layout by wanilijowa

8.08.2014

Vielet | Rozdział 7

  A kartka pusta.
  W sumie to moje życie jest jakieś dziwne. Zawsze wyobrażam sobie rzeczy zupełnie inaczej, tak idealnie. No, ale potem i tak zawsze wszystko kończy się beznadziejnie. Próbuję ciągle coś zmienić, zrobić coś dobrze. Dlaczego nie może być tak jak w serialach? Wszystko jest idealne, zaplanowane w każdym szczególe. Bohaterka zakochuje się w dwóch chłopakach, ale w końcu wybiera tego jedynego i są szczęśliwi, bla, bla, bla... Szkoda, że sama nie mogę sobie napisać jak chcę żyć. To wszystko jest bezsensu. Jak rozsypane puzzle.
  Z cichym westchnieniem podniosłam wzrok na scenę RestoBandu, na której zaraz miał się odbyć koncert. Na stołku siedział David. Uśmiechnęłam się delikatnie i zamykając zeszyt pochyliłam się w jego stronę. Nawiązałam z nim krótki kontakt wzrokowy, po czym odwrócił głowę, a obok mnie pojawili się moi przyjaciele - Emily, Natalie i Trevor. Zacisnęłam powieki, gdy zakłócili tę chwilę. Spojrzałam z wyrzutem na blondynkę.
  - Cześć - odparłam przez zaciśnięte zęby.
  Rose skuliła ramiona rzucając miną z serii "To nie ja".
  - To jest David? - wtrącił nagle Trevor wskazując głową na bruneta. Przytaknęłam i spojrzałam na Natalie, która wydawała się być daleko myślami. Zastanawiałam się przez moment o czym, albo raczej o kim, mogła myśleć. Alec albo Oskar.
  Można było usłyszeć krople deszczu uderzające w szyby baru. Były one jednak zagłuszone cichymi rozmowami ludzi. Cały świat w piątkowy poranek wydawał się zaspany i monotonny. "Byle do końca tygodnia." To zdanie na pewno jest teraz w głowach wielu ludzi. W mojej też z resztą.
  - A to jego dziewczyna? - zapytał mój przyjaciel, a ja jak na zawołanie przeniosłam wzrok na scenę. David całował Jessicę, dziewczynę z naszej szkoły. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia.
  - David ma dziewczynę?! - krzyknęła na cały bar zdziwiona Emily. Oczy wszystkich skierowały się w naszą stronę. Natalie nagle wróciła do nas i rozglądała się zdezorientowana, a gdy jej wzrok natrafił na parę stojącą na scenie zrobiła się fioletowa na twarzy. Za to ja czułam, jak dosłownie płonę ze wstydu.
  Nic nie mówiąc chwyciłam zeszyt i wyszłam z restauracji na deszcz. Ruszyłam w stronę Studia21. Nie zwracałam uwagi na deszcz spływający mi strumieniami po włosach, twarzy i, teraz też, po ubraniu. Z każdym krokiem wydawało mi się, że pada coraz mocniej. Zacisnęłam usta w wąską linijkę i poczułam jak po moich policzkach wśród zimnych strumieni jesiennego deszczu spływają również gorące łzy. Dobrze, że pada. Chociaż nikt nie widzi, że płaczę, że jestem słaba i nie radzę sobie z sytuacją. Jak się okazuje, David nigdy mnie nie kochał. Kochał Jess, nie mnie. Czuję się z tym co najmniej dziwnie. A może to dobrze, że jest z Jessicą? Czy teraz wszystko będzie łatwiejsze? Mam nadzieję.

  - Demi, widzę, że przejęłaś się tym całym Davidem - odezwał się nagle Trevor. Do tej pory siedzieliśmy w ciszy w sali Angie próbując skomponować coś na przesłuchanie Trevora.
  Dla wyjaśnienia. Moi przyjaciele mają w zwyczaju nazywać mnie Demi, czy Lodo, ponieważ Demi Lovato oraz Lodovica Comello to moje idolki i dość dużo o nich mówię. Czasem mam wrażenie, że wkurzam tym cały świat, ale cóż zrobić? Jestem ich fanką, po prostu.
  - Nie - odparłam bez przekonania błądząc wzrokiem po podłodze. Trevor westchnął zirytowany.
  - Przecież widzę. Cały dzień jesteś w złym humorze i zachowujesz się jakbyś nie była sobą. Demi, powiedz szczerze... znam cię, mnie nie okłamiesz. - W sumie ma rację. To mój najlepszy przyjaciel, nie uda mi się go okłamać. Po za tym nigdy nie byłam dobrą aktorką.
  - Ojej... - zakłopotałam się. - Trevor, zrozum, że David był dla mnie... bardzo bliską osobą i...
  - Kochasz go, albo kiedykolwiek kochałaś? - przerwał mi chłopak, a ja milczałam. - Kontynuuj - poprosił opierając podróbek o dłonie. Wzięłam wdech i mówiłam dalej.
  - Kochałam. Ale teraz to nie ma sensu. On kocha Jessicę - rzuciłam zrezygnowana i już miałam odchodzić, gdy McCras złapał mnie za nadgarstek i z powrotem przywrócił do poprzedniej pozycji.
  - Jeśli go kochasz to daj mu odejść, a jeżeli też kochał to wróci - odparł prosto chłopak, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością. On, jako jedna z nielicznych osób, potrafi wywołać na mojej twarzy uśmiech. Do tej grupy należy również Natalie.
  - Chyba masz rację. Dzięki Trevor, ty zawsze wiesz, jak poprawić mi humor - powiedziałam zadowolona. On machnął ręką i uśmiechnął się uroczo.
  - Nie ma sprawy. Jestem twoim przyjacielem, to mój obowiązek rozweselać cię - wyjaśnił.
  - Dziękuję - rzekłam podnosząc kąciki ust do góry.
  - Chcesz, by ci zdradzić sekret? - zapytał delikatnie rumieniąc się na policzkach. Od razu się ożywiłam.
  - No pewnie! O co chodzi?
  - Zakochałem się - wyszeptał. Nie mogłam się nacieszyć tą informacją. By nie pisnąć ze szczęścia, zatkałam sobie usta dłonią. Zaczęłam energicznie skakać po całej sali i śmiać się radośnie. Trevor, tylko przyglądał się wszystkiemu, śmiejąc się.
  - Ale w kim?! W kim?! Powiesz, powiedz, powiedz! - zachowywałam się jak małe dziecko, czyli jak zawsze. Czułam się, jakbym nigdy nie jadła słodkości i właśnie dostała ogromnego, czekoladowego królika. Co za radość!
  - Tylko nikomu nie mów - ostrzegł Trevor, a ja w odpowiedzi zasunęłam usta na niewidzialny suwak. Tevor zakochany! To takie urocze!
  - Obiecuję.
  - W Adelaide - wyjawił chłopak, a ja momentalnie rozdziawiłam usta. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. To nie-moż-li-we. Trevor zakochany w Adelaide. O nie!
  - Ale... - zająknęłam się. - Ty nie możesz być zakochany w Adelaide! Ona nie jest dla ciebie! Nieee! Ona jest okropna! - zaczęłam krzyczeć, ale McCras mnie uciszył, bo coraz więcej osób zaczęło zwracać na nas uwagę.
  - Sam nie wiem. Coś w niej jest i sądzę, że mogę ją odkryć. Czuję... że ona jest w głębi inna. I chcę znaleźć tą Adelaide, którą widzę ja - wytłumaczył, a ja z każdym słowem robiłam coraz większe oczy.
  - No dobra... skoro jesteś tego pewny...
  - Jestem pewien tego uczucia. - Westchnęłam cicho.
  - Okej... rozumiem. Powodzenia - rzuciłam bez przekonania, ale uśmiechnęłam się. Trochę sztucznie, ale co z tego? Martwię się, że ona może zranić Trevora. Nie pozwolę jej na to.


  - I can't sleep tonight. Wide awake and so confused. Everything's in line, but I am bruised. I need a voice for echo... - Mój głos unosił się w pomieszczeniu, a palce wygrywały melodię na klawiszach pianina. Opuszkami palców delikatnie głaskałam białe i czarne elementy instrumentu. Każdy ruch sprawiał, że nowe nuty zaczęły układać się w logiczną całość. - I need a light to take me home. I kinda need a hero, is it you? I never see the forest for the trees. I could really use your melody. Baby, I'm a little blind. I think it's time for you to find me... - Wtedy dostrzegłam, że obok mnie pojawiła się Natalie. Obserwowała mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Can you be my nightingale? Sing to me I know you're there. You could be my sanity. Bring me peace, sing me to sleep. Say you'll be my nightingale...* - dokończyłam, a rozpromieniona Nat zaczęła mi klaskać. Zarumieniłam się pod nosem.
  - Jak się trzymasz? - zapytała.
  - Ale o czym ty mówisz? - zmieszałam się. Chociaż dobrze wiedziałam o co jej chodzi. Teraz będę udawała, że wszystko jest ok? Może...
  - No, mówi się, że zobaczenie swojego obiektu westchnień z inną dziewczyną boli najbardziej - odparła cicho. - Ale ja się nie znam. Przecież wiesz, że się nie znam.
  - Ja się dobrze trzymam - rzekłam z podniesioną głową. Chciałabym, aby moje słowa były prawdą, ale tak serio to okłamuję samą siebie mówiąc, że jest ok. To żałosne. Ja, ja jestem żałosna.
  - To dobrze - powiedziała bez przekonania Natalie. Na parę minut zapadła cisza, a my patrzyłyśmy po sobie nic nie mówiąc.
  - Aaaa... - zawahałam się. - Co z Oskarem? - Natalie jak na zawołanie przewróciła oczami. Ale ja wiem, że ona do niego coś czuje. Wypiera się tego uczucia, ale ja... po prostu wiem! Wiem, że oni myślą o sobie. Oskar stara się o nią, ale ona go odpycha. Czy ona się boi zakochać? Na pewno. Po tym co zrobił jej ten debil. Szkoda słów na niego.
  - Clarissa, przecież wiesz, że nie lubię o tym gadać - rzuciła nieprzyjemnie.
  - Mówisz, że nic do niego nie czujesz, ale twoje zachowanie zdradza co innego.
  - Przestań! - warknęła niespodziewanie. Spuściłam głowę. Okłamuje sama siebie mówiąc, że nic do niego nie czuje. Ja też okłamywałam, a może zwlekałam. Już sama nie wiem.
  - Przepraszam - szepnęłam. Wtedy ku mojemu zdziwieniu Price podeszła bliżej mnie i zmiażdżyła mnie w przyjacielskim uścisku. Uwielbiam, gdy to robi, a wiem, ile wysiłku w to wkłada. Zazwyczaj jest zimna i zdystansowana, chociaż trochę mniej przy mnie, ale odkąd poznała Oskara zaczyna się otwierać na innych, widzę to i czuję.
  - To ja przepraszam - rzekła. - Wybacz, ale muszę już iść, mam lekcje - rzuciła smutno.
  - To cześć - powiedziałam, a dziewczyna posłała mi ciepły uśmiech, po czym odeszła. Zostałam sama w klasie. Myślałam jeszcze chwilę o tej całej sytuacji z "Otalie" [Oskar i Natalie] i doszłam do wniosku, że chyba najlepiej będzie, jeśli zostawię tą sytuację im, to oni powinni ją jakoś rozwiązać.
  - Dzień dobry, Clary - usłyszałam znajomy głos za swoimi plecami. Zamknęłam oczy starając się nie wybuchnąć. Naprawdę? Tylko na tyle go stać? Odwróciłam się ze zdenerwowaną miną. David siedział na krześle obok czytając jakąś notatkę w zeszycie i uśmiechając się z satysfakcją.
  - Do widzenia, David - rzuciłam oschle naśladując ton chłopaka. On spojrzał na mnie zdziwiony i zatrzymał mnie ruchem ręki. Nie wiem, dlaczego, ale w jednej chwili stanęłam w miejscu.
  - Co się stało? - odparł, jakby nie wiedział. Głupek!
  - Nieistotne.
  - Owszem, istotne - uciął. Coleman wstał i podszedł do mnie. - Clary, dlaczego mnie unikasz? - ściągnął brwi. Przegryzłam dolną wargę.
  - Naprawdę nie wiesz? - wycedziłam. David zmrużył oczy przyglądając mi się badawczo. - No, cóż... nie ważne. Powodzenia z Jessicą. - Jej imię ledwo mi przeszło przez gardło. Już miałam wyjść z sali, gdy usłyszałam gorzki śmiech rozbawionego siedemnastolatka. Zacisnęłam dłonie w pięści. - Co cię tak śmieszy?! - burknęłam poirytowana. Chłopak pokręcił głową.
  - Jesteś zazdrosna o Jessicę? - parsknął. Czułam jak robię się czerwona na twarzy. Moje policzki dosłownie płonęły ze wstydu.
  - Tak! Jestem zazdrosna! - wykrzyczałam nagle. Moja bezpośredniość dosłownie zamknęła mu usta. - Kocham cię, ty głupku! Albo raczej "kochałam". To mnie zraniło - wyjaśniłam beznamiętnie i wyszłam zostawiając go samego. Ten człowiek już mnie nie obchodzi. To zamknięty rozdział.


  - To dzięki - odparła wesoło Veronica i wzięła z powrotem książkę od muzyki.
  - Zawsze do usług - zaśmiałam się. Tak, robię dobrą minę do złej gry. No, ale trzeba jakoś przetrwać do końca tygodnia. Dam radę. Gdy blondynka [Veronica] odeszła zauważyłam, że z sali Pabla wychodzi zapłakana Kelsey. Minęło paru uczniów i pobiegła do schowka. Ściągnęłam brwi i nie myśląc dłużej podążałam za nią. Weszłam do malutkiego pomieszczenia, gdzie zastałam szatynkę skuloną w kącie, między regałami z różnymi papierami. Zapaliłam lampę, by lepiej widzieć dziewczynę. Gdy pomieszczenie się rozjaśniło Santiago podniosła głowę do góry. Miała poczerwieniałe oczy i lekko rozmazany makijaż, a jej policzki lśniły od łez. Jęknęłam cicho i podeszłam do przyjaciółki. Usiadłam obok niej na podłodze, po czym położyłam dłoń na jej ramieniu.
  - Kelsey, co się stało? - zaniepokoiłam się.
  - Nic - dziewczyna odwróciła błyskawicznie wzrok i starała się zdusić szloch. Przełknęłam głośno ślinę. Bezsilność w tej chwili mnie uderzała z piorunującą siłą.
  - Przecież widzę. Kelsey, mi możesz powiedzieć wszystko. Przecież się przyjaźnimy, prawda? - rzekłam szturchając ją delikatnie w ramię. Ona tylko rzuciła mi przepraszające spojrzenie i ukryła twarz w dłoniach.
  - Tak, przyjaźnimy się, ale nie powinnam wszystkim mówić o moich problemach. Po pierwsze, to nie w moim stylu, a po drugie, to nie na miejscu - wyjaśniła przez łzy. Ma rację, ale nie mogę przejść obojętnie widząc, że Kelsey płacze. To moja przyjaciółka i zależy mi, by była szczęśliwa.
  - No to, powiedz, o co chodzi. Przecież nie zrobię ci krzywdy. Zaufaj mi - poprosiłam czekając na jej reakcję. Po dłuższej chwili ciszy dziewczyna odezwała się.
  - Pokłóciłam się z Eddim - rzuciła zrezygnowana. Spuściłam ramiona.
  - Bardzo mi przykro... - Nie mogłam z siebie nic więcej wydusić. Nie miałam pojęcia co mogę jej doradzić. - Ale go kochasz, prawda? - Kelsey wydawała się zastanawiać nad tym dość długo. Czy nie jest pewna swoich uczuć? Moje serce przyspieszyło tempa.
  - Tak, kocham go - szepnęła.
  - W takim razie, nie daj mu odejść tak łatwo - odparłam uśmiechając się do niej delikatnie. Kelsey odwzajemniła to. Wtedy pod wpływem emocji przytuliłam ją. - I już więcej nie płacz przez chłopaka, bo nie warto - poradziłam.
  - W porządku, dzięki... - wydukała niepewnie, ale szczerze.
  Czy miłość zawsze musi tak bardzo ranić? Co zrobić, by było inaczej? Czy da się coś zrobić?

[* - fragment piosenki "Nightingale" Demi Lovato. Dedykuję go mojej przyjaciółce, Weronice.
No to, rozdział jest. Chyba długi, ale nie jestem pewna. Powiedzmy, że jest średniej długości. Jeśli chodzi o jakość to chyba jest w miarę "ok". Rozdział dedykuję Bleerowej, która niedawno odeszła z bloga. Będzie nam Ciebie tutaj brakować i będzie brakować rozdziałów o Bradzie. Na koniec zachęcam do brania udziału w naborze [klik]. Nie przyjmujemy po znajomości, ani nie oczekujemy zdolności pisarskich (ale jeśli takowe posiadasz, to w porządku). Wśród członków naszej ekipy znajdują się osoby, które nigdy nie prowadziły bloga i nic nam do tego. Ważne, by tylko dobrze napisać zgłoszenie. Jeśli wszystkie hasła i punkty będą wypełnione, to przyjmiemy Cię. A nawet, jeśli gdzieś się pomylisz, dostaniesz e-mail zwrotny, w którym poprosimy o poprawki. To tyle. Dobranoc. - Vielet Ps: Rozdział dodany dzisiaj na prośbę Kathy :*]

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

4 komentarze:

  1. Cześć, kochana! ♥
    Jestem pierwsza? Aj, nie wiem, ale myślę, że zanim zdążę dodać komentarz, ktoś mnie wyprzedzi. No ale, ja tu nie przyszłam po to. Po prostu fajnie by było, gdybym była jedną z pierwszych komentatorek pod tym wspaniałym rozdziałem. No właśnie, wracając do niego, dzisiaj napiszę dość krótko, bo akurat zabrakło mi weny i kompletnie nie mam siły na nic. Post przeczytałam dzisiaj w nocy, około pierwszej, więc wybacz, jeśli coś pomylę. Zacznijmy od samego początku: David. Całował Jessicę na oczach Clarissy. Co za kopnięty palant! Muszę przyznać, że nigdy nie byłam ani za Ashissą, ani za Davissą, ponieważ najbardziej obchodziło mnie zdanie Clary, ale... Eh. I Coleman pyta się jeszcze, co się stało?! Ja nie rozumiem, jak można się tak zachować. Jackson naprawdę go kochała, a on... Mi się serio wydawało, że Clarissa dla niego dużo znaczyła, jednak teraz mam niemałe wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że ta, nie będzie szukać miłości na siłę, bo jak jedna z moich ulubionych piosenek, mówi: "love will tell us where to go" - "miłość powie nam, dokąd iść". Czasem pocieszam się tymi słowami, kiedy widzę na ulicy całujące się pary, grr. Następnie, kiedy do brunetki podeszła Natalie, ta spytała ją, jak się czuje, jednak Clary oszukiwała samą siebie. Rozumiem ją w pewnym sensie, czasem się czuję tak, że chcę coś skrywać w sobie i nie chcę powiedzieć tego nawet najlepszej przyjaciółce. Do tego rozmowa o Otalie - aa, jak ja bardzo chcę, żeby Nat się wreszcie przyznała o tym, co czuje do Oskara! Ojej, chyba pomyliłam kolejność (najpierw rozmowa z Price, a później z Davidem)... Eh, trudno. Zorientujesz się. No i na końcu, ta pogawędka z Kelsey. Współczuję jej, ale Clarissa ma rację, nie warto płakać przez chłopaka. Mam szczerą nadzieję, że z Eddim się pogodzą! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :)
    Karola. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. na wstępnie już powiem, że mój komentarz nie będzie wybitnie długi, za co bardzo Cię przepraszam.
    nieco przygnębiający rozdział napisałaś, ale nie ma w tym nic złego. w niektórym momentach chciałam się rozpłakać. no po prostu epidemia jakaś! epidemia złamanych serc!
    ale musisz coś wiedzieć. powiem szczerze - rozdział miał jeden minus - czemu nie wrzuciłaś go pod samochód?! czemu?! moje serce tak bardzo by się wtedy radowało!
    ale mniejsza z tym - pięknie opisałaś uczucia Clary. zawsze miałaś smykałkę do opisów [ja nie. nawet do dialogów. sama nie wiem, co ja jeszcze robię w blogosferze] przeżyć, czego mogę/możemy Ci/my tylko pozazdrościć.
    cieplutko pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy potrafię dodać coś więcej, niż moje poprzedniczki, naprawdę.
    Rozdział jest obłędny, zresztą jak każdy Twojego wykonania.
    Zgadzam się z Werą - czemu nie wrzuciłaś go pod samochód? :D
    Jest mi naprawdę szkoda Clarissy, została bardzo zraniona, a ona była przecież wspaniała.
    Wybacz, że tak krótko... Czekam na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej mi sie podobała rozmowa Clarissy z Kelsey. Zdenerwował mnie również David swoim zachowaniem. Chciałbym więcej wątków z rozmowami Clarissy i Natalie. ;) Podtrzymują mnie na duchu. Czekam na kolejny. :)

    OdpowiedzUsuń