich strunach.
- Smile, though your heart is aching... - zaczęłam śpiewać szarpiąc delikatnie struny instrumentu. Natalie słysząc mój głos niosący się po całym Studiu podniosła głowę i spojrzała na mnie zaciekawiona. - Smile, even though it's breaking. When there are clouds in the sky, you'll get by. If you smile through your fear and sorrow. Smile and maybe tomorrow... You'll see the sun come shining through for you... - po chwili wokół nas zebrała się mała grupka uczniów, było ich góra sześciu, która zaczęła przysłuchiwać się piosence wykonywanej przeze mnie. Gdy dostrzegłam szeroki uśmiech na twarzy Natalie zaczęłam śpiewać głośniej i pewniej. Jeszcze nigdy nie śpiewałam tak po prostu i to przy ludziach. To było dla mnie wielkie wyzwanie zaśpiewać coś na korytarzu, przy wszystkich uczniach. Mimo to czuję, że Nat jest warta takiego poświęcenia. Z natury jestem bardzo nieśmiała, więc nigdy nie wyobrażałam sobie sytuacji w jakiej się właśnie znalazłam. - Light up your face with gladness. Hide every trace of sadness. Although a tear may be ever so near. That's the time you must keep on trying. Smile, what's the use of crying? You'll find that life is still worthwhile.. If you just smile! - zakończyłam. Wtedy niespodziewanie usłyszałam oklaski. Poczułam jak płoną mi policzki i robię się cała czerwona. Odszukałam wzrokiem Natalie, która również klaskała i miała na twarzy szeroki uśmiech. O taki efekt chodziło. O uśmiech tej niepozornej osóbki, która dla mnie tak wiele znaczy. Wykonałam swoje zadanie. Oddałam Bradowi gitarę i cała rozpromieniona usiadłam obok przyjaciółki.
- Podobało ci się? - zapytałam z nadzieją, a ona przytaknęła. Kąciki moich ust gwałtownie podniosły się ku górze.
- Tak! Bardzo! To Charlie Choplin, prawda?
- Zgadłaś.
- Dziękuję... zawsze potrafisz mnie pocieszyć.
- To nic wielkiego... jak tam wena? - zapytałam z uśmiechem.
- A właśnie... dzięki - odparł tajemniczo dziewczyna po czym odeszła rzucając cicho "cześć". Obserwowałam z uwaga jak się oddala i po chwili założyłam ręce. Coś mi się udało. Nareszcie!
Wyszłam ze Studia21 z słuchawkami na uszach. Byłam w całkiem dobrym nastroju, bo czy było cokolwiek w tym dniu, co mogłoby mnie zdenerwować? Raczej nie. Wtedy niestety mój humor został popsuty przez coś, na co nie mam kompletnie wpływu. Poczułam na swoim ramieniu kroplę wody. Wyłączyłam muzykę i zdjęłam słuchawki. Tak, ewidentnie zbliża się burza, ponieważ usłyszałam grzmot w oddali. Nagle z nieba runął deszcz, a niebo przeciął jasny rozbłysk. Mruknęłam do siebie zdenerwowana i rzuciłam się marszem przed siebie. Jedyne co mogło mi popsuć humor to zła pogoda. Uwielbiam kiedy grzeje słońce, a nie znoszę, gdy pada deszcz. Po prostu gdy jest ciepło, mam wrażenie, że promienie słoneczne sprawiają, iż wszystko tętni życiem. Natomiast deszcz niszczy całą pozytywną energię. Jednym słowem: deszcz jest okropny.
Wtedy poczułam jak strumienie wody przestają po mnie spływać. Ktoś odgrodził mnie od wody parasolem. Lekko zaskoczona spojrzałam za siebie. Ujrzałam bardzo wysokiego szatyna o jasnych oczach i delikatnym, zdystansowanym uśmiechu. Na jego widok mimowolnie kąciki moich ust podniosły się ku górze.
- I tak już jestem cała mokra - prychnęłam starając się zachowywać tak, jak zawsze.
- No ale po co masz marznąć? - powiedział. Zdziwił mnie ton jego głosu, który był przyjazny i uprzejmy, to zupełnie do niego niepodobne. David zdjął bluzę i przykrył nią moje ramiona.Staliśmy tak chwilę w kompletnym milczeniu wymieniając rozbawione spojrzenia.
- Dlaczego tak się zachowujesz? - zaśmiałam się, gdy poczułam, że luźny i przyjemny nastrój mi się udzielił.
- Po prostu dzisiaj jest dobry dzień, idealny dzień na spacer. Przejdziesz się? - zaproponował z szelmowskim uśmiechem. Niestety musiałam odmówić tak kuszącej propozycji. Eh, szkoda...
- Nie mogę... Mama na mnie czeka - wyjaśniłam smutna.
- A jutro? - zapytał pełen nadziei chłopak.
- Jutro z chęcią - odparłam z uśmiechem. Siedemnastolatek odwzajemnił ten gest. Tego dnia David odprowadził mnie do domu, mówił, że robi to po to, bym nie zmokła, chociaż deszcz i tak przestał padać w połowie drogi. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w dwie, różne strony. Cały czas czułam motylki w brzuchu. Kiedyś wydawało mi się, że to nie możliwe czuć coś takiego, ale się myliłam.
Wtedy przyszła wena.
Weszłam do mojego pokoju i od razu rzuciłam się do mojego niebieskiego zeszyciku, który jak zawsze spokojnie, nietknięty przez nikogo, leżał sobie na biurku, tam, gdzie powinien być. Złapałam za pierwszy lepszy czarny długopis i zaczęłam pisać było parę skreśleń, ale po kilku minutach pracy skończyłam.
Like a message in a bottle
Put my heart out there
Oh, yeah
Tried to strum me like a guitar
Couldn't play the part no
No, yeah (yeah)
So I locked my heart away
build up my wall
Nobody could figure me
out at all
Don't know how you got me
Showed me like a prodigy
So I
So I just jumped for you
I jumped with no parachute
Cause you took away all
of my fear of flying
And I just jumped for you
And jumped with no parachute...
[Tak, wiem, trochę się rozpędziłam z tymi rozdziałami. Po prostu mam bardzoooo dużo pomysłów w główce, które aż się proszą by wyjść, pokazać się innym. ;) Mam nadzieję, że rozdział się podobał i bardzo przepraszam, Ladies Freeman, jeśli nie powstawiałam przecinków tam, gdzie trzeba. Bardzo się staram :D Ten rozdział jest chyba/raczej (skreśl niepotrzebne) krótszy od poprzednich, bo uznałam, że piszę je za długie i nikt nie doczytuje do końca. XD Pozdrawiam ~ Vielet ♥ PS: Niedługo wyjeżdżam, (ale tylko na parę dni) więc nie będę mogła dodawać wtedy rozdziałów ale przesyłajcie je, wszystko nadrobię, gdy wrócę. A mówię to dlatego, że nikt nie będzie wtedy (z Administratorek) aktywny na blogu.]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

*Wystawia język* Obrażam się na Was Wszystkich!
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału - jeśli mam być szczera, to chyba Twój najlepszy "D
Aah... A już myślałam, że to ja [on] obronię Clarissę przed deszczem xD - Moja zryta bania. Burza - historie z życia wzięte - me gusta. *Trochę mi tu też jednak Violettą zawoniało :D
"Ten rozdział jest chyba/raczej (skreśl niepotrzebne) krótszy od poprzednich, bo uznałam, że piszę je za długie i nikt nie doczytuje do końca." - No to witam w klubie. Tylko mi chłolelnie ciężko będzie przestawić się na krótsze pisanie, czyt: rozdział, który miał być jednym postem, będzie czterema postami ;(
Dlaczego? (LOADING) Już przestań z tymi przecinkami, to był żart. :D
UsuńOjej, dziękuję. ^.^
Haha, pozory mylą! Może...
Mówisz o swoim pisaniu, czy moim? XD Ja chyba zrezygnuje z pisania krótkich rozdziałów, bo się nie wyżywam do końca i nie czuję, że wyczerpałam wenę. :D Ale wiesz... im krótszy, tym bardziej chce go się czytać. Przynajmniej u niektórych...
O moim.
UsuńJa tam chciałabym się przerzucić na krótsze pisanie, bo masz rację, że im krótsze, tym lepiej się czyta, ale potem masz pretensje. Ja tam muszę się rozpisać.
Jak Ci [Wam] idzie w szkole na polskim? Ja tam za wszystkich wypracowania piszę.
Dobrze MI idzie... niby mam same szóstki, ale sama widzisz... przecinki. Albo raczej ich brak. Pani polonistka bierze mnie do praktycznie wszystkich konkursów. *facepalm*
UsuńMnie też. U mnie moi koledzy utknęli na poziomie przedszkola. "Przczoła" "pszyjaciel" "muł" "alkochol". U nas biernik jest częścią mowy *typu: co to jest: rzeczownik, czasownik, czy przymiotnik? - biernik!" Dlatego ja przepraszam za te przecinki, ale ja po prostu staczam się w mojej klasie, a teraz będzie trzecia gimbaza. NAJLEPSZY BYŁ HYMN! czarniecki, bonaparte z małej, a Tarabany to już z dużej, siebie tytułują chyba. No i oczywiście: "SzablON odbierzemy"
UsuńNo a nasz kolega żył w błędzie, przez czternaście lat, uświadomiła go pani z WOS'u. Dowiedział się, że MateuRZ nie pisze się przez Er-Zet :(
Jeszcze wiele innych, straszniejszych przypadków, ale na stronie się nie zmieści. Dlatego ja jeszcze raz przepraszam za te przecinki, ale ja będąc w tej klasie czasem zapominam, na jakiej na ulicy mieszkam...
PRZEPRASZAM, ŻE Z ANONIMA. ZAPOMNIAŁAM SIĘ ZALOGOWAĆ, A JA BYŁAM TAKA MĄDRA I SOBIE MOJEGO NETBOOKA ZALAŁAM HERBATĄ... PO RAZ DRUGI, CHOCIAŻ, ŻE ZA PIERWSZYM RAZEM TO BYŁA COLA.
ŻYJ! WALCZ! NIE PODDAWAJ SIĘ, MOJE JEDYNE DZIECKO!
~ Ladies Freeman
Zazdro wam.
UsuńMi polonistka kazała zacząć pisać opowiadania, żebym poradziła sobie z dysortografią, ale czasem ciężko mi idzie. Czasami popełniam błędy, które podałaś wyżej, Ladies Freeman, typu "alkochol" albo "pszyjaciel", pff, ale koleżanka mi poprawia. c:
Piszę ze słuchu już nawet nie pamiętając o zasadach ortograficznych, i to moja wada.
Jeżeli Cię uraziłam, to przepraszam. Nie chciałam.
UsuńJa mam wrażenie, że u nas polonistka w ogóle nic sobie z tego nie robi, a też mamy osoby, które by takowej "pomocy" potrzebowały. Też jakimś specjalnym asem z ortografii nie jestem. Ponoć mam coś nie tego z mózgiem :D
Davissa rules. ♥
OdpowiedzUsuńSpodobał mi się wątek z piosenką śpiewaną przez Clarissę.
Ogólnie rozdział świetny. Bardzo mi się podoba i z niecierpliwością czekam na kolejny.
Dziękuję <3
UsuńTak, Davissa wymiata XD Ale nie bądźmy wredne, Ashissa (?) też jest spoko. :D
O, dzięki. Bardzo chciałam wykorzystać ten wątek, bo na YouTube znalazłam filmik, na którym Zendaya śpiewa tą piosenkę. *.*
Ashissa... Hihihi > Już to lubię. Davissa także, przecież to oczywiste, kogo wybierze *.* > Me gusta.
Usuń** Ten komentarz u góry to mój, ale zdołałam już się zalogować ;)
Rozdział jest cudowny.
OdpowiedzUsuńI ten moment Davida i Clary, jeju <3
Będą mieli spacerek, ojej ^^
Podobało mi się, gdy Clarissa zaczęła śpiewać dla Natalie. Price ma świetną przyjaciółkę. :)
Czekam na następne Twoje dzieło.
Widzę, że wszyscy za Davissą :p Lubię postać Clarissy, taka delikatna i bardzo przyjacielska :))) Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuń