layout by wanilijowa

25.07.2014

Ladies Freeman | Rozdział 5

Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem.
Ocknął się po raz kolejny z koszmarnego snu, tylko po to, by stwierdzić, że rzeczywistość również jest koszmarem.
                    
                         Tak było i ze mną.
                         Na dodatek obudziłem się w gabinecie lekarskim, ni jak nie wiedzący: czemu, po co się tu znalazłem. I dlaczego nie jestem na lekcji tańca, obserwując, jak Jackson jest przygnieciona ciężarem ciała Hernandeza*…Więc to był tylko sen…
Otworzyłem szeroko oczy, przestraszony wpatrując się w biały sufit. Leżąc na leżance powoli wodziłem wzrokiem po białym pokoju. Przy okazji nabrałem podejrzeń, ponieważ poduszka była bardzo dobrze dopasowana. Biała farba na ścianach, białe meble. Umarłem?
Jedyne, co nie było białe, to parawan, w który wpatrywałem się jak głupi, niezbyt przytomny.
Na zewnątrz było jakieś czterdzieści stopni, upał obierał ze skóry jak wrzątek pomidory, a cisza pulsowała. Podejrzewam nawet, że drzewa przekupują psy, by nie „zaznaczały” swojej obecności. Każdy oddech wymagał wysiłku, każdy ruch był walką, każda minuta spływała potem, który miał czelność wpadać mi do oczu. Zamrugałem, klnąc pod nosem.
- Nasza śpiąca królewna już się obudziła! – Nagle zza parawanu wyłonił się Collinns, niosący w ręku dwa kubki. Zapewne były po brzegi wypełnione, bo Drake niósł je nadzwyczajnie wolno, maksymalnie skupiony na cieczach znajdujących się w naczyniu.
      Dowiedziałem się, że dziwnym sposobem byłem w gronie osób, które zemdlały na drugiej przerwie. Ponoć stworzyłem tym samym „zamieszanie”, albowiem Adelaide zrobiła wielki krzyk, a ponoć i sam Antonio był blisko omdlenia.
                         Szliśmy z Collinnsem przez dziedziniec. Kierowaliśmy się w stronę „Val D’Amour” – przyjemnej knajpki, w której mieliśmy się spotkać, żeby zacząć z tą piosenką od Beto. Co prawda właścicielka, pani Hudson – nie była zadowolona, że do baru złażą się wszyscy uczniowie, kiedy jest długa przerwa. Nie wiem, o co jej chodziło. Zarabiała lepiej, niż każdy inny bar w pobliżu, ale zawsze, kiedy urządzaliśmy tam wieczory i śpiewaliśmy na scenie, z przyjemnością nas słuchała. Mieli tanie, lecz dobre jedzenie i panowała tam bardzo miła atmosfera. Nie wyobrażaliśmy sobie tygodnia bez schadzki.
Nagle Drake zaczął nerwowo szperać w swej skórzanej teczce.
- Co jest? – Spytałem przystanąwszy widząc, jak dalszy spacer nie ułatwia mu zadania.
- Nic...- Jak to: nic!? – Chyba zapomniałem wziąć ze Stud!a teczki z nutami. Zaczekasz? – Spojrzał na mnie błagającym wzrokiem.
- Tylko szybko. – Przewróciłem oczami i kiwnąłem stroną w stronę szkoły. Collinns niewiele myśląc zostawił mi swoją teczkę i sprintem pobiegł w tłum...Aż zawiało.
Obserwowałem przez chwilę tłum uczniów, w którym zniknął blondyn, próbując cieszyć się chociaż najmniejszym podmuchem wiatru, gdy nagle usłyszałem znajomy chichot.
                         - Naprawdę!? – Niedowierzała Price – To super! Tak się cieszę! – Odwróciłem się do dziewczyn. Natalie przytulała będącą w siódmym niebie, Clarissę.
Nie słyszałem dokładnie, o czym rozmawiają, ale musiałem Natalie spytać o pewne sprawy.
Zauważyłem, że gdy podszedłem, ich entuzjazm niby przygasł a sama rozmowa zaczęła dotyczyć innego tematu.
- Witam panie. Co słychać? – Spytałem z uśmiechem, wzdychając. Spojrzałem to na nadal uśmiechniętą Natalie, to na Clarissę, która przewróciła oczami, będąc już zdenerwowana samą moją obecnością. Miłość jest jednak dziwna.
- Nie twoja sprawa! – Warknęła Jackson, próbując udawać niemiłą. Jakoś nie zasmuciło i nie zgasiło mnie to, wręcz przeciwnie. Widząc „zapał” Clarissy aż chciało się coś powiedzieć.
- Chyba wstała dziś lewą nogą… - Zacząłem, odwracając się w stronę jej przyjaciółki, która właśnie kończyła obrzucać Jackson surowym spojrzeniem. – Powinnaś z nią porozmawiać, ponieważ zło piękności szkodzi. – Parsknąłem. Price spojrzała na mnie przepraszająco. Kątem oka dostrzegłem, jak w oczach Clarissy szklą się łzy. Cholera, czy dziewczyny naprawdę można tak łatwo urazić, bo są puste i często nie rozumieją przekazu?!
Póki co nie zamierzałem jej przepraszać. Jestem facetem. Faceci nie przejmują się dziewczynami, a z całą pewnością nie lecą do nich z przeprosinami, gdy tylko powiedzą coś nie na temat.
- Słuchaj… - Się zmieszałem – Mam do ciebie pytanie. – Przeczesałem dłonią włosy.
- D-do mnie!? – Spytała głośno, zdziwiona i zadowolona w niezadowoleniu zarazem. Wskazała nawet na siebie, kładąc opuszki palców w miejsce tchawicy.
- Czy gdyby ktoś specjalnie oblał cię kawą… Odeszłabyś ze Stud!a? – Palnąłem. Dziewczyna spojrzała na mnie i wybuchła głośnym śmiechem. Po chwili i mi udzielił się ten nastrój. Clarissa, w której się zresztą gotowało, siedząca obok nas, wstała z ławki, zarzuciła torbę na ramię i już miała odchodzić.
                         - Clary! – Usłyszeliśmy radosny okrzyk. Jak na rozkaz cała trójka spojrzała w stronę źródła dźwięku. Ujrzeliśmy czarnoskórego chłopaka, szczerzącego się do Jackson, stojącego z rozłożonymi ramionami. Zmrużyłem oczy, próbując niby bardziej wyostrzyć wzrok i przyjrzeć się chłopakowi.
- Trevor! – Jackson, która nagle się zerwała, rzuciła torbę na trawnik i podbiegając biegiem do chłopaka, rzuciła mu się w ramiona. Zrobili piruet, kiedy facet raczył ją odstawić.
Podejrzewam, że owy „Trevor” był w moim wieku.
Kątem oka zauważyłem, jak Natalie gwałtownie unosi głowę, jakby coś sobie przypomniała. Jednak nie ona zwróciła moją uwagę. Zwrócił ją uśmiechnięty Dawid, który razem z kumplami, idąc pewnie na boisko, też zobaczył tajemniczego amanta. Oczywiście mina mu raptownie zrzedła. Przystanął i chwilę wpatrywał się w „nowego”, który cały czas trzymał w objęciach Jackson i coś do niej mówił, kiedy Thomas, znajomy z SKS’u, szturchnął go i gestem głowy zapytał: „o co chodzi?”. Dawid zaprzeczył głową i tym razem z sztucznym uśmieszkiem próbował znów „być w temacie” kolegów. Zapowiada się ciekawie.
 - Nat, chodź! – Po chwili usłyszeliśmy radosne wołanie Clarissy.
- Przepraszam… - Szepnęła Clarissa, rzucając mi smutne spojrzenie. Miła, poczekała jeszcze na moją odpowiedź, którą był uśmieszek pod nosem i podskakując pobiegła w stronę „pary”.

                         Siedzieliśmy w „VD’A” przy okrągłym stoliku. W budynku nie było dużo ludzi, ale roznosił się miły gwar zadowolonych klientów, pogrążonych w własnych sprawach. Z związku z tym, że zbliżał się wieczór, panował też przyjemny półmrok. Bar nie korzystał z oświetlenia, gdy był wieczór. Owszem, był jeden, tani żyrandol powieszony na środku sufitu, ale już lepsze światło dawały świece, od których się roiło. Nieznacznie się też ochłodziło, więc wszyscy milczeliśmy, delektując się smakiem lodowych shake’ów.
Sterczałem pomiędzy Cass a Natalie. Nie ukrywam, zdziwiłem się, kiedy Price przyszła sama, bez przyjaciółki. Zresztą, nie tylko ja się zdziwiłem. Zdziwili się wszyscy, Dawid, który siedział z kumplami przy najbliższym stoliku, polewając po zapewne udanym i wygranym meczu w piłce nożnej.
Męczyliśmy się tu od bitych trzech godzin, a jedyne, co uzgodniliśmy to tytuł piosenki, ale jednak tutaj też się sprzeczali, oraz niektórzy próbowali sobie przypomnieć tekst, kręcąc bez ładu i składu. Gdy zaczęły mnie boleć uszy od tego przekręcania przypomniało mi się, że Sara wspomniała mi o tej piosence i przesłała mi ją na telefon, podczas, gdy czekała mnie długa podróż autobusem. Zacięcie wychwalała też kanał na YT „Studio Accantus”. Nawet dobrzy się.
Ciężko wzdychając odnalazłem piosenkę i odtworzyłem ją, ściszając nieco dźwięk, by niepotrzebnie narazić się na oburzenie właścicielki, jak i innych klientów. Wszyscy usłyszeli.
- To co? – Westchnęła Asil – Postanowione, tak? Pierwszy głos śpiewa Oskar, jako drugi głos wchodzi Ash. Refren śpiewają wszyscy. Potem wraz z Ashem śpiewa Bradley.. – I tak dalej. I tak dalej. Uradowana, [Asil] że wyjaśnia co i jak, oraz że w ogóle: coś ruszyło, zaczęła się już rozkręcać, kiedy do baru weszła roześmiana Clarissa z Trevorym… Dobrze pamiętam? – A główne damskie głosy biorą Kelsey, Natalie i Adelaide… - Dodała nieco niepewnie, z dziwną miną obserwując Jackson, która właśnie zajmowała miejsce obok Miller i Ferrer. – A właśnie, gdzie jest Caverra? – Ożywiła się, rozglądając po sali. My również zaczęliśmy rozglądać się za czarnowłosej.
- A czy ktoś ją w ogóle widział, jak wychodziła z Stud!a? – Burknęła Patryzja, na samą myśl o diwie szkolnej.
                         - Hej. Co mnie ominęło? – Wtrąciła się do rozmowy zsapana Clarissa, rozglądając się po wszystkich zgromadzonych, szczerze się uśmiechając. – Oouh! Zapomniałam. To jest Trevor. Trevor będzie zdawał do Stud!a. – Powiedziała, a ja miałem przeczucie, jak jeszcze bardziej się uśmiecha. Gdzieś tam usłyszałem jakby zgrzyt plastiku i po chwili jakiś chłopak zawył.
Wszyscy spojrzeliśmy na Dawida, który odrzucił zgnieciony, plastikowy kubek, w którym jeszcze trochę zostało do wypicia na podłogę, spotykając się z zimnym spojrzeniem pani Hudson, poczym niby zaczął przejmować się poplamioną koszulą kolegi.
- Nic. – Westchnąłem, zwracając się do Clarissy. Przelotnie spojrzałem na siedzącego obok niej Trevora, który, biedak, nie znalazł sobie rozmówcy i obserwował wszystkich dookoła. – Nie wliczając tego, że bez ciebie udało nam się ustalić jutrzejszą piosenkę, to nic… Nic specjalnego. – Kwaśno się uśmiechnąłem. – Zbieramy się już, nie? Późno się robi… - Zaproponowałem, na co wszyscy chętnie przytaknęli. Nie miałem ochoty zostawać i patrzyć na Clarissę, która zwracałaby uwagę na kolegę. W pewnej chwili poczułem, że mogę z Dawidem zawrzeć sojusz…


                         - Coś straszne długie te lekcje. – Powiedział dziadek, gdy jedliśmy w milczeniu kolację. Starzec spojrzał na nas podejrzliwie, jakby myślał, że w ten sposób znajdzie odpowiedź. – Nie lubicie spędzać czasu w domu? – Spytał smutno, ale tak smutno, że i mi się ten nastrój udzielił. Sara się ocknęła i nadal podpierając policzek o pięści, stuknęła łyżką do jogurtu o stół.
- Nie, dziadku. – Westchnęła, poczym znów nastała cisza, a ja wpatrywałem się w nią jak głupi. I co? Koniec?
- Lekcje są bardzo wyczerpujące. – Zacząłem, kastrując kanapkę. – Nauczyciele są bardzo wymagający a i pogoda nam nie sprzyja. – Westchnąłem.
- Zapewne jest wam ciężko… - Westchnął dziadek, przytakując. Przecież to właśnie powiedziałem… Tennant.
- Babciu… - Zaczęła Sara, schylając głowę, robiąc „młynek” kciukami. Spojrzałem na nią poważnie.
- Yhym? – Spytała babcia, która właśnie piła ziołową herbatę. Spojrzała „spod byka” na siostrę, zaciskając mocniej palce na kubku.
- A nic już… - Westchnęła, kiedy miała zacząć pytać o coś zupełnie innego. – Po prostu dziękuje, że nas przygarnęliście. – Powiedziała cicho, odsuwając talerz. – Przepraszam, ale nie jestem głodna. Straciłam apetyt.
- Jesteś chora!? – Przejęła się babcia, zrywając się i łapiąc siostrę za dłonie. – Kochanie, co się stało?
- Nie… Naprawdę. Dobrze jest. – Okłamywać to możesz ich, a nie mnie. Westchnąłem ciężko, odstawiając kubek z mlekiem na stolik, czując, że czeka mnie ciężka rozmowa z siostrą: powrót do wspomnie. – Śpiąca jestem. Aha! Babciu, te naczynia jutro umyję. Podleję kwiaty – dziołcha, nie rozpędzaj się! – i zajrzę na tę działkę. Ash zajrzy pod cieknący kran, a jak zapomni, to ja to zrobię.
- Dziecko, z tym kranem sobie odpuść! – Zaśmiała się babcia, podczas gdy dziadek bacznie nas obserwował. Tylko to ma sobie odpuścić, babciu? – Do kranu zajrzy jutro Przemek. Państwo Wyszyńscy odwiedzą nas jutro na obiedzie. No i pomogą nam w wielu innych sprawach! – Ucieszyła się babcia. – Przemek i Jarek to takie dobre dzieci! – Rozmarzyła się.
- Ale po co, babciu? – Oburzyłem się, przykuwając uwagę wszystkich – przecież pomożemy!
- Ty! – Pogroził palcem dziadkiem – Ty się najlepiej nie odzywaj, bo póki co całą pracę odwaliła Sara. I to za ciebie. Hańbisz nazwę „męskiej roboty”! – Podkreślił słowo „męskiej”. Sara spuściła głowę, lekko się rumieniąc.
- To, o której możemy ich się spodziewać? – Spytałem, zakładając ręce.
- O siedemnastej. – Odrzekła poważnie i lakonicznie siwowłosa, biorąc talerze, by zanieść je do umywalki. – Spróbuj się zachować. – Usłyszałem jeszcze jej szept, ale postanowiłem już nie komentować. Znów westchnąłem, przewracając oczami.
- Uważaj, bo ci tak zostanie! – Dorzucił dziadek, który właśnie wstawał z krzesła. Zapewne szedł zapalić, bo już gdy wstawał łapał za pudło papierochów. O czym będzie rozmyślał? O tym, jaki to los i kara go spotkała? Syn alkoholik a wnuk – facet, nie umie sobie poradzić w życiu. Tennant. Faceci nie płaczą! Ciekawy jestem, czy ten staruch zobaczy, że mu brakuje kilku egzemplarzy gwintów.
                         Właśnie miałem wychodzić zapalić pod latarnią. Zarzucałem już kurtkę, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Wkurzony zakląłem pod nosem, a że stałem już pod drzwiami, schowałem za plecy papierosa. W tym samym momencie usłyszałem jeszcze dwa zapukania. No co jest do cholery!? Policja?!
- Już idę! Idę! Pali się do cholery!? – Otworzyłem drzwi, jednak osoba, która zobaczyłem przed sobą przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
                         - Co ty tutaj robisz, Rita? – Spytałem, a raczej wycedziłem podniesionym głosem. I się zaczęło.



MUZYCZKA
Co ja mogę Wam powiedzieć? "Mam dość"? "Brawo dla was?" "Moje gratulacje"? "Jeszcze nigdy nie płakałam z powodu ASKA?"Kiepska zabawa - serio. Nie. To jest nadal za mało. Nic nie opisuje tych emocji, które się wtedy przeżywało. Postanawiam, że już nigdy zwlekania.
Jeżeli ktoś myśli, że nikt nie wie, kim jest, mimo że wpadł wiele razy, to się myli. Powiem wprost i od razu to, co mam do powiedzenia : mamy swoje podejrzenia. Chcę również powiedzieć, że nie żartowałam. Przywiązałam się do Was i jeżeli jedna z Was odchodzi przez WSPÓLNĄ decyzję, to ja też. Proszę teraz wiadomą osobę o nie przewracanie osobami, ale ja słowa dotrzymam.
Miałam rozpisywać się dopiero na rozdziale dziesiątym, ale widać, że niektórzy już potrzebują, żeby im się wygarnęło.
Kathy - nie wiem, jaka będzie Twoja decyzja. My nie będziemy cię odsyłać, a raczej spamować, żebyś została. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że wszelakie nasze rozmowy były bardzo fajnie. Ciekawie piszesz, robisz śliczne nagłówki i robisz szablony których wiele może Ci pozazdrościć.
Vielet - jak zaczynam pierniczyć bez sensu to trzeba na mnie wrzasnąć. Ja się zamknę i zrozumiem.
Jarek i AnonimBleerowa- Moje wy pikachu kochane ♥ Moje Wy smerfy ♥
Cholernie Was wszystkich kocham ♥]

SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.



19 komentarzy:

  1. Od razu chciałam też przeprosić Avery i Wiktorię.
    Wiem, nie fajnie [i to bardzo] się zachowałam, ale zagórowały emocje. Wszystkie byłyśmy na siebie wściekłe i szukałyśmy winowajcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy taki profil na asku jak się po was podszył mógłby być tylko że to byłby fanclub ? wiecie informacje o was i o blogu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był blog, ale i on został usunięty. Jest jeszcze strona na Facebooku i Twitter, ale trochę nieaktywny ;)

      Usuń
    2. A Fanclub mógłby być, o ile ktoś jest naszym fanem :D Takim prawdziwym. Nie psycho.

      Usuń
  3. Hue hue tak mi się podoba że nwm co powiedzieć. Później napisze dłużej.
    PS pokłóciłyście się znowu?!? :< //Vielet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Znowu"? Nieee, skądże. Czekamy tylko na Twój powrót.
      Dzięki.

      Usuń
    2. Obiecałam, że skomentuję dłużej to komentuję. ;) Mi się rozdział bardzo podobał, jak każdy z resztą. Jakoś przywiązałam się do twojego stylu pisania. Bardzo go lubię. Rita?! Już?! ;o Hmm.. sojusz między Davidem, a Ashem? Że niby przeciwko Trevorowi?! :D Hahahaaha, boki zrywać, chcę to zobaczyć xD Mi się bardzo podoba i czekam na więcej. :3
      Ps Jak każesz krzyczeć to krzyczę... O co wy do jasnej cholery się pokłóciłyście?! Jesteśmy jednością! Musimy współpracować! Nikt nie odchodzi dopóki nie wrócę i przygotujcie się na ochrzan! - to był mocniejszy ochrzan, żeby było takie "łaaa" xD A tak naprawdę: spokojnie, wrócę i wszystko naprawimy. Nie odchodźcie i nie podejmujcie pochopnych decyzji. :)
      Pozdrawiam! Trzymajcie się! Mam nadzieję, że, gdy wrócę zastanę ten sam skład, a wy będziecie w jednym kawałku. :D
      Saluti
      Vielet ♥

      Usuń
    3. To ja teraz zrobię to.. *liczy ile razy było to "a"* "łaaa", żeby na przyszłość mniej bolało. ;) O ile jestem na bieżąco z rozmowami, NIKT nie odchodzi.

      Co do Rity - spokojnie, to jest dopiero wstęp, w którym nic nie będzie się działo. Oroa musi uzbierać sojuszników przeciwko Clarissie ;)
      Najpierw planuję zrobić jakąś akcję "Ash & David" Ale ni jak ni mam pomysłu. Jakieś propozycje? xD

      Usuń
    4. Ja tam nwm... XD czyli nikt nie odchodzi? Hurrra xd //Vielet

      Usuń
    5. No na 99 i 9/10 % .... Nikt nie odchodzi. Spokojna głowa Twoja I sen też.

      Usuń
    6. Aha, u mnie rozmowa Nat x Clary toczy się w Studiu a u ciebie chyba w barze XD ale to szczegół huehue
      Ah, thanks, thanks ;D //Vielet

      Usuń
    7. Njuuu? Która rozmowa?
      - W Stud!u / na dziedzińcu.

      Usuń
    8. Ja już nwm o czym my gadamy. XD dam ci za to spoiler mojego rozdziału który jest u mnie w głowie. Hehe "wtedy wszedł Trevor z pizza dla mnie, niego i Natalie" XD //głodna (dlatego gada o pizzy) Vielet

      Usuń
  4. Kochana!
    Obiecałam na GG, że skomentuję, więc komentuję (z wielką radością) :D Rozdział mi się bardzo, ale to bardzo podoba, ale czy tylko mi się wydaje, że Drake nie wrócił (podejrzane)? Chyba, że po prostu ominęłam kawałek tekstu, za co serdecznie przepraszam. No więc zacznijmy od początku: Clary wściekła. :( Natomiast Ash zazdrosny, heh. W sumie też bym się wkurzyła na jego miejscu, bo wszystko idzie jak po maśle, a tu nagle ktoś wpada, i okazuje się, że osoba, która kocham, wielbi go. ;-; Wścibski tekst Ashallyna w stronę Clarissy - niezłe. :D Rozmowa z dziadkami boska, babunia taka przejęta, że Sara jest chora. :( Dziadek ochrzanił Asha, i wszystko git. :)))))) Czekam na kolejny rozdział i wybacz, że tak mało napisałam, ale jakoś nie mam dziś weny na komentowanie.
    Karola. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Zapomniałabym. Jestem bardzo ciekawa kim jest ta tajemnicza Rita. :)

      Usuń
    2. Usunęła nam się odpowiedź dziwnym trafem, to piszemy jeszcze raz.
      Zapomniałam o nim! xD Dobra, załóżmy, że wrócił po rozmowie Ash x Natalie x Clarissa x Trevor, ale Trevora nie widział. A w barze był, był.. Musiał być :D
      Tacy tam, dziadkowie :P A Sara? Sara ma doła i dni, w których bez kija lepiej nie podchodź.
      Dziękuje ♥

      Usuń
  5. Kochana, nie mam głowy do rozpisywania się dzisiaj zbytnio :c
    Rozdział genialny. Muszę ogarnąć wcześniejsze rozdziały, żebym wiedziała o co chodzi xD Ale to w nocy wiesz :3
    Wrócę i skomentuję trochę dłużej, chyba, nie obiecuję ;_;
    ~ Maja ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje. :*
    Oj tam, ważne, że jest takie króciutkie. Jak to mówią: Nie ilość a jakość. A ty samym komentarzem poprawiłaś mi humor :*
    Mam nadzieję, że te moje badziewia nie są takie skomplikowane :<>

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny.
    Uwielbiam Twoje rozdziały, serio.
    Pozostaje mi wyczekiwać na następny.

    OdpowiedzUsuń