Słońce powoli chowało się za horyzontem, a ja wyglądałam z
utęsknieniem przez okno. Westchnąwszy cicho pod nosem sięgnęłam po
pamiętnik, leżący bezwładnie na szafce obok mojego łóżka, i wzięłam do
ręki długopis piszący na czarno.
Kochany pamiętniku!
Ostatnio
dzieją się same pozytywne rzeczy. Mam chyba szczęście. Nie, niestety
nie chodzi o Asha i Davida. Nadal nie wiem, co z nimi zrobić. Z drugiej
strony jednak (to jest ta dobra wiadomość) moi rodzice spodziewają się
dziecka! Tak bardzo się cieszę, że wreszcie nie będę jedynaczką. Oni
mówią, że to zapewne będzie chłopiec, ale dla mnie to bez znaczenia.
Ważne by dzieciątko było zdrowe i po prostu, żeby wszystko było dobrze.
Ale to nie koniec mojej dobrej passy! Dzisiaj spotkałam w Studio21
Trevora - mojego przyjaciela z dzieciństwa. Tak dawno go nie widziałam,
stęskniłam się. Zapewne, gdzieś już opisywałam go, może w poprzednich
pamiętnikach. Nie widziałam się z nim
ponad cztery lata, nie mieliśmy żadnego kontaktu, aż wczoraj zobaczyłam go w drzwiach szkoły. Okazuje się, że jego rodzice, Maria i John, przeprowadzili się do B.A., a on sam zapisuje się do Studia21. To wspaniale! Obiecałam, że mu pomogę mu w przygotowaniach do egzaminu. Ale... mam wrażenie, że Ash może być zazdrosny o Trevora. Oby nie pomyślał, że jesteśmy parą, bo to nieprawda! Nigdy nie mogłabym być z przyjacielem. Hm... dlaczego więc chciałabym być z Davidem? Sama nie wiem.
ponad cztery lata, nie mieliśmy żadnego kontaktu, aż wczoraj zobaczyłam go w drzwiach szkoły. Okazuje się, że jego rodzice, Maria i John, przeprowadzili się do B.A., a on sam zapisuje się do Studia21. To wspaniale! Obiecałam, że mu pomogę mu w przygotowaniach do egzaminu. Ale... mam wrażenie, że Ash może być zazdrosny o Trevora. Oby nie pomyślał, że jesteśmy parą, bo to nieprawda! Nigdy nie mogłabym być z przyjacielem. Hm... dlaczego więc chciałabym być z Davidem? Sama nie wiem.
Ps. Zbliża się bal, nareszcie!
Wstrzymałam oddech, po czym rzuciłam zeszyt na ziemię i opadłam na materac pogrążając się w głębokim, ale i niespokojnym śnie.
Od samego rana byłam w Studiu21. Błyskawicznie odnalazłam Natalie w tłumie uczniów i przywitałam się z nią.
-
Hej Nat. Co u ciebie? - zapytałam z delikatnym uśmiechem spoglądając na
przyjaciółkę. Dziewczyna wydawała się być zdenerwowana, bo strzelała
niespokojnie z palców. Ściągnęłam brwi zauważając ten gest u niej.
-
U mnie jest okej... - zawahała się. - Ale... czy u ciebie wszystko
dobrze? - zapytała, a ja rozdziawiłam usta w zdziwieniu. Musiałam
wyglądać dziwnie/zabawnie. - Dużo czasu spędzasz z Trevorem... Ash i
David mogą się poczuć zaniedbani - wyjaśniła po chwili. Spuściłam wzrok
zastanawiając się nad jej słowami. "Może ma rację?", "Przecież zależy mi
na Ashu i Davidzie", "Za mocno zareagowałam na powrót Trevora",
"Powinnam się ogarnąć" i jeszcze inne myśli pałętały mi się po głowie w
tej sytuacji. Może faktycznie Ash/David może/mogą poczuć się
zazdrosny/zazdrośni? Skreśl niepotrzebne.
-
Masz rację. Gdy Trevor wrócił coś mi odbiło - zaśmiałam się cicho pod
nosem. - Zaniedbałam was wszystkich i zaniedbałam obowiązki... po
prostu, tak dawno go nie widziałam! - wytłumaczyłam dziewczynie z dużymi
oczami w kolorze krystalicznie czystej wody. Ona uśmiechnęła się do
mnie ze zrozumieniem.
- Ja rozumiem, ale nie wiem czy inni rozumieją - odparła szepcząc. Zamrugałam porozumiewawczo. Price jak zwykle ma rację.
- Wiem, dobrze mówisz. Powinnam ograniczyć moją radość z powrotu Trevora - przytaknęłam unosząc lekko koniuszki ust do góry.
-
A wybrałaś? - spytała po chwili milczenia Tamare [drugie imię Natalie].
Jak na zawołanie przegryzłam dolną wargę i pokręciłam przecząco głową.
Dziewczyna westchnęła.
-
Ale w końcu wszystko sobie poukładam w głowie. Muszę się na poważnie
zastanowić kim dla mnie jest Ash, a kim David. Ty dobrze wiesz, jak ja
postrzegam tą sytuację - rzekłam.
-
Tak, wiem... Nie rozmawiajmy o tym, bo tylko cię dołujemy, a dzisiaj
jest cudowny dzień - powiedziała zadowolona poprawiając mi humor.
Odwzajemniłam jej szczery uśmiech, po czym oby dwie udałyśmy się do sali
koncertowej, gdzie miałyśmy mieć lekcję z Pablo. Gdy stałyśmy już w
drzwiach dostrzegłyśmy Elis i Adelaide stojące na scenie. Adelaide była
cała czerwona ze złości, zresztą jak zawsze, a na twarzy Elisabeth
malowała się niepewność i strach. Czyżby "królowa Caverra" znowu znęcała
się nad innymi?
-
Ty wiesz kim jesteś?! Jesteś nikim! I śpiewać też nie potrafisz!
Studio21 to miejsce dla utalentowanych osób! Czyli nie dla ciebie!
Wynieś się stąd, zanim się zdenerwuję! - wykrzyczała Adelaide zarzucając
co chwila swoimi długimi, czarnymi włosami i gestykulując rękami. Widać
było, iż panna Lune jest bliska płaczu. Widząc całe zajście ścisnęłam
dłoń w pięść i bojowym krokiem wyrwałam się na scenę, gdzie stały
dziewczyny. Caverra nadal wrzeszczała na Isę, gdy położyłam rękę na
ramieniu brunetki.
-
Adelaide! Zostaw Elisabeth w spokoju! Co ona ci zrobiła? Po prostu
lubisz znęcać się nad innymi i utwierdzać w przekonaniu, że nie mają
talentu, co jest kompletną bzdurą! - wygarnęłam dziewczynie. Kątem oka
dostrzegłam, że sala zaczyna zapełniać się uczniami, nie chciałam robić
przedstawienia, ale mimo to nie zamierzałam kończyć rozmowy z Ade.
-
Czy ty masz pojęcie kim ja jestem?! Jestem Adelaide i to ja jestem tu
najlepsza! Jestem królową pszczół, a ty tylko taką małą, nędzną mrówką,
która się kręci i wszystkim przeszkadza! Nie masz już życia w tej szkole
dziewczyno! Dopilnuję tego! - ciągnęła groźnie, a ja starałam się być
twarda i nie reagować, ale z każdym kolejnym słowem czułam się coraz
gorzej.
-
Cisza! - usłyszałyśmy głos Pabla z końca sali. Stał w drzwiach ze
srogim wyrazem twarzy i mierzył nas morderczym wzrokiem. Zrobiło mi się
głupio za tę całą sprzeczkę z Caverrą i spłonęłam rumieńcem. -
Dziewczyny, siadajcie na swoje miejsca - wydał polecenie nauczyciel.
Niechętnie zeszłam ze sceny i zajęłam miejsce na niebieskim krzesełku
obok Natalie, która była bardzo zadowolona i spoglądała na mnie z dumą.
Zupełnie tak, jak ojciec spogląda na syna, który zdobywa jakieś
osiągnięcia w szkole. Adelaide nadal stała na środku podestu z
założonymi rękami i obrażoną miną. Ugh! Czy ona zawsze musi robić z
siebie taką diwę? - Adelaide siadaj.
-
Ale - zaczęła, ale nie było dane jej skończyć, bo Pablo obrzucił ją
sardonicznym spojrzeniem. Dziewczyna tupnęła gniewnie nogą i niechętnie
zeszła ze sceny i usiadła na różowej pufie przeznaczonej specjalnie dla
niej. W klasie zapadła grobowa cisza. Nikt nie miał odwagi się odezwać.
Każdy bał się gniewu Galindo. Nauczyciel podszedł wolnym krokiem do
schodków prowadzących na scenę i usiadł na nich. Przez pięć minut
siedział w kompletnej ciszy przyglądając się każdemu z nas z osobna. Po
tej dogłębnej obserwacji przeniósł wzrok na teczkę leżącą na biurku obok
i przymknął na chwilę oczy licząc po cichu do dziesięciu. Gdy
wypowiedział "dziesięć" wziął wdech i zwrócił się ponownie w stronę nas,
uczniów.
-
Dlaczego wy nie możecie współpracować? - zapytał całkowicie opanowany.
Wszyscy zamarli w bezruchu. Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie, ja
też. Możliwe w sumie, że niektórzy wiedzieli, jak odpowiedzieć, ale bali
się skutków, jeśli powiedzą prawdę. - Jesteście grupą, a w grupie siła.
Pamiętacie? Razem możecie więcej, ale wy za nic nie chcecie być
jednością - charknął Pablo i zaczął przechadzać się powoli po
pomieszczeniu. - Dlatego dzisiaj powierzę wam zadanie grupowe, które
każdy z was musi zaliczyć. Ma ono na celu umocnienie waszych więzi,
polubienie się i poznanie lepiej - zaczął nauczyciel, a wszystkie oczy
zostały zwrócone w jego stronę. Spojrzałam nerwowo na zdezorientowaną
Nat. Co Galindo ma na myśli? Wszyscy chcieli wiedzieć.
- Zadanie będzie
polegało na tym, że zostaniecie podzieleni w pary. Każdy z was musi
napisać piosenkę o osobie, którą wylosuje. Piosenka mus odzwierciedlać
to, kim jest. Na wykonanie zadania macie dwa tygodnie. Przez ten czas
macie poznać lepiej osobę z pary, poświęcić jej czas i napisać piosenkę,
która naprawdę będzie pokazywać jaki ma charakter i sposób bycia.
Dokładnie za tydzień, czyli w czwartek, zaprezentujecie mi i swoim
partnerom piosenki. Pokażecie piosenki swojej drugiej osobie z pary
dopiero w czwartek, a ona oceni, czy piosenka faktycznie jest o nim i
czy mu, jej się podoba. Podczas prezentacji macie zachować styl
śpiewania drugiej osoby - wytłumaczył, a wszyscy zaczęli spoglądać po
sobie porozumiewawczo.
- Dowiem się, gdy wpadnie wam do głowy oszukiwać -
dodał srogo nauczyciel. Gdzieś z tyłu sali usłyszałam zawiedzione
westchnienia i jęki. - Przechodząc do losowania par... - odparł
nauczyciel szybko wyrywając z zeszytu kartkę i dzieląc ją na szesnaście
części (tyle ile nas jest) kolejno podpisując skrawki papieru naszymi
imionami. Gdy wygrawerował już każde imię czarnym cienkopisem wrzucił je
wszystkie złożone do kapelusza, który zapewne należał do Beto (mimo, iż
on nie nosi za często kapeluszy) i wymieszał je.
- Żeby nie było
oszukiwania, ja będę losował - odparł nauczyciel. [Losowanie odbyło się
naprawdę, ja je zrobiłam i z góry przepraszam jeśli ktoś nie będzie
zadowolony ze swojej pary, nie musi robić tak, jak ja. Może zrobić jak
chce.]
- Patryzja napisze piosenkę o... - uciął nauczyciel, a
dziewczyna, która zaraz miała poznać swoją parą wytężyła wzrok i zaczęła
nerwowo pocierać ręce o siebie. Nauczyciel zanurzył dłoń w kapeluszu
wyciągając małą, złożoną karteczkę na, której koślawo było napisane: -
Emily - odparł, a Patryzja odetchnęła z ulgą i spojrzała na
rozpromienioną Lily, która siedziała za mną. I tak oto Pablo wyznaczał
kolejne pary:
-
Emily napisze piosenkę o Drake'u. - Ale się jej dobrze trafiło! Pisze o
swoim ukochanym. Ale chwila... oni się przecież pokłócili. Ojej... może
być ciężko.
- Drake o Oskarze.
- Brad o Fleur.
- Fleur o Elisabeth - ciągnął nauczyciel.
- Elis o Patryzji - To jest jej najlepsza przyjaciółka, będzie miała wyjątkowo łatwo.
- Eddie o Kelsey.
- Kelsey o Christopherze.
-
Bella o Eddim. - Po tych dwóch parach Kels i Bella zaczęły na siebie
dziwnie spoglądać. Kelsey ma pisać o obiekcie westchnień Bells, a ona o
zauroczeniu Kelsey... to takie pogmatwane!
- Chris o Davidzie.
Wstrzymałam
oddech. Niedługo ja. Spojrzałam zaniepokojona na Natalie. Bałam się
trochę, że trafi mi się najgorsza osoba. Już prawie wszyscy moi znajomi
mają parę. Kogo ja wylosuję?
-
David... - Pablo złapał pierwszą kartkę z wierzchu. - Napisze o Ashu. -
Otworzyłam szeroko usta i nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Ash i
David w jednym zespole? Nieeee! To nie wyjdzie. - Oskar napisze o... -
uciął nauczyciel, a Montrose spojrzał odruchowo na Natalie. Wiem, że
chciałby z nią być w parze. W sumie też bym tego chciała. Trochę boję
się o Natalie, ale chyba mogę zaufać Oskarowi... prawda? - Natalie. -
Ach! Ta iskierka w oku chłopaka, gdy się dowiedział, że napisze o
Price... bezcenne! Spojrzałam na Nat, która płonęła rumieńcem. Wydawała
się być zła i zawstydzona, ale ja wiem, że gdzieś tam, głęboko się
cieszy. Uśmiechnęłam się do Oskara, który spuścił brwi widząc moją minę.
W sumie to racja, zachowuję się nietypowo. Jednego dnia grożę mu, że ma
się odczepić od Nat, a drugiego cieszę się, że są razem w parze.
-
Natalie napisze piosenkę o - urwał nauczyciel zatapiając rękę w małym
już stosiku karteczek. - Bradzie - przeczytał Pablo unosząc brwi, a
Klerrof i Price wymienili się uprzejmymi spojrzeniami.
-
Adelaide napisze o Belli - poinformował Pablo, a ja dostrzegłam, jak
ciemnowłosa robi się czerwona na twarzy. Już otwierała usta, zapewne by
zaprzeczyć, ale Pablo jej przerwał. - Nie ma zmian - rzucił zimno w
kierunku dziewczyny, po czym Caverra usiadła obrażona zakładając ręce na
piersi. Wywaliła focha, innymi słowy. Bella wydawała się ubolewać nad
swoim marnym losem, w sumie też jej nie zazdroszczę. Tyle czasu spędzać z
Adelaide... okropieństwo.
-
Ash napisze o Clarissie - mówił dalej Pablito. Dostrzegłam jak David
momentalnie robi się cały czerwony i ściska mocno ręce w pięść, aż mu
posiniały. Ashallyn Tennant wydawał się być zadowolony. Miał wysoko
podniesioną głowę i spoglądał w moją stronę triumfalnie. Ash ma napisać o
mnie piosenkę? No, zobaczymy.
-
Clarissa natomiast napisze o Adelaide i dziękuję już, koniec zajęć -
odparł Pablo równo pięć sekund przed dzwonkiem. Ja i Ade równo
otworzyłyśmy usta. Gdy dźwięk ucichł usłyszałam już tylko głośny pisk
Adelaide. "Spokojnie Caverra, ja też nie chcę o tobie pisać" rzekłam w
myślach. Wolałam nie mówić tego na głos. Kto wie, co mogłoby mnie
spotkać po takich szczerych wyznaniach. Na pewno mój los można by było
określić jako "marny".
Mimowolnie
podniosłam się z krzesełka, zarzuciłam na prawe ramię torbę i już
miałam wychodzić z sali by udać się na zajęcia z Angeles, gdy na drodze
stanęła mi czarnowłosa. Przewróciłam oczami znudzona zachowaniem
Adelaide. Mam jej naprawdę dosyć. Jej i tych jej ciągłych popisów przed
innymi. Pokazywanie jaka to jest "lepsza" od innych. Uh...
-
Słuchaj! Jeśli myślisz, że wygrałaś to... - zaczęła piskliwym głosem
gestykulując charakterystycznie dłońmi, ale jej przerwałam.
-
Nie! To ty posłuchaj mnie! Nie uśmiecha mi się pracować z tobą, ale
Pablo nam kazał, więc zróbmy to, co trzeba i więcej nie miejmy ze sobą
do czynienia. Zachowujmy się profesjonalnie! - wykrzyczałam jej prosto w
twarz, a ona posłuchała się mnie i ucichła. Chyba po raz pierwszy w
życiu nic nie mówiła.
-
No dobra, napiszemy i będzie z głowy - rzuciła nieprzyjemnie
spoglądając to na mnie, to na Asha, który stał z boku i przyglądał się
wszystkiemu. - Ale pamiętaj... Ash jest mój - odparła groźnie. Co?!
Przecież zerwali! Co ona wygaduje? - Adelaide odchodzi! - pstryknęła
palcami dwa razy i zarzucając długimi, lśniącymi włosami na plecy
odeszła w towarzystwie swojej siostry, Fleur. Zostałam sama i nadal
czułam na twarzy powiew chłodu po jej odejściu. Westchnęłam cicho, po
czym zauważyłam Asha idącego w moją stronę. Jednak zanim zjawił się obok
mnie poczułam czyjąś dłoń na swoim nadgarstku, odciągającą mnie na bok.
Rozejrzałam się zdezorientowana, gdy dostrzegłam Emily.
- Lily! Co się dzieje? - zapytałam, ale po chwili zrozumiałam co i jak.
Rose
wprowadziła mnie w tłum uczniów zgromadzonych wokół tańczących Trevora i
Michaela [niewymieniony w czołówce kolega ze szkoły bohaterów]. To było
świetnie! Trevor od zawsze niesamowicie tańczył, ale to było po prostu
cudowne! Wtedy, gdy tak oglądałam jego wyczyny na parkiecie Mike
podszedł do mnie i pociągnął w ich stronę. Odstąpił mi miejsca bym mogła
zatańczyć z McCrasem [nazwisko Trevora]. Ruszaliśmy się w rytm piosenki
i daliśmy się ponieść emocjom. Od zawsze razem tańczyliśmy, ale dopiero
teraz zorientowałam się, jak bardzo mi tego brakowało. Trevor od zawsze
chciał uczęszczać do szkoły tanecznej lub muzycznej, ale rodzice mu na
to nie pozwalali. Jak widać, coś się zmieniło, że Maria i John, który
szczególnie był przeciwko muzycznej edukacji ich syna, zdecydowali się
zapisać chłopaka do Studia21. Myślę, że on tu idealnie pasuje i na pewno
go przyjmą. Muszą z resztą! Nauczyciele zobaczą, jak on się rusza i na
pewno go przyjmą. Po za tym Trevor ma wspaniały głos. Jest bardzo
utalentowany.
Gdy
muzyka ucichła wokół nas rozległy się gromkie brawa, a ja pod wpływem
emocji przytuliłam ciemnoskórego chłopaka. Wtedy zadzwonił dzwonek i
wszyscy powoli zaczęli wlewać się do swoich klas. Gdy chciałam już wejść
do sali Angie Trevor odciągnął mnie na bok.
-
Wybacz to. Twój chłopak chyba się wkurzył, bo wszystko widział - odparł
ze skruchą Trevor. - Naprawdę przepraszam - mówił, a ja zmarszczyłam
czoło.
- Jak to chłopak? Ja nie mam chłopaka - powiedziałam nic nie rozumiejąc z wypowiedzi McCrasa.
-
No... a ten bardzo wysoki chłopak ubrany na elegancko, co wczoraj
rozmawiał z Naty [tak Trevor mówi na Natalie], gdy się spotkaliśmy... to
nie twój chłopak? Przecież tak na ciebie patrzy, kręci się wokół
ciebie, wysyła ci sygnały i tak dalej... - wyjaśnił Trevor, a ja
słuchałam go z szeroko rozwartym oczami. Nie rozumiem, jak Trevor mógł
wziąć Asha za mojego chłopaka!
- A no właśnie! Ash!
- To nie mój chłopak - rzekłam przyciszonym głosem.
- Ale... - zaczął Trevor, lecz przerwała mu Angie, która właśnie wchodziła do klasy.
-
Clary! No chodź na zajęcia! - odparła z uśmiechem nauczycielka śpiewu, a
ja pożegnałam się z przyjacielem i weszłam do sali lekko rozkojarzona.
Całą lekcję zachowywałam się jakbym głowę miała w chmurach. Bardzo dużo
myślałam o Ashu.
-
No dobrze. - Wszyscy spojrzeli na Angeles, która jak zawsze przyszła
spóźniona na lekcję. Czasem zastanawiam się, dlaczego nigdy nie ma jej
na czas i tak rzadko spotykam ją na przerwach w szkole. - Dzisiaj
zajmiemy się przerabianiem piosenek o miłości.
I
tak mniej więcej po tym zdaniu się wyłączyłam. Niby słucham
nauczycielki, bo przytakiwałam cały czas, ale tak naprawdę w głowie
miałam tylko Asha i Davida. Czy to normalne, że zakochałam się w dwóch
osobach jednocześnie? Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle
jest miłość. Przecież może to być tylko zauroczenie. "Tylko niektórym
zdarza się prawdziwa miłość, a ty znalazłaś aż dwie. Po prostu nie
zmarnuj tego" - to słowa Natalie, które cały czas chodzą mi po głowie.
To nieprawda! Nie da się zakochać w dwóch osobach na raz!
-
Dlatego na dziś zadaję wam napisać piosenkę o miłości z jaką wy
stykacie się w życiu codziennym. Napiszcie o swoich uczuciach. Koniec
lekcji - wybełkotała szybko Saramego i wybiegła z klasy równo z
dzwonkiem.
Piosenka o miłości z jaką stykam się na co dzień? Chodzi o Davida i Asha? Da się o tym napisać piosenkę?
Dostrzegłam
moją przyjaciółkę Natalie stojącą z Emily przy jednym z automatów z
napojami i podeszłam do nich. Blondwłosa opowiadała o czymś, a Price
przytakiwała skinieniem głowy, ale ja dobrze wiem, że myślami była
zupełnie w innym miejscu.
-
Cześć. Coś mnie ominęło? - zapytałam z uśmiechem na ustach. Natalie
przeniosła swój zdezorientowany wzrok na mnie po czym z powrotem wbiła
go w szare płytki na podłodze.
-
Nie, nic ciekawego - rzuciła obojętnie Lily sącząc przez różową słomkę
sok pomarańczowy. Pokiwałam głową i spojrzałam porozumiewawczo na
Natalie. Po chwili obok nas zjawiła się Bella w towarzystwie Kelsey.
- Siema, chciałam się zapytać, czy wiecie kiedy jest bal? - odparła rudowłosa.
-
W piątek - odpowiedziała błyskawicznie Emily. Bella uśmiechnęła się z
wdzięcznością. - A co? Gotowe? Macie z kim iść? Ja nie mogę się
doczekać! - rzekła entuzjastycznie panna Rose nawiązując rozmowę z
dziewczynami. Zazwyczaj nie rozmawiamy ze sobą. Jesteśmy tylko
koleżankami z klasy, ale nigdy nie wpadło żadnej z nas do głowy, by się
poznać. Jak się później okaże, to była tylko kwestia czasu, póki
zaprzyjaźnimy się ze sobą.
-
Ja... raczej idę sama - odparła niepewnie Bella, a Kelsey przytaknęła.
Zauważyłam, że Natalie podnosi lekko koniuszki ust do góry i rozwesela
się.
-
Będzie niezła zabawa, ale szkoda, że nie możemy sami wybrać króla i
królowej balu - powiedziała Emily ze smętną miną. Kelsey zmarszczyła
brwi.
-
O czym ty mówisz Emily? - zdziwiła się szatynka. Zgodnie z Nat
westchnęłyśmy ciężko. Praktycznie od zawsze panuje ta piekielna
niesprawiedliwość w Studiu.
-
O tym, że królewskiej pary nie mogą wybierać uczniowie, w sposób
demokratyczny. To ekipa organizująca imprezę wybiera, a nie trudno się
domyślić, że do komitetu należy cała elita - wytłumaczyła przewracając
oczami blondynka. Kelsey otworzyła szerzej oczy słysząc to. - Adelaide i
jej świta - dopowiedziała, tak dla jasności.
-
Nie trzeba się domyślać, że to właśnie ją wybierają na królową, to
oczywiste. A król, to ten, który obecnie jej się przypodobał - rzuciłam
znudzona. Santiago zacisnęła usta w wąską linijkę i zacisnęła dłonie w
pięści.
-
Ale... to nie fair! - krzyknęła zdenerwowana. Dziewczyna poczerwieniała
na twarzy i westchnęła. - Przecież powinniśmy mieć prawo wyboru! To
wolny kraj, halo! - dodała ostro, po czym, ku naszemu zdziwieniu,
stanęła na pobliską ławkę i rzekła z podniesionym głosem: - Hej! Ludzie!
Ważne ogłoszenie! - Rozdziawiłam usta ze zdziwienia. Nigdy nie miałam
do czynienia z taką odwagą. Przecież Adelaide by ją ukatrupiła za coś
takiego, a co gorsza, gdyby się Gregorio dowiedział o jakimkolwiek
robieniu zamieszania. W tej kwestii miałam rację, ale nie myślałam tylko
o konsekwencjach. Kelsey przecież ma rację! To nie sprawiedliwe,
powinniśmy mieć prawo wyboru. Podeszłam bliżej dziewczyny, gdy
zauważyłam, że parę osób ze Studia21 zwróciło uwagę na zielonooką. -
Powinniśmy mieć prawo sami wybierać króla i królową balu, nie uważacie?
To nie sprawiedliwe! - wyjaśniła, a po chwili kilku uczniów zaczęło
kiwać głowami.
-
Ona ma rację - ktoś powiedział. Do tego jednego głosu, doszło coraz
więcej, a ja, Bella, Natalie i Emily byłyśmy świadkami, jak Kelsey chce
zmienić tradycję i... w sumie, chyba można to nazwać rewolucją. Taką
mniejszą.
Mała rewolucja - idealne określenie.
Gdy
na korytarzu zaczęło robić się tłoczno, a kolejni uczniowie
przekonywali się do pomysłu Santiago dostrzegłam w tłumie Gregoria
przedzierającego się między uczniami. Wtedy nauczyciel tańca dopchał się
do nas i... tak oto zaczął się ciąg dość nieprzyjemnych zdarzeń, które
doprowadziły do tego, że skończyłyśmy wszystkie w piątkę w szkolnej
kozie. Miałyśmy wysprzątać salę Beto, Angie i Greogria! Żadna z nas nie
była zadowolona z naszego kiepskiego losu, ale przecież, solidarność
solidarnością, wstawiłyśmy się za Santiago, więc musimy być wierne
naszej idei. Z tego co mi wiadomo, to nasz pomysł się przyjął. Ale kara
była nieunikniona. Natalie mówiła, że w sumie czasem dobrze jest się
poświęcić dla dobra grupy. Ja jestem gotowa zostawać nawet codziennie w
szkole, byleby ktoś wreszcie dał do zrozumienia Adelaide, że nie jest tu
najważniejsza.
I tu niespodzianka: nie było wcale aż tak źle!
Szybko
się z tym uporałyśmy. Z tym - z klasami Angeles i Greogria. Jeśli chodzi
o salę muzyczną, w której swoje zajęcia prowadzi Beto, to to był
właśnie najgorszy punkt wszystkiego. Profesor Benevuento praktycznie
zawsze ma kompletny bałagan i anarchię w swojej klasie. Ciężko to ogarnąć, więc wykonanie tego zadania graniczyło z cudem. Zaskakujące było to, że żadna z nas nie miała Kelsey za złe. Przynajmniej ja, czułam, że siedzę tu w dobrej sprawie. Wreszcie sami wybierzemy królową i króla balu. Pracowałyśmy w ciszy zbierając wszystkie papiery i porozrzucane wszędzie ciastka i kanapki profesora, gdy usłyszałyśmy cichy, niepewny głos Kelsey:
- Przepraszam dziewczyny... to przeze mnie wszyscy tu siedzimy - Nasze spojrzenia skierowały się w jej stronę. Ona się jeszcze o to obwinia? To absurd!
- Przestań Kelsey! To była super akcja! - wybuchła śmiechem Bella, a my do niej dołączyłyśmy, podczas, gdy Kelsey stała jak słup ze zdziwioną miną.
- Nie, dziewczyny, Bella... nie żartujcie sobie. Wiem, że to moja wina - upierała się szatynka, a my mierzyłyśmy ją wzrokiem starając się nie zaśmiać.
- Uspokój się! To była mega zabawa! I wybierzemy sami parę królewską - odparłam dumna z koleżanki.
- Tylko tak mówisz... - rzuciła smutno.
- Ej, Clarissa nigdy nie rzuca słów na wiatr - zachichotała Emily. Kelsey spojrzała na nas z miną zbitego psiaka.
- No już przestań się obwiniać. Ja się dobrze bawiłam widząc minę Adelaide - zaśmiała się Natalie, a reszta wybuchał niekontrolowanym śmiechem. - Cała czerwona, jakby zaraz miała wybuchnąć!
- Skończcie mnie pocieszać - rzekła zrezygnowana Kelsey i usiadła w kącie sali. Nie płakała, ale miałam wrażenie, że zaraz parę łez poleci jej po jedwabnej koszuli.
Wtedy wpadłam na niebanalny pomysł, wyszeptałam go dziewczynom i podeszłam do gitary. Położyłam palce na odpowiednich strunach i zaczęłam grać.
- Here's a little song I wrote. You might want to sing it note for note. Don't worry, be happy - zaśpiewała uśmiechnięta Emily.
- In every life we have some trouble. When you worry you make it double. Don't worry, be happy - kontynuowała Natalie, a ja i Bella robiłyśmy im chórki. Dostrzegłam, że Kelsey unosi niepewnie głowę do góry.
- Don't worry, be happy now. Don't worry. Be happy. Don't worry, be happy now. Don't worry. Be happy. Don't worry, be happy - zaśpiewałam z Natalie. Wtedy na twarzy Kelsey pojawił się szeroki uśmiech. Podniosła się niepewnie z podłogi i podeszła do nas. Natalie zaczęła grać na drugiej gitarze, a Emily i Bella zaczęły tańczyć zachęcając do tego też Santiago.
- No i co? Nie martw się i się ciesz - zaśmiała się Nat, gdy muzyka ucichła. Zaśmiałyśmy się wszystkie radośnie i przytuliłyśmy. Dobrze jest mieć przy sobie przyjaciół, bo oni dają ci siłę.
[Taki *o* (KIEPSKI) wiem, byle jaki, I'm sooo sorry. Napisałabym lepiej, ale wczoraj wróciłam z urlopu i zaraz przychodzi do mnie przyjaciółka, a ja się uparłam, że chcę dzisiaj jeszcze wstawić ten rozdział to szybko palnęłam. Miał być dłuższy, ale jednak go skróciłam i następne akcje, które zaplanowałam pojawią się w rozdziale 7. ;) Pozdrawiam i witam z powrotem! :3 Ten rozdział chciałabym dedykować... sobie xD Nie, serio to Sarze :3 Dziękuję za pomoc i że jesteś zawsze, chętna pogadać i doradzić. <333 - Vielet]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

WAT!? Że mi!? Ojoj... No dzięki ^^
OdpowiedzUsuń" Nadal nie wiem, co z nimi zrobić." - Szpoko, ja wiem, co Ty masz z nami [ze mną] robić. Kochaj mnie, karm mnie i nie opuszczaj mnie. To. To masz robić.
No i znów mam na Ciebie focha z przytupem i na pięć minut. Trzeba było nie pisać, że miał być dłuższy, to bym się nie wściekała, że jak zawsze czuję ten niedosyt.
" - Ale pamiętaj... Ash jest mój - odparła groźnie. Co?! Przecież zerwali! Co ona wygaduje? - " Już się przeraziłam, że wprowadziłaś Ritę. *że zbyt szybko by było xD
Nie waż się mówić, że jest zły i kiepski, bo mi, jak i Weronice zacznie ręka boleć od tych strzałów w pikne twarzyczki.
~ Literkę "L" sama postawię, literkę "U" Tobie zostawię, literka "B" musi być, bo bez "I" nie można żyć,do tego "Ę" , i dodam "Cię"
I powiem szczerze że LUBIĘ CIĘ !
[Nie mojego autorstwa ale fajne to mi się wydaje]
Chcę tylko, żebyś wiedziała... Żeby wiedzieli WSZYSCY. Bardzo Was kocham, lubię, szanuję i chcę, żebyście wiedziały, że jesteście najbardziej zarąbistą i pokręconą załogą, z jaką miałam zaszczyt pracować :*
Kathy - Be happy ♥
Nom :3
UsuńSpoko! Masz to jak w banku ;)
Przepraszam :(
:D hehe
Hahahahahahahahha, okej :D
Ahahahah ;D Mam się cieszyć i brać na poważnie? :D
Ooooo :* You welcome! xdddd Mam kręćka na to słowo...
Właśnie. Don't worry, be happy <3
Ps. Żadnego gifa? Nie? :(
1. Wpis w pamiętniku: Zgadzam się z Clarissą. Skoro nie chce być z przyjacielem, to czemu chce być z Davidem? ASHISSA 4EVER! Tak, wybacz David. :(
OdpowiedzUsuń2. Bal: jestem ciekawa, nawet bardzo, z kim pójdzie Clary. Powinna po tym zdecydować, prawda?
3. Kłótnia: Ale ja nienawidzę tej Adelaide, naprawdę, denerwuje mnie nieprzeciętnie. Miło ze strony Clarissy, że wstawiła się za Isą.
4. Zadanie: Bardzo mi się spodobał pomysł. Cieszę się, że Ash pisze o Clary (*.*), natomiast jeśli chodzi o Ashallyna i Davida... Eh, wolę nie pytać.
5. Rozmowa z Trevorem: Kocham go! Pomyślał, że Clary i Ash są razem... No, no, mądry z niego chłopak. Podobało mi się również, jak razem tańczyli.
6. Lekcja Angie: Jejejej, co napisze Clary? :o
7. Sprzątanie: najlepszy wątek rozdziału. :D Mega mi się to spodobało, naprawdę. W grupie siła, jedna za wszystkich, wszystkie za jedną.
8. Piosenka: Piękna, kiedyś ją uwielbiałam, i poprawiła mi humor. To wspaniałe, że dziewczyny wstawiły się za Kelsey, zwłaszcza, że takich ludzi jest coraz mniej.
Pozostaje mi czekać na kolejny rozdział, Vielet.