Wziąłem do ręki moje ulubione zdjęcie otoczone błękitną ramką, które przedstawiało mnie i Zacka, jako dzieci. Pamiętam ten dzień. Mieliśmy wtedy po dwanaście lat. Byliśmy w piątej klasie podstawówki, i oboje nienawidziliśmy dnia zdjęć, ponieważ wtedy rodzice zakładali nam muszki, garnitury, a fryzura koniecznie musiała być ulizana. Dziewczyny były ubrane na galowo – biała koszula zapinana na malutkie guziczki i długa, czarna spódnica, która była zakładana na przeźroczyste rajstopy. Białych lub czarnych balerinek nie mogło zabraknąć, a włosy były upinane w wysokiego kucyka lub długiego warkocza. Fotograf kazał się szeroko uśmiechać, a moje zęby się suszyły i czułem, jakbym zaraz miał zwymiotować, ale za każdym razem gdy patrzyłem na mojego przyjaciela Adamsa, nie mogłem się uśmiechać nieszczerze. Zawsze byłem szczęśliwy, gdy był koło mnie, gdy mnie wspierał i chciał się ze mną bawić. Nie wiem, co bym zrobił teraz nie mając go przy sobie. Opuszką palca przejechałem po niegrubej szybce, za którym znajdowało się zdjęcie małego blondynka, czyli mnie i czarnoskórego chłopaka, który jedną ręką mnie obejmował, a drugą ustawił do pokazania kciuka. W tym momencie czułem się okropnie, że przez jakąś dziewczynę, których są miliony na tym świecie, zacząłem tracić mojego najlepszego przyjaciela. Dzwonił, pisał, chciał porozmawiać, ale ja go olewałem. Mam prawo olewać szkołę w okresie buntu nastolatków, ale nie chłopaka, którego znam od dziecka. Opadłem bezwiednie na łóżko, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Byłem pewny, że to mój przyjaciel, dlatego uśmiechnąłem się delikatnie.
- Proszę. – odpowiedziałem chowając twarz w poduszkę, żeby dać znać Zackowi, że jest ze mną trochę gorzej niż zwykle, jednak po chwili, gdy drzwi się otworzyły, zastałem tam Emily. Szczerze, byłem bardzo zaskoczony jej wizytą. Z tego co mi mówiła, już dawno miała być w samolocie, jednak jest tutaj. Za nic nie mogłem wymyślić odpowiedniego określenia mojego uczucia w tamtej chwili. Byłem szczęśliwy jak nigdy, jednak jednocześnie przygnębiony. Moje odczucia na temat odstawienia przyjaciela na bok, nasilały się z każdą nadchodzącą chwilą. Jej uśmiech zbił mnie z tropu. Mruczała coś niezrozumiałego pod nosem, gdy usłyszałem kolejne pukanie do drzwi. – Proszę.
Tym razem do pokoju wszedł bardziej oczekiwany przeze mnie gość, mój najlepszy przyjaciel. Nie był zadowolony widząc panną Rose. W sumie, mu się nie dziwię, gdzie mnie nie znajdzie, tam jest i ona. Spojrzałem w sufit. Nie wiedziałem co powiedzieć, i do kogo to skierować. Lily uśmiech zszedł z twarzy. Cała nasza trójka była zdezorientowana sytuacją, ale ja musiałem wkroczyć do akcji. Tak, zależy mi na dziewczynie, jednak nie tak bardzo, jak na Zacku. On jest moim przyjacielem od zawsze i nigdy bym nie pozwolił na jego stratę.
- Emily, porozmawiamy jutro, w porządku? – zapytałem cicho, a ta kiwnęła głową, spojrzała z wyrzutem na Adamsa, po czym wyszła z pokoju. Trzeba przyznać, że czarnoskóry chłopak nigdy nie był za moim związkiem z Emily. Wydawała mu się podejrzana, a ta nie chciała z nim gawędzić na ten temat, więc po prostu unikała mnie wtedy, kiedy rozmawiałem z nim. Tak to się wszystko zaczęło. Nie wiem, jak to wszystko pogodzić. Muszę wybrać ją lub jego, bo inaczej nie będzie najlepiej.
- Nie chcę się wtrącać – zaczął chłopak zerkając raz na mnie, a raz na miejsce, gdzie przed chwilą stała dziewczyna. – ale dobrze wiesz, co o niej myślę. Dobrze wiesz, że wydaje mi się jakaś podejrzana.
Patrzyłem na niego osłupiały, i co chwilę kiwałem głową, na znak, że słyszę, i rozumiem jego słowa. Bardzo mnie dręczyły, naprawdę. Trudno jest mi zdecydować, kto jest mi bliższy. Emily zbliżyła mnie do siebie swoim urokiem, a Zack zawsze był przy mnie. Potrafi mi wszystko wygarnąć bez owijania w bawełnę, co w nim bardzo cenię. Gdyby nie on, pewnie w ogóle bym nie trafił do tej szkoły, za co powinienem mu całe życie dziękować na kolanach.
- Owszem, wiem o tym. A ty wiesz, że wiem. Jednak nie rozumiem, czemu się tak do niej zrażasz. – palnąłem bezmyślnie, po czym otwartą ręką uderzyłem się w czoło. Taki tekst do przyjaciela może powiedzieć chyba tylko idiota Drake Collins. – Wybacz, nie o to mi chodziło. Po prostu to, że się w niej zakochałem, o czymś świadczy, nie sądzisz?
- O czymś świadczy, mówisz? Może o tym, że jesteś nią zaślepiony, i nie widzisz wad, które inni widzą u niej gołym okiem? – zmierzył mnie wzrokiem, po czym kontynuował. – Zdaję sobie sprawę, że jak się już zakochasz, to łatwo nie odpuścisz, ale kiedyś, całkiem niedawno, wciąż powtarzałeś, że nie zależy ci na dziewczynach. Że najważniejsza jest przyjaźń, i że żadna dziewczyna nas nie rozdzieli... Czy to jest nadal aktualne? Bo ja chyba mam wątpliwości.
Próbowałem sobie jego słowa wbić do głowy, ale nie umiałem. Emily naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczyła, i było mi trudno wyrzucić ją z pamięci. Znaczyła dla mnie zbyt dużo, ale jest też Zack, który jest zawsze blisko, gdy go potrzebuję.
- Przestań tak mówić, dziewczyna nigdy nas nie rozdzieli, naprawdę. – powiedziałem, jednak sam nie byłem tego do końca pewny. – Jesteś dla mnie najbliższą osobą, zwłaszcza teraz, kiedy ojciec bierze ślub z jakąś laską, która nie wydaje mi się uczciwa.
- Co? – wstał ze zdenerwowania. Zawsze, ale to zawsze, kiedy ja byłem smutny, on ze mną też, próbował wszystko wyjaśniać i mnie pocieszać, aż do skutku. – Jak to? Kto to? Jak mnie pozna, to pożałuje... Stary, twój ojciec to jakiś wariat, czy co? Skoro nie ufasz tej babce, to mu to powiedz! Dla niego to powinno być najważniejsze. Ty jesteś dla niego najważniejszy, a nie ktoś, kogo ostatnio poznał. No już, idziemy. Ruchy!
- Spokojnie, Zack... – zatrzymałem go kładąc dłoń na jego ramieniu, bo jeszcze chwila, i rzuciłby się na dziewczynę mojego ojca. – Nic takiego się nie stało, ale dobra, zmieńmy temat. Popatrz, co ostatnio znalazłem.
Wyjąłem z szuflady pogniecioną kartkę z nutami i tekstem, którą ostatnio znalazłem w szafce, gdy robiłem porządki. Było tam nazwisko mojego ojca, co mnie bardzo zdziwiło, bo on nigdy nie śpiewał, nie grał na instrumentach, nie tańczył, ani nie pisał piosenek. Było to dla mnie prawdziwe zaskoczenie, w końcu on i moja matka kiedyś nie chcieli, żebym się uczył muzyki.
- Zaśpiewaj. – szepnął mi do ucha.
- Zwariowałeś do reszty? – spytałem ironicznie. – Sam zaśpiewaj, jak jesteś taki mądry.
- No dawaj, dobrze wiesz, że ja nie umiem śpiewać.
- I właśnie dlatego chcę, żebyś to zaśpiewał, pacanie. – zaśmiałem się i trzepnąłem lekko jego ramię, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Zack coś mruczał pod nosem, więc ja przystąpiłem do tego trudnego zadania. – Dobra, ale jak ogłuchniesz, to ostrzegałem.
- Prędzej trafię na księżyc.
- Nie będę czekać dłużej, gdy fale są na moim brzegu. Jestem gotowy na fale na moim brzegu. A jeśli o piątej szesnaście nie będzie cię ze mną, złapiesz mnie w następnym mieście. Nigdy nie wiedziałem, że tyle dla mnie znaczyłaś, aż do piątej piętnaście...* – śpiewałem, ale tekst w ogóle nie był dla mnie zrozumiały. Spojrzałem na przyjaciela jak na wariata, a on odwzajemnił to spojrzenie.
- O czym to do cholery jest? – zapytał, a ja potrząsnąłem głową. – Twój tata chyba miał kiedyś niezłego świra na punkcie twojej matki.
- Najwidoczniej. – podrapałem się po głowie i odłożyłem kartkę. – Ale skąd możesz mieć pewność, że to o niej? – wypaliłem, sam nie wiem czemu. To tak, jakbym nie chciał tego mówić, jednak moje myśli lądowały na zewnątrz. Czarnoskóry chłopak spojrzał na mnie, jak na idiotę, w sumie nie dziwię się mu. Kocham moich rodziców, i nie wiem, czemu w mojej głowie taki pomysł się pojawił.
- Stary, ta piosenka była pisana siedemnaście lat temu. – wskazał palcem na niewyraźną datę 12.02.1997 r. Dokładnie tego dnia się urodziłem. To mi dało dużo do myślenia, coraz większe dowody. Coraz bardziej chcę się rozpłakać. – Jak twój ojciec mógł wpaść na pomysł, żeby pisać to o innej, skoro był już mężem twojej matki?
- A wiesz, człowieku, że istnieje coś takiego, jak zdrada? Nawet w tamtych czasach. – prychnąłem podpierając się ręką. – Ta data to data moich narodzin. Pewnie ojciec nie wiedział o moich narodzinach, umówił się z mamą, a ta nie przyszła... Kurde, sam nie wiem. To wszystko podejrzane.
- To idź z tym do swojego ojca! Drake, chyba tylko on potrafi ci teraz to wytłumaczyć.
- Mam z nim beznadziejne stosunki. Czekaj, nie. Beznadziejne były, zanim przyprowadził tą laskę do domu, a teraz, to już lepiej nie mówić. – burknąłem pod nosem, a ten wziął mnie za rękę i złapał szybko kartkę. Nie miałem siły mu się sprzeciwić, pociągnął mnie w stronę salonu, gdzie stał mój ojciec.
- Panie Collins – zaczął. – Niech pan wybaczy, jeśli panu przeszkadzam... To znaczy przeszkadzamy, ale musimy wiedzieć. – podał mu kartkę. – Co to jest? Drake nie może żyć w kłamstwie.
Ojciec nie był zadowolony pytaniem mojego przyjaciela, chyba nawet miał ochotę wyrzucić go z domu, ale nie wypadało. Spojrzał na mnie, po czym podrapał się po głowie i zaczął się jąkać.
- Tato, możesz powiedzieć, o co chodzi? – spytałem spokojnie. Od kłótni przecież był tu Zack. – Znalazłem tą kartkę w szafie.
- Skąd ona tam się wzięła? – warknął, nie wiadomo czy do mnie, do mojego przyjaciela, czy do samego siebie. – Myślałem, że ją dobrze schowałem...
- Dlaczego miałeś ją chować? – ton mojego głosu był spokojny, ale w środku czułem, że chętnie wrzasnąłbym na ojca. – O czym jest ta piosenka? I dla kogo jest pisana? O co w niej chodzi? Tato, odezwij się wreszcie!
Milczał. Cała nasza trójka milczała. Podrapałem się po głowie, i spojrzałem porozumiewawczo na Adamsa. Rozumieliśmy się bez słów. Kiwnął głową.
- O czym jest ta piosenka? Dowiemy się wreszcie? – burknął cicho, posyłając niemiłe spojrzenie w stronę ojca.
- Powiem wam prawdę. – rzekł w końcu prawie niesłyszalnie, więc zrobiliśmy krok w przód. – Twoja matka, Drake zmarła, gdy miałeś pięć lat, pamiętasz? Wcześniej, zawsze powtarzała, że bardzo Cię kocha, i nie oddałaby Cię za nic.
- Co to ma związanego z piosenką? – spytałem.
- Daj mi dokończyć. – szepnął. – W dniu twoich narodzin, oznajmiła mi, że musimy jechać do szpitala, bo poród już się zbliża. Byłem wtedy w pracy. Mój szef był bardzo wymagający i mściwy, jednak po długich błaganiach, dał mi wolny dzień. Umówiliśmy się przed domem, jednak jej nie było. Umówiliśmy się o piątej piętnaście. Nie było jej. Czekałem i czekałem, nie było jej. Po chwili dostałem od niej sms-a o treści: Miałeś przyjść, nie przyszedłeś. Z nami koniec. Ale ja tam byłem. I czekałem.
- Co było dalej? – zapytał Zack, który widocznie zainteresował się tą historią.
- Nie odpisałem jej, bo nie miałem pieniędzy na koncie. – kontynuował. – Gdy wszedłem z powrotem do mieszkania, zastałem jakieś dziecko położone na wycieraczce. Obok była kartka. Ciekawe czy dasz radę się nim zająć, cwaniaku. Pamiętam to jak dzisiaj. Już nigdy więcej nie zobaczyłem twojej matki.
- Pan kłamie! – wrzasnął mój przyjaciel. – Drake wiele razy opowiadał mi, że miał matkę, która była pielęgniarką.
- To była siostra jego matki.To ona się nim opiekowała, i kochała go, jak własne dziecko.
- Przed sekundą powiedziałeś, tato, że moja matka zmarła, gdy miałem pięć lat i wcześniej, zawsze powtarzała, że bardzo mnie kocha, i że nie oddałaby mnie za nic. – zacytowałem, po czym spojrzałem na niego z wyrzutem.
- Ty tak myślałeś, Drake, ale tak naprawdę to była siostra twojej biologicznej matki. Ona zmarła, gdy miałeś pięć lat. Ona Cię bardzo kochała.
Podziękowałem ojcu za prawdę i wróciłem do swojego pokoju. Zack podążył za mną. Usiadłem na łóżku, a ten obok mnie. Spojrzałem na niego, po czym westchnąłem głośno.
- Zaśpiewaj to jeszcze raz. – zażądał. Zaśpiewałem, i kolejny raz próbowaliśmy zrozumieć, co oznaczają te słowa. Teraz wszystko było jasne. Nie miałem pojęcia, że tata posiada talent pisania piosenek. Dlaczego go po nim nie odziedziczyłem? Ale to nie było ważne, ważne było to, że przez całe życie byłem oszukiwany przez własnego ojca. Nie wychowywałem się z matką, tylko jej siostrą. Nie znałem swojej mamy.
- Dlaczego to ukrywał? – zapytałem. – Dlaczego mi tego nie powiedział wcześniej?
- Bał się, że Cię straci... Tak jak Emily boi się o Ciebie. A tak zbaczając z tematu, zaprosiłeś już ją na bal? – spytał, a ja potrząsnąłem głową.
- Nie. Nie idę na bal.
[*jest to tekst piosenki idolki (Bridgit Mendler) bardzo bliskiej mi osoby - Nadii. Piosenka nazywa się 5:15.
Chyba nie umiem ocenić rozdziału. Pisałem go tylko jeden dzień. :p Jestem ciekawy, czy komuś się spodobał. A wszystko dedykuję wyżej wymienionej osobie. :)]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.
Piszę krótko, bo niestety mój mega długi komentarz mi się usunął. ;-;
OdpowiedzUsuńMoże inni się ze mną nie zgodzą, ale według mnie, to Twój najlepszy rozdział na tym blogu. Uwielbiam zagadki, a Ty takową umieściłeś tutaj. I ta zagadka, była niesamowita. Piosenka napisana przez ojca Drake'a, dodatkowo ta historia z jego matką, i jej siostrą... Wstrząsnęła mną. No i dodatkowo przyjaźń Collinsa i Zacka, naprawdę, uwielbiam ją. Cieszę się w sumie, że D wyprosił Emily, bo w końcu Adams nawet nie może spędzić sekundy ze swoim przyjacielem? Są wspaniałymi przyjaciółmi, naprawdę. I jeszcze jedno: JAK TO DRAKE NIE IDZIE NA BAL? :O Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością. Pozdrów Nadię! :)
Dzięki ;) Ta, tak, pozdrowię.
UsuńKurde no... dzisiaj jest dzień usuwania się komentarzy, czy co?
OdpowiedzUsuńNo to tak. Rozdział bardzo mi przypadł do gustu. Jak każdy z resztą. Lubię twój styl pisania i lubię Drakea. I tu wyrażę swoje zdanie : przyjaźń jest kurde ważniejsza niż miłość! Walmy miłość! - Wybacz, emocje poszły w górę. Fajny był ten powrót do Podstawówki na początku rozdziału. Mój ulubiony moment w rozdziałach - retrospekcje. *.* Wybacz króciutki komentarz, ale jestem bardzooo śpiąca. Musisz jednak wiedzieć, że rozdział mi się bardzo podobał i przeczytałam go całego. (!) Jak na mnie to wielki wyczyn przeczytać cały rozdział ze zrozumieniem. ;) U, u, u, u! Ja nie będę gorsza! Pozdrów Nadię. ;D
Pozdrawiam!
Ps. Zdajesz sobie sprawę, że z każdym rozdziałem piszesz coraz lepiej? :) Hurray :D
UsuńDziękuję :)
UsuńCześć! ♥
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Vicki, która wyżej napisała, że według niej, to Twój najlepszy rozdział. Według mnie również. I oczywiście muszę się też zgodzić z moimi poprzedniczkami, jeśli chodzi o przyjaźń Zacka i Drake'a. Wspaniała! Po prostu niesamowita! To, jak Collins opisał swojego przyjaciela, jest po prostu magiczne. I dodatkowo to wspomnienie o podstawówce... Aż sama pomyślałam o moich przyjaciołach ze szkoły podstawowej. No, ale wracając do rozdziału: nie powiem, zainteresowała mnie ta zagadka. Zainteresowała? Powinnam napisać, że wręcz mnie zaintrygowała. Z niecierpliwością czytałam bardzo szybko rozdział, jednak jednocześnie próbowałam czytać ze zrozumieniem. Drake miał ciężkie życie, a właściwie, cięższe miał jego ojciec. W końcu, jego żona go oszukała, zostawiła dziecko na jego głowie. To przekracza ludzkie granice! Na szczęście w potrzebie przybyła jej siostra, która zaopiekowała się Drake'em. Zbaczając z tematu, ta historia była piękna. Piosenka również. Chyba nie mam nic więcej do dodania, zwłaszcza teraz, kiedy mi się śpieszy. Czekam na kolejny rozdział, jednak jeszcze jedno dodam: Dlaczego Drake nie idzie na bal?!
Karola. ♥
P.S. Też nie mogę odstawać od reszty, więc pozdrów Nadię! :D
Bardzo, bardzo dziękuję. ;)
Usuńkomentarz mi się usunął dwa razy.
OdpowiedzUsuńale nie poddajemy się, o nie.
na wstępnie chcę powiedzieć, że nie miałam czasu, by skomentować Twojego rozdziału. z wyrzutami sumienia - jednak wzięłam się w garść i piszę ten komentarz.
no, więc. ekhem. zaczynam.
ta historia z matką Drake'a. to smutne to było. smutne. bardzo podobała mi się piosenka.
tak naprawdę tutaj mogę napisać to, co moje poprzedniczki. wszystko wymieniły w swoich komentarzach.
Drake nie idzie na bal?! tutaj mnie zaskoczyłeś, chłopie! serio!
ale co tam - na pewno pójdzie! ;D nadzieją matką głupich.