[EROTYZMY. NIE CZYTAĆ. PANNA W. - SZCZEGÓLNIE. DZIESIĘĆ STRON W WORDZIE. WŁĄCZCIE SOBIE JAKĄŚ NASTROJOWĄ MUZYKĘ]
Potem znów mieliśmy zajęcia z Beto, ponieważ Pablu
coś wypadło. Jednym uchem słyszałem, że chodzi o Angeles – nauczycielkę
śpiewu.
Mówię wam – jeszcze nigdy nie brałem udziału w bardziej pokręconym skandalu. Bądź co bądź, bardziej interesująco i zabawniej być już chyba nie mogło.
Dało się zauważyć, że nowa – Natalie, i Oskar mają do siebie jakieś wąty. Od samego rana. No a przecież Montrose był w niej zakochany na zabój. „Taki przystojny, taki boski, taki ironiczny”, a dziewczyny przeprosić nie potrafi.
Siedzieliśmy wyczerpani. Jedni jęczeli, próbując wytrzymać na pufach, drudzy leżeli na podłodze, a trzeci [w tym ja] siedzieli niechlujnie, oparci o ścianę. Gorąco. Bite trzydzieści pięć stopni. Do tego okno, które się nie otwierało. Czy mogło być lepiej?
- Jak wam idzie piosenka na zajęcia?– Spytał się Beto, szperając coś w dzienniku. Nawet nie raczył zwrócić na nas uwagi. Na nas, i na nasze mordercze i pełne ironii spojrzenia.
Na dodatek trzeba było mu odpowiedzieć, to znaczy…. Odpyskować. A nikomu nie chciało się otwierać buzi. Na dodatek i dyrektorowi udzielał się podły nastrój. To przez to ciśnienie.
- Dostaliśmy zadanie dopiero dwadzieścia minut temu! – Wycedziła Adelaide, leżąca na moich kolanach. Nie miałem sił jej zwalić. Po części też mi się nie chciało, bo przecież jaka cholera się stanie? Każdy chłopak baranieje, gdy dziewczyna publicznie na niego „leci” – u mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie ważne, jaka by była. Kujonka, diwa, hipiska, szara myszka czy imprezowiczka znana w całej szkole.
Tak, tak… Też poczułem się „wyjątkowo”, zwłaszcza, że na kolanach leżała taka osobistość, jak Caverra [ironia]. W zasadzie to nie byliśmy parą, ale po części czułem się za nią odpowiedzialny. Wciąż do mnie przychodziła się wyżalić, czasem dla szpanu brała mnie pod rękę. Ona jest tylko dziewczyną, która nic nie wie, o świecie. Wie tylko, kiedy będą najbliższe wyprzedaże, jak namalować idealną kreskę pod nosem i jakie ubrania od projektantów ubrać do szkoły, chociażby miała się w nich zapocić. Aczkolwiek nie pogardziłbym głową [jakkolwiek by to zabrzmiało] jednej takiej, co siedzi z ową głową opartą na ramieniu przyjaciółki, powstrzymując się przed zaśnięciem na lekcji. – TY! Nam je dałeś! Jak myślisz, ile zdążyliśmy zrobić przez pięć minut!?
Beto nie słuchając, machnął ręką na odczepnego. Nagle usłyszeliśmy przesuwanie się drzwi. Po chwili pomiędzy ścianą a drzwiami stał Antonio, który poprosił nauczyciela na stronę.
I wtedy zaczął się małpi gaj.
Natalia i Oskar darli na siebie jadaczki od przeszło… Siedmiu minut. Oskar, któremu jeszcze nie przeszedł kac, krzyczał jedynie,
by
dziewczyna raczyła się zamknąć, ale jak na ironię, Price dopiero się
rozkręcała. Mnie też przyprawiała o rwanie głowy i o niszczenie bębenków
słuchowych.
Wściekła na Montrose’a, Clarissa już miała wkroczyć do akcji, kiedy Natalie zaczęła wymachiwać ręką, w której trzymała kubek z kawą. „Kilka” kropel cieczy opuściło już pojemnik. Kiedy Jackson już miała naprawdę ingerować i atakować schorowanego Montrosea, zerwawszy się złapałem ją za nadgarstek i szarpnąłem nią do tyłu.
Czy baby do wszystkiego musza się wtrącać!?
Unikając zdezorientowanego wzroku Clarissy i ni po cholerę potrzebnej rozmowy, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i przywrócić ich do porządku. Nie wiedziałem tylko, kogo przywrócę pierwszy.
- Natalie… - Stojąc za dziewczyną, złapałem ją mocno za ramię. Price przestraszona podskoczyła, przechylając kubek do tyłu [czyt. - … Na koszulę]. Po chwili jednak kubek wylądował na podłodze.
Dziewczyna klnąc pod nosem zaczęła mnie przepraszać. W błyskawicznym tempie wytrzasnęła skądś skrawek papieru do wycierania rąk i zaczęła „poprawiać sytuację”.
- Wiesz, teraz jest jeszcze gorzej. – Powiedziałem bez cienia jakieś złości czy irytacji. Jedynie mogłem się śmiać, ale temperatura i ból głowy mi na to nie pozwalał. Westchnąłem, poczym spojrzałem na koszulę. Istotnie, mała plama ciągnęła się teraz od podbrzusza, do klatki piersiowej. Zaczynała kleić się do ciała, przez co pokazywała delikatny zarys niezłego ciałka. [nie czytajcie tego xD] Kilkanaście dziewcząt kątem oka zaczęło się mi przyglądać. Natalie też, chociaż, że ona miała prawo. [WTC!?]
- Przepraszam. – Bąknęła, gwałtownie unosząc wzrok. Miała jeszcze coś powiedzieć, ale równie szybko zamknęła usta. Teraz zapewne jest ten moment, który filmowcy nazywają miłością od pierwszego wejrzenia. Parsknąwszy i patrzący z ironią na boczną ścianę, cofnąłem się o krok. Natalie też się ocknęła. Gdyby wzrok Oskara mógłby zabijać, pewnie leżałbym już martwy… Gdzie tam!? Nawet okruszek prochu nie świadczyłby, o moim istnieniu.
- [cenzura]! – Wrzasnęła Adelaide, która poszła sobie kilkanaście minut temu po wodę. Miała wysyłać Fleur, ale zorientowała się, że jej, jak i mojej siostry, klasa ma teraz lekcje z Gregorym. Wyszła powolnym krokiem zza kotary, za którymi znajdowały się tylne drzwi, i stanęła na środku sceny, w lekkim rozkroku i założonymi rękoma. – Odwal się od mojego ex chłopaka, co!? – Sycząc, uniosła jedną rękę do góry, zgięła ją, przyłożyła wzdłuż piersi a opuszkami palców bawiła się srebrnym łańcuszkiem.
- Kiedy ja… - Zaczęła dukać zdezorientowana Price.
- Powiedziałam, żebyś się uciszyła! Której części twój kaczy móżdżek nie pojmuje!?
- Ja tylko wylałam na niego kawę! – Palnęła, wrzeszcząc. Rozbawiony powtórzyłem jej zdanie, spoglądając w sufit. A że Price stała obok mnie, usłyszała. Bo miała usłyszeć. Machaliśmy głowami to na Price, to na Caverrę.
- Po prostu siadaj na dupie i się zamknij! – Czarnowłosa wydęła usta i wskazała na nią wszystkimi, pięcioma palcami.
- Przepraszam! Przepraszam! – Usłyszeliśmy jeszcze z korytarza. Potem ktoś wpadł na drzwi. Po kilku sekundach, w „pomiędzy” znalazł się szalony nauczyciel… Nasz nauczyciel. Ciężko wzdychając, wolnym krokiem podszedłem pod scenę, na której kwitła czarnowłosa. Również wzdychała. Wyciągnąłem dłoń w jej kierunku, by pomóc jej zejść.
- Nie, nie, nie! – Krzyknął nauczyciel, podbiegając do nas. – Gregoriu również coś wypadło… - Co wszyscy mają z tym wzdychaniem!? Benvenuto przetarł twarz dłońmi – W wyniku czego mamy dłuższą lekcje o kilkanaście minut. – Zapewne wszystkim nam ulżyło, że ubędzie nam te naprawdę zacne kilkanaście minut. Jak można przegapić lekcje psychopaty!? [ironia] – Adelaide, skoro już stoisz na tej scenie, to stój i wybieraj kogoś do improwizacji! Price! – Zawołał nagle, odwracając się na znak szukania dziewczyny. – Wiesz, co to improwizacja?
- Mieliśmy przecież coś takiego… Nie. – Skwitowała po chwili.
- No to szybki kurs: aktor gra bez skryptu. Znaczy, że aktor wymyśla sobie wszystko co będzie robił oraz mówił. Dotarło? – Natalie miała już zacząć coś mówić, ale nauczyciel nie chciał przedłużać. - Świetnie! Caverra jesteś dziś przewodniczącą. Wybierz swoich aktorów!
- Aaaah. Ash. – Nim zdążyłem się zorientować poczułem gwałtowne, mocne szarpnięcie w przód. O mało co nie nawiązałem romansu z podłogą sceny. – Miller. Oskar i… - Już miałem oddychać ze spokojem, kiedy…. Stało się – Price!
Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona, jak i zdziwiona. Wskazała na siebie, pytająco.
- Tak, ty! – Przytaknęła zdenerwowana i zażenowana Caverra. Price z lekkim uśmiechem zeskoczyła z krzesełka, tego wysokiego, jakie są w MCDonaldzie i ruszyła w naszym kierunku. Ja tymczasem kątem oka spojrzałem na Ade i… Zamarłem. Ja już widziałem ten diaboliczny uśmieszek. W wyniku TEGO uśmieszku, jeden wypisał się ze Stud!a, a drugi znajduje się w szpitalu. Przełknąwszy nerwowo ślinę spojrzałem na Natalie, która zdołała wczłapać się na scenę.
- Okej! – Roberto klasnął w ręce, schylając lekko głowę. Podnosząc ją, poprawił okulary na nosie. – Wymyślmy miejsce!
- Dom. – Wzruszyła ramionami Asil. Beto klasnął w ręce i podszedł do tablicy znajdującą się obok sceny i napisał na niej wielkimi literami „Improwizacja” a pod tym „Dom”.
- No i przydałaby się jeszcze sytuacja… Collinns, zapodaj sytuację! - Beto zrobił minę myśliciela, dając pięść pod brodę.
- Bonus! – Krzyknął Collins, ożywiwszy się i uśmiechnąwszy się lekko pod nosem.
- Panie Collinns! – Wrzasnął oburzony Beto, gwałtownie się do nas odwracając, upuszczając markera: zbijając nas z tropu. Poderwaliśmy się i my. – W szkole nie ogląda i nie mówi się o pornosach! – Mina dziewczyn bezcenna. Jedna, którą znam tylko z widzenia, pożałowała, że chciała cichcem napić się kawy na zajęciach.
- BONUS! – Powtórzyła głośniej Kesley, gestykulując dłońmi i głową. Miała się poderwać, by zapisać to na tablicy.
- A BONUS! – Beto machnął ręką. Po sekundzie wszyscy zanieśliśmy się śmiechem. To jest właśnie jeden z powodów, dla którego chce się być w tej szkole… Chce się w niej być. Od początku: do końca.
- Dobra, dobra! – Krzyknęła primadonna klaszcząc w ręce. Oho! No tak. – Zrobiło mi się gorąco i mokro jak u indyjskiego słonia pod pachą! – Przewróciła oczami – Możemy grać!?- Eaam… - Albo mi się zdawało, albo udawała miłą. Czyli Price już nie ma życia w tej szkole. – Poczekaj przed sceną! – Nachyliła się nad Price, pokazując jej miejsce, w którym miała stać. – Trochę w lewo… - Instruowała – Nie w to lewo, idiotko… Pół kroku do tyłu… O!
- Możemy zaczynać? – Beto który siedział w pierwszym rzędzie i pił…. Krowie mleko zaczął się niecierpliwić.Ja byłem ojcem, Ade matką, Oskar naszym dzieckiem a Miller zapewne ciotką - Hej! – Wrzasnęła „radośnie”, podchodząc do naszych „dzieci” – Mamusia wróciła i kupiła synkowi tyyyyle zabawek! – Uniosła ręce na znak, że niby trzymała w nich ciężkie torby z prezentami. – Oskar niewiele myśląc, po krótkiej ciszy, zerwał się i rzucił na torby. – Kochanie, jak tam w pracy? – Zwróciła się do mnie.
- Eeaam… - Myśl, Tennant! Myśl! – W-wylali mnie?- Znowu!? – Zerwała się z wrzaskiem Issabele, udając zawiedzioną, ale i nie specjalnie zaskoczoną.
-
Nic nie szkodzi! – Powiedziała przesłodzonym głosem, ponownie
rozkładając łapy. – Byłam dziś w schronisku i kupiłam… Ci… - Odwróciła
się w stronę rudowłosej, poczym pędem zbiegła ze sceny, o mało co nie
zabijając się na tych swoich szpilkach i zaczęła wciągać na scenę
zdezorientowaną Natalie - …. Suczkę…. – Syknęła, odwracając się w stronę
otępiałej Price. Uciekaj stąd… Uciekaj, jeżeli ci życie miłe i jeżeli
chcesz zakończyć tą lekcję z godnością.- T-ta… - Powiedziała zażenowanym głosem. Ciokta [Miller] spojrzała na nią, jak na barana. – Jestem pieskiem… Hau… - Pisnęła smutnym głosikiem.
- Benvenuto usted puede decir a esta chica que perras no pueden hablar?!* – Syknęła. A że nadal trzymała Price za rękaw, zacisnęła mocniej paznockie w materiale. Natalie syknęła i próbowała się wyrwać, ale Caverra była bezlitosna. - Y No caminaba sobre dos piernas? – Beto nie reagował, nadal popijał... Krowie mleko. – Benvenuto! – Wrzasnęła. Nauczyciel się zerwał, wyrzucił w powietrze pojedyńcze kartki papieru, poczym próbował je złapać.- Tak, tak. Natalie... Jeśli masz być psem... To nim bądź. – Nauczyciel poprawił okulary i zaczął się nam przeglądać, jakby dopiero teraz się zainteresował sprawą.
- S[c]ą – Poprawiła Caverra.Wszyscy spojrzeliśmy się na Price, która ciężko wzdychając, uklęknęła i podparła się rękoma, wysuwając je do przodu.
- Hau... – Syknęła przyjaciółka Clarissy, zaciskając usta w wąską kreskę.- Iiii akcja! – Krzyknął nauczyciel, klaszcząc w ręce. Poczym szybko usiadł spowrotem na krzesło, obok Asil i Collinnsa.
- A. – Ocknęła się Caverra. Spowrotem odwróciła się w stronę klęczącego “psa” i spojrzała w dłół [na nią]. – Byłam w schronisku dla zwierząt i kupiłam pieska. – Gdy tylko skończyła mówić, Oskar i Millerowa rzucili się owego pieska i zaczęli go głaskać i tulić. Mi się to stanowczo nie podobało. Nie podobało mi się coraz bardziej... [Więc stałem z boku]- Kurde.... – Jęknęła Caverra, gdy razem z Oskarem i Issabel bawili się włosami Natalie. Oskarowie się to podobało. – Albo jestem ślepa, albo nasza sucz ma pchły większe niż mój... Nasz – poprawiła – dom w San Francisco! – Czyli jesteś ślepa. Wiedziałem... Po prostu wiedziałem, że nadchodzi najgorsze. Gdy tylko skończyła mówić, wszyscy z wrzaskiem się od niej odsunęli.
- Hau? – Szepnęła. Dziewczyna zaczynała się robić przestraszona i zdenerwowana, ale próbowała być twarda.
- Nie rób czegoś, czego będziesz żałować… - Uszczypnąłem ją za ramię, gdy stała obok mnie, a pozostali marudzili z powodu jej „pcheł”. Ta syknęła i odskoczyła ode mnie.
- Spokojnie… - Szybkim krokiem zeszła ze sceny, a mi serce zaczęło szybciej walić. – Przeczytałam w Internecie – schodząc uniosła palec wskazujący do góry – Że kawa – ta sama dziewczyna, która zakrztusiła się kawą na początku zajęć, została jej pozbawiona… I to brutalnie – idealnie robi na śmieci we włosach. – Niebezpiecznie podeszła do Natalie. O. Mój. Boże.
- Może jednak tego nie… - Nie zdążyłem powiedzieć bo Adelaide z satysfakcją wylała kawę na włosy Price, nim ta zdążyła się zerwać na równe nogi…. Stało się. – CAVERRA!
- Hej… - Zacząłem z pewnością siebie, która znikła po sekundzie, gdy ją zobaczyłem. Roztrzęsiona, zapłakana, pociągająca nosem, drżąca, wciskająca coś na klawiaturze telefonu. Przewijałem w dłoniach ręcznik do wytarcia włosów. – Co ty robisz?
- Dzwonię do mamy! – Chlipnęła – Chcę jechać do domu! Do starej szkoły! – Wrzasnęła rozpaczliwie. Założyła zmoczone włosy, w których roiło się od fusów i kawałków lodu, za ucho. Jęczała cicho, próbując się nie rozkleić. Bezustannie próbowała zachować zimną krew… Po co?
- Czemu? – Palnąłem. No naprawdę, pojechałeś Tennant.
- Pchrphff – Prychnęła, patrząc na mnie z ironią – No nie wiem… Chm. Czekaj – założyła ręce na boki i spojrzała pod kątem w sufit - No może dlatego, że jeszcze nigdy nikt specjalnie nie oblał mnie kawą? A nauczyciel nic z tym nie zrobił!?
- No a mleczko, lody i cukier nie skłonią piękną dziewczynę do uśmiechu? – Tennant, ty nigdy nie byłeś stosowny. Dziewczyna tylko prychnęła i się odwróciła na pięcie, stając do mnie plecami.
- Cześć m-mamo… - Wydukała. O Boże. Ona mówi serio! – Chcę ci pow…
- N-nie! – Krzyknąłem, wyrywając zaskoczonej Price telefon. Nie pamiętam, czy nacisnąłem czerwoną słuchawkę, czy jakkolwiek zabezpieczyłem jej telefon przed wariacją aplikacji, nie wiem, czy go wyłączyłem. Schowałem go po prostu do tylnej kieszeni. W tyłku mi raczej nie będą grzebać… TENNANT!
-… Oddaj mi moją mamę! – Wrzasnęła po chwili, gestykulując rękoma i patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Zrezygnujesz ze „Stud!a”, po pierwszym dniu… Przez jedną, durną prukwę?! – Spytałem poważnie, próbując się, jak i ją uspokoić.
- Nie. Nie tylko przez nią… Ja tu nie pasuje! – Ta. Dziewczyna znów się nakręcała. Uniosła ręce i wskazała na kolorowy sufit, osobiście ozdabiane szafki, kolorowe, neonowe drzwi. – Kurde! – Jęknęła zrozpaczona.
- No weź, tu jest tak samo, jak w innych szkołach. – Powiedziałem spokojnie, wzdychając. Ma laska temperament.
- Aha! Ta! Jasne! W każdej szkole improwizacji uczą durni nauczyciele, nie ma języka polskiego, matematyki i histori! - …. Bo to jest szkoła muzyczna, młoda. – Koty nie miauczą, a wiedźmy każą psom szczekać, jak psy nie chcą! – Uderzyła otwartą dłonią o biodro.
- Słuchajcie! – Z klasy wybiegła zdyszana Asil – Macie wracać w tej chwili do klasy. – Gestykulowała ręką, zgięta w pół, próbując nabrać powietrza… Czym ty się tak zmęczyłaś? Stoimy dwanaście metrów od drzwi do sali ze sceną. Patrzyliśmy na nią, jak na wariata.
Za chwilę przybiegł również zdyszany Bradley.
- Nie radzę wam wracać. – Zaprzeczył ręką i złapał się za szyję, ciężko dysząc. Co jest, do cholery!?
- Wracajcie do klasy. Przyjdziemy do was w pierwszej możliwej sytuacji. – Powiedziałem stanowczo i poważnie, wskazując koleżance neonowe drzwi z neonowymi trójkącikami.
- Nie radzę zwlekać. – Odpowiedziała również poważnie. Albo mi się zdaje, albo była zawiedziona. W szybkim tempie wróciła do naszych. Za nią ociągając się wrócił Brad.
- Dobra, może to nie jest normalne… - Westchnąłem. Postanowiłem spróbować i podszedłem do niej jeszcze bliżej. – Ta szkoła nie jest normalna. Świat nie jest normalny. Nic już nie jest normalne… Ty też. – Powiedziałem. Wierzchem dłoni otarłem kawę, która spływała jej po policzku, tworząc smugę od głowy do podbródka. Lekko się speszyła. – Słyszałem, jak śpiewałaś. Widziałem, jak tańczyłaś… - Złapałem ją za rękę i zaprowadziłem w kierunku wyjścia ze szkoły. – To piękne… - Spojrzałem na nią, gdy opuściliśmy budynek szkoły. Dziewczyna była zdenerwowana wyjściem poza mury obiektu. „A co jeśli ktoś by ją zobaczył?”. Nie było takiej opcji. Przecież szliśmy tylko do ogrodu. – Jesteś fantastyczna. Pasujesz tu jak ulał. A to… To jest tylko Caverra… - Parsknąłem, dalej prowadząc dziewczynę przed siebie. Wyglądało to tak, jakby dla dziewczyny nie liczyło się już nic. Jakby umarła. „Wisiało” jej to, co się teraz stanie. Kto ją zobaczy. Gdzie właściwie idzie z tym durnym Tennantem.
- Normalność nudzi… - Powiedziałem głośno, gdy byliśmy już w klubie ogrodników. Poprosiłem, by zaczekała przy ogórkach. Dawno nie były podlewane… Więc trzeba to zrobić.
- Ch-chyba żartujesz? – Zapytała przerażona Uśmiechnąłem się złowieszczo, bawiąc się naciskiem od węża ogrodowego.
- Pochyl głowę! – Krzyknąłem rozbawiony. Zrobiła, co kazałem. Zapewne niemal natychmiast poczułam lodowatą wodę na karku. Zapiszczała głośno, co sprawiło, że wybuchnąłem śmiechem. Dość dziwna i krępująca sytuacja, ale już po chwili widziałam jak fusy i kawa spływa z jej włosów. Dziewczyna zaczęła jęczeć, więc postanowiłem, że przyśpieszę ten proces i zanurzyłem dłoń w jej włosach, delikatnie wyszarpując z niego „śmieci” co nie było łatwe, albowiem Price miała je długie i kręcone.
Gdy udało nam się w miarę oczyścić włosy dziewczyny, oraz zawinąć je w biały ręcznik, które okazał się zamały, zarzuciłem na zziębniętą dziewczynę swój sweter, który zostawiłem tutaj wczoraj, całkowicie o nim zapominając. Natalie znów zaczęła się sprzeciwiać, ale przecież to faceci decydują o wszystkim i wypowiadają ostatnie zdanie.
- To teraz będziesz musiała po szkole chodzić w mokrych włosach.
- Cóż, lepsze to niż chodzenie i słuchanie pytań, czy zmieniłam szampon do włosów! – Syknęła. Wolnym krokiem, powoli zaczęliśmy zmierzać ku szkole.
Wciągnąłem Natalie z powrotem do sali, wywołując tym samym wielką sensację. Mina Adelaide – bezcenna. Zapadła grobowa cisza.
- Oh! – Zawołał nauczyciel, któremu nie spodobała się cisza. Stojąc przy biurku, odwrócił się w naszą stronę i upuścił długopis, niby będąc w szoku. – Price… Wróciłaś. – Powiedział to niezbyt entuzjastycznie. I weź tu teraz jej wytłumacz, że nauczyciel się cieszy.
- Nie odpowiadaj… - Szepnąłem dyskretnie – Po prostu siadaj i się nie odzywaj – Jakbym gdzieś to już słyszał. Dziewczyna tylko zdjęła ręcznik z włosów, [nie chodziła już w turbanie] zarzuciła mokre włosy na plecy, mocząc przy tym koszulkę i usiadła obok przerażonej stanem swojej przyjaciółki, Clarissy.
- Nie myślałaś, żeby wejść przez okno? – Spytał Beto, bawiąc się krawatem. Natalie zamarła, zawieszając pupę kilkanaście centymetrów nad fotelem.
- Nie. – Burknęła, poczym niepewnie usadowiła się na siedzisku.
- To pomyśl! – Zarządził? Rozkazał? Mniejsza z tym. – Dobra. Teraz przejdziemy do improwizacji alfabetycznej. Co to takiego jest!? – Nauczyciel, który stał na scenie nachylił się w naszą stronę i zabujał się w bok, by spojrzeć na nas wszystkich – Już odpowiadam – mówił w tym samym czasie – Podrzucamy literę kolejnym aktorom, którzy są na scenie. Jeśli zaczynamy od T, jak Tennant, pierwszy wyraz musi się zacząć od T. Słowem ostatni słowo pierwszego wyrazu musi być pierwszym drugiego. Nie zrozumieliście, to macie problem! Zaczynamy. Kto chce zacząć?!
- „Tttttylko mnie kochaj” to kijowy film! – Wyrwał się Aidan, nasz kolega z klasy [nie wymieniony w czołówce] nawet fajny koleś.
-… Bomba. – Parsknął po chwili ciszy Beto. – Tak jak mówiłem. Ostatni wyraz musi być podstawą nowego zdania. Kontynuuj, Patryzjaaa. – Przedłużył imię dziewczyny, oparł się o jej ramiona. Ta ocknęła się i zdenerwowana zaczęła myśleć, albowiem miała bolesny wyraz twarzy.
- M-m-można było przewidzieć, że „Tylko mnie kochaj” to dla debilów za trudny film jest. – Rozbawiona gestykulowała dłońmi. Chyba wiem, do kogo kierowała słowo „debil”. Wymieniła się spojrzeniami… Złymi spojrzeniami z Aidanem.
- Super! – Nauczyciel poklepał dziewczynę po ramionach, poczym znów widzieliśmy go przed sobą. Profesor usiadł na scenie. – Skoro już wszyscy wiedzą o co chodzi, to kto przewodzi pierwszej grupie?! – Wrzasnął. Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
- JA! – Wrzasnęła Natalie, zrywając się i unosząc łapę do góry. Wszystkie spojrzenia na nią. – Ja chcę!
- W porządku! – Nawet Beto nie krył zaskoczenia. Oczywiście zaskoczenie to było pozytywne. – Dobierz sobie aktorów! – Z lekką dumą obserwowałem, jak Price z uniesioną głową wchodzi na scenę. Wszystko, dla tego dnia. Wszystko bym oddał, żeby widzieć teraz wzrok Caverry, oraz tą kartkę, którą kastruje.
- Okej! – Westchnęła. –Miller, Collinns, Tennant i.. – Chyba było wiadomo, kogo teraz wybierze. – Caverra. Tak ty! – Powtórzyła donośnym głosem, zanim Ade zdążyła cokolwiek powiedzieć, lub spojrzeć – Daruj sobie i rusz te twoje ciężkie cztery litery.
- Okej! Jak zaczniecie zdanie od złej litery! – Westchnął ciężko Benuveto – Yeayee.. Odpadacie! Aut… Asil zapodaj literę!
- „B”? – Spytała niepewnie, gestykulując głową.
- Excelent! – Klasnął Beto i zaczął klaskać – Pierwsza litera. Pierwszej kwestii…. To „B”. Price, lecisz z koskem!
- Błagam, idź się wreszcie wykąp! – Wrzasnęła Natalie, odwracając się w stronę Caverry i wskazała na nią palcem.
- Przestań być taką niewinną bo to cholernie denerwujące! – Syknęła, nachylając się w moją stronę.
- Ej! – Wtrąciłem się – Luzik! Przyjaźń buduje, niezgoda rujnuje!
- Totalnie! – Wrzasnęła panna Miller. Już wszyscy mieliśmy otwierać buzie, by iść dalej, kiedy równie wszyscy zamknęliśmy je w tym samym momencie, bo coś nam nie pasowało.
- EEE… Isabelle! Kwestia miała być od „E”! – Beto uderzył teczką o teczkę.
- Ooh! Ale jestem głupia! – Krzyknęła, wplatając dłonie w rude włosy.- Masz cukierka! – Beto ze swojej kieszeni wyciągnął krówkę. Właściwie, to jego kieszeń to jakaś wielka skrzynia skarbów jest… Jak w takiej małej kieszeni można zmienić latarkę i miśka!?
- Jeeej! – Wrzasnęła uradowana panna Miller, poczym zbiegła ze sceny. Weźcie mi nie wmawiajcie! ONI MUSZĄ BYĆ SPOKREWNIENI! – Kocham cukielki!- Oskar, litera „E”! Dajesz! – Krzyknął Beto, lekko zniecierpliwiony.
- EEEE…. Coś mnie właśnie ugryzło w plecy! – Krzyknął rozpaczliwie, poczym odchylając się do przodu, złapał się za plecy.- Yeti! – Krzyknąłem – Yeti tak go ugryzło! – Podbiegłem do kumpla i pomogłem mu usiąść.
- Oj, jesteś taki opiekuńczy, ty też taka być powinnaś! – Syknęła do Natalie, głaszcząc zmęczonego Montrosea.- Śmiesz mówić takie rzeczy przy wszystkich?! – Wściekły złapałem mocno Caverrę za ramię i gwałtownie, na chama odwróciłem ją w swoją stronę.
- Hhhhhhh – Niebieskooki wyrwał się i próbował przejąć pałeczkę.- Dajesz, Montrose, teraz „H”! – Krzyknął podekscytowany nauczyciel, przytulając się od tyłu do Asil. Tej to nie przeszkadzało.
-HHhaniebnie mi ta hiena uszkodziła kość! – Powiedział byle co. Język mu się zaczął plątać. Trudno. Coraz trudniej.- Ćma by ci kości tak nie uszkodziła! – Krzyknęła Natalie, wskazując ręką na plecy Oskara.
- A ty bądź tak miła i stul swój brzydki dziób! – Ade oczywiście nadal drążyła temat, podczas, gdy ja już o tym zapomniałem.- BAM! – Krzyknąłem, wskazując czubkiem adidasa na bark Oskara. – Uleczyłem twe plecy mym zacnym, czarodziejskim butem!
- Dzięx, stary! – Krzyknął. EEE!- EEAAACCE! – Wrzasnął Beto. A że nadal klęczał przy Asil, ta wściekła zakryła uszy, sycząc. – Oskar, miałeś zacząć kwestię od „M”! Siadaj! –
Wrzasnął zażenowany.
- Nooou. Akurat wtedy, kiedy wyzdrowiałem!? – Z zaciśniętymi ustami poklepałem starego po uleczonych już plecach. Ten zszedł ze sceny i obrażony, z założonymi rękoma usiadł obok Kelsey. Fucknął jeszcze coś pod nosem, a Santiago rozbawiona klapnęła głową o jego ramię.- Price ! Litera „M”! – Westchnął profesor, robiąc „młynek” rękoma.
- Matka mojej dziewczyny twierdzi, że tylko Ukhi ma takiego buta! – Powiedziała cicho, spoglądając na siedzącego już Montrosea.- A co ty tam wiesz!!? PHFFPRR! – Caverra wystawiła język. Natalie spojrzała na nią z politowaniem.
- Zgadza się! – Krzyknąłem, nie wliczając efektu dźwiękowego, który dodała Ade – Ja… Jestem Ukhi!- O się dzieje! – Podniecił się Benuveto, zakrywając dłonią usta. Złapał błyskawicznie za paczkę chipsów, która leżała na keyboardzie i władował do buzi garść Laysów.
- IIIIIIha-ha! – Zawyła ciemnowłosa. Po chwili parsknąłem z nią śmiechem.- Ah! Tylko nie bij… Pliz! – Powiedziała cicho Natalie, przybliżając się do mnie.
- Założe się, że niezemsky się wściekł! – Syknęła stojąca międzynami Caverra, zaciskając usta i pięści.- Łuaaa… - Nagle przerażony złapałem się za głowę. Caverra złapała mnie za rękaw koszuli, pilnując, bym nie upadł. – Nie mogę oddychać! – Mówiłem chrypką - … Ziemskym powietrzem! – Powiedziawszy to, odepchnąłem od siebie diwę szkolną i zapoznałem policzek z zimną, brudną podłogą. - Matko kochana, storpedowana!... Czy on zemdlał? – Parsknęła Natalie. Nie widziałem, co robi, bo miałem zamknięte oczy.- Świetna robota! – Nauczyciel zakrztusił się chipsami! – Tak trzymać! – Wyszeptał, poczym zaczął przeraźliwie kaszleć. Jednak gra musiała toczyć się dalej.
- Łał! Idź się rzucić z dywanu, co ty na to!? – Parsknęła ironią Caverra. Słyszałem tupanie obcasami o podłogę. Chciałem otworzyć oczy, ale nie chciałem widzieć tych wszystkich osób, które by się we mnie wpatrywały.- Oj, jakaż to och, jakaż to otchłań spłodziła tą amunicje!? – Spytała Natalie z obrzydzeniem.
- Ej! Nie mieszaj w to mojej matki! Ciąć się żelkami z Biedronki biegnij! – Wrzasnęła, a ja miałem przeczucie, jakby Adelaide ponownie naskoczyła na Price. Do tego te gwałtowne uderzenia o scenę. – Ta szkoła nie przyjmuje takich śmieci, jak ty! Może innym razem! W innej bajce!? – Miałem ochotę się podnieść, ale było tak gorąco… A podłoga [czyt. Kochanka] taka zimna. – Które diabelstwo nas tak ukarało!?- Osiołki! – Krzyknęła radośnie Price. I tak trzeba trzymać. Nie zwracać uwagi na Caverrę. Uśmiechnąłem się pod nosem, nadal rozpływając się pod wpływem zimnej posadzki. Chrzanić to, że bluzkę pobrudzę. I tak już jest brudna!
- I to wszystko wyjaśnia! Takie z nich ofiary losu! Jak cię matka rodziła, to lekarz musiał prosić o siano, bo się osioł się rodził – Warknęła diwa, a ja ciężko westchnąłem. – Cuchną i lenią się!- „Ę-ą” uczyli się od ciebie! – Syknęła wściekła Price. W klasie zawrzało
- Elegancko! Zrewiduj cwaniaczka! – Wrzasnąłem pod wpływem emocji. Po chwili zacisnąłem jeszcze mocniej oczy. Brawo, Tennant.- Aktywnością gębową nigdy mnie nie pokonasz! – W czarnowłosej się gotowało.
- Zdziwisz się tak bardzo, że aż zhippisiejesz!
- Zapakuj manele i won! – Syknęła. Znów robiło się coraz ciekawiej. Cholernie mnie to interesowało. Podejrzewam, że nie tylko mnie, albowiem cała klasa słuchała w pełnym skupieniu i mega zaangażowaniu.- Nieba litościwe! Jakie to smutne! Nie mogę tego pojąć, jak ktoś może z tobą wytrwać przez te trzy lata!
- Ah, masz ty już ten kisiel w gaciach, że tak szpanujesz słownictwem, plebsie? – Caverrę gra zaczęła już nudzić. Podejrzewam, że nawet nie stała już przy swoim wrogu publicznym.- Eh. Jesteś zerem w skali od jednego do dwóch! – Westchnęła Price, co już miłe nie było. Nawet w kategoriach Caverry [i moich].
- Hardkorowe to było. Epickie, naprawdę! Nuda! – Ziewnęła, a ja postanowiłem otworzyć oczy ze znudzenia. Ku mojemu zdowoleniu wszyscy nadal zainteresowani, wpatrywali się w dziewczyny.
- I znowu litera A! – Krzyknął Beto, który stał oparty o perkusję.
- Ameba!- Ariana Grande za dychę!
- Zazdrościsz!?- Zawaliste, kurde, no!
- Och, wymiękasz? Żałosna jesteś!- No zaraz cię znów zleję!.. NIE! – Wrzasnęła na całą szkołę, wyciągając rękę i wydymając teatralnie usta w stronę nauczyciela, który i jej nie okazał litości. - Śmierćisz, czy nie śmiercisz? – Usłyszałem zatroskany głos, a za chwilę poczułęm delikatną dłoń na moich plecach.
- Zayaayatjaa.. – Wybełkotałem coś, nie wiedząc, co mam odpowiedzieć. Zacisnąłem oczy i trzepnąłem głową. Gdy otworzyłem oczy, zauważyłem, że Price z kpiącym uśmieszkiem patrzy się na Caverrę.
- A ja wiem, co ci pomoże… - Powiedziała kusząco, podchodząc do mnie. Położyła mi jedną rękę na torsie.
- Eliksir.. Który ułatwi mi ziemskie oddychanie? – Wydukałem, nieco zdezorientowany grą dziewczyny. Nie połączyłem jeszcze wszystkich wątków.
- E.e… - Zaprzeczyła głową, uśmiechając się jeszcze bardziej zadziorsko. – Buziak… - Powiedziała, a mnie, jak i wszystkich zatkało. Kątek oka zauważyłem, jak Oskar złamał kilka ołówków, które trzymał w rękach, Clarissa gwałtownie pobladła, a Adelaide miała się rzucić, gdyby nie Patryzja, Kesley i Asil.
-… Kozacko… - Wybełkotałem, też się uśmiechając pod nosem. Najpiękniejszy dzień w życiu.
Mówię wam – jeszcze nigdy nie brałem udziału w bardziej pokręconym skandalu. Bądź co bądź, bardziej interesująco i zabawniej być już chyba nie mogło.
Dało się zauważyć, że nowa – Natalie, i Oskar mają do siebie jakieś wąty. Od samego rana. No a przecież Montrose był w niej zakochany na zabój. „Taki przystojny, taki boski, taki ironiczny”, a dziewczyny przeprosić nie potrafi.
Siedzieliśmy wyczerpani. Jedni jęczeli, próbując wytrzymać na pufach, drudzy leżeli na podłodze, a trzeci [w tym ja] siedzieli niechlujnie, oparci o ścianę. Gorąco. Bite trzydzieści pięć stopni. Do tego okno, które się nie otwierało. Czy mogło być lepiej?
- Jak wam idzie piosenka na zajęcia?– Spytał się Beto, szperając coś w dzienniku. Nawet nie raczył zwrócić na nas uwagi. Na nas, i na nasze mordercze i pełne ironii spojrzenia.
Na dodatek trzeba było mu odpowiedzieć, to znaczy…. Odpyskować. A nikomu nie chciało się otwierać buzi. Na dodatek i dyrektorowi udzielał się podły nastrój. To przez to ciśnienie.
- Dostaliśmy zadanie dopiero dwadzieścia minut temu! – Wycedziła Adelaide, leżąca na moich kolanach. Nie miałem sił jej zwalić. Po części też mi się nie chciało, bo przecież jaka cholera się stanie? Każdy chłopak baranieje, gdy dziewczyna publicznie na niego „leci” – u mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie ważne, jaka by była. Kujonka, diwa, hipiska, szara myszka czy imprezowiczka znana w całej szkole.
Tak, tak… Też poczułem się „wyjątkowo”, zwłaszcza, że na kolanach leżała taka osobistość, jak Caverra [ironia]. W zasadzie to nie byliśmy parą, ale po części czułem się za nią odpowiedzialny. Wciąż do mnie przychodziła się wyżalić, czasem dla szpanu brała mnie pod rękę. Ona jest tylko dziewczyną, która nic nie wie, o świecie. Wie tylko, kiedy będą najbliższe wyprzedaże, jak namalować idealną kreskę pod nosem i jakie ubrania od projektantów ubrać do szkoły, chociażby miała się w nich zapocić. Aczkolwiek nie pogardziłbym głową [jakkolwiek by to zabrzmiało] jednej takiej, co siedzi z ową głową opartą na ramieniu przyjaciółki, powstrzymując się przed zaśnięciem na lekcji. – TY! Nam je dałeś! Jak myślisz, ile zdążyliśmy zrobić przez pięć minut!?
Beto nie słuchając, machnął ręką na odczepnego. Nagle usłyszeliśmy przesuwanie się drzwi. Po chwili pomiędzy ścianą a drzwiami stał Antonio, który poprosił nauczyciela na stronę.
I wtedy zaczął się małpi gaj.
Natalia i Oskar darli na siebie jadaczki od przeszło… Siedmiu minut. Oskar, któremu jeszcze nie przeszedł kac, krzyczał jedynie,
by
dziewczyna raczyła się zamknąć, ale jak na ironię, Price dopiero się
rozkręcała. Mnie też przyprawiała o rwanie głowy i o niszczenie bębenków
słuchowych.Wściekła na Montrose’a, Clarissa już miała wkroczyć do akcji, kiedy Natalie zaczęła wymachiwać ręką, w której trzymała kubek z kawą. „Kilka” kropel cieczy opuściło już pojemnik. Kiedy Jackson już miała naprawdę ingerować i atakować schorowanego Montrosea, zerwawszy się złapałem ją za nadgarstek i szarpnąłem nią do tyłu.
Czy baby do wszystkiego musza się wtrącać!?
Unikając zdezorientowanego wzroku Clarissy i ni po cholerę potrzebnej rozmowy, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i przywrócić ich do porządku. Nie wiedziałem tylko, kogo przywrócę pierwszy.
- Natalie… - Stojąc za dziewczyną, złapałem ją mocno za ramię. Price przestraszona podskoczyła, przechylając kubek do tyłu [czyt. - … Na koszulę]. Po chwili jednak kubek wylądował na podłodze.
Dziewczyna klnąc pod nosem zaczęła mnie przepraszać. W błyskawicznym tempie wytrzasnęła skądś skrawek papieru do wycierania rąk i zaczęła „poprawiać sytuację”.
- Wiesz, teraz jest jeszcze gorzej. – Powiedziałem bez cienia jakieś złości czy irytacji. Jedynie mogłem się śmiać, ale temperatura i ból głowy mi na to nie pozwalał. Westchnąłem, poczym spojrzałem na koszulę. Istotnie, mała plama ciągnęła się teraz od podbrzusza, do klatki piersiowej. Zaczynała kleić się do ciała, przez co pokazywała delikatny zarys niezłego ciałka. [nie czytajcie tego xD] Kilkanaście dziewcząt kątem oka zaczęło się mi przyglądać. Natalie też, chociaż, że ona miała prawo. [WTC!?]
- Przepraszam. – Bąknęła, gwałtownie unosząc wzrok. Miała jeszcze coś powiedzieć, ale równie szybko zamknęła usta. Teraz zapewne jest ten moment, który filmowcy nazywają miłością od pierwszego wejrzenia. Parsknąwszy i patrzący z ironią na boczną ścianę, cofnąłem się o krok. Natalie też się ocknęła. Gdyby wzrok Oskara mógłby zabijać, pewnie leżałbym już martwy… Gdzie tam!? Nawet okruszek prochu nie świadczyłby, o moim istnieniu.
- [cenzura]! – Wrzasnęła Adelaide, która poszła sobie kilkanaście minut temu po wodę. Miała wysyłać Fleur, ale zorientowała się, że jej, jak i mojej siostry, klasa ma teraz lekcje z Gregorym. Wyszła powolnym krokiem zza kotary, za którymi znajdowały się tylne drzwi, i stanęła na środku sceny, w lekkim rozkroku i założonymi rękoma. – Odwal się od mojego ex chłopaka, co!? – Sycząc, uniosła jedną rękę do góry, zgięła ją, przyłożyła wzdłuż piersi a opuszkami palców bawiła się srebrnym łańcuszkiem.
- Kiedy ja… - Zaczęła dukać zdezorientowana Price.
- Powiedziałam, żebyś się uciszyła! Której części twój kaczy móżdżek nie pojmuje!?
- Ja tylko wylałam na niego kawę! – Palnęła, wrzeszcząc. Rozbawiony powtórzyłem jej zdanie, spoglądając w sufit. A że Price stała obok mnie, usłyszała. Bo miała usłyszeć. Machaliśmy głowami to na Price, to na Caverrę.
- Po prostu siadaj na dupie i się zamknij! – Czarnowłosa wydęła usta i wskazała na nią wszystkimi, pięcioma palcami.
- Przepraszam! Przepraszam! – Usłyszeliśmy jeszcze z korytarza. Potem ktoś wpadł na drzwi. Po kilku sekundach, w „pomiędzy” znalazł się szalony nauczyciel… Nasz nauczyciel. Ciężko wzdychając, wolnym krokiem podszedłem pod scenę, na której kwitła czarnowłosa. Również wzdychała. Wyciągnąłem dłoń w jej kierunku, by pomóc jej zejść.
- Nie, nie, nie! – Krzyknął nauczyciel, podbiegając do nas. – Gregoriu również coś wypadło… - Co wszyscy mają z tym wzdychaniem!? Benvenuto przetarł twarz dłońmi – W wyniku czego mamy dłuższą lekcje o kilkanaście minut. – Zapewne wszystkim nam ulżyło, że ubędzie nam te naprawdę zacne kilkanaście minut. Jak można przegapić lekcje psychopaty!? [ironia] – Adelaide, skoro już stoisz na tej scenie, to stój i wybieraj kogoś do improwizacji! Price! – Zawołał nagle, odwracając się na znak szukania dziewczyny. – Wiesz, co to improwizacja?
- Mieliśmy przecież coś takiego… Nie. – Skwitowała po chwili.
- No to szybki kurs: aktor gra bez skryptu. Znaczy, że aktor wymyśla sobie wszystko co będzie robił oraz mówił. Dotarło? – Natalie miała już zacząć coś mówić, ale nauczyciel nie chciał przedłużać. - Świetnie! Caverra jesteś dziś przewodniczącą. Wybierz swoich aktorów!
- Aaaah. Ash. – Nim zdążyłem się zorientować poczułem gwałtowne, mocne szarpnięcie w przód. O mało co nie nawiązałem romansu z podłogą sceny. – Miller. Oskar i… - Już miałem oddychać ze spokojem, kiedy…. Stało się – Price!
Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona, jak i zdziwiona. Wskazała na siebie, pytająco.
- Tak, ty! – Przytaknęła zdenerwowana i zażenowana Caverra. Price z lekkim uśmiechem zeskoczyła z krzesełka, tego wysokiego, jakie są w MCDonaldzie i ruszyła w naszym kierunku. Ja tymczasem kątem oka spojrzałem na Ade i… Zamarłem. Ja już widziałem ten diaboliczny uśmieszek. W wyniku TEGO uśmieszku, jeden wypisał się ze Stud!a, a drugi znajduje się w szpitalu. Przełknąwszy nerwowo ślinę spojrzałem na Natalie, która zdołała wczłapać się na scenę.
- Okej! – Roberto klasnął w ręce, schylając lekko głowę. Podnosząc ją, poprawił okulary na nosie. – Wymyślmy miejsce!
- Dom. – Wzruszyła ramionami Asil. Beto klasnął w ręce i podszedł do tablicy znajdującą się obok sceny i napisał na niej wielkimi literami „Improwizacja” a pod tym „Dom”.
- No i przydałaby się jeszcze sytuacja… Collinns, zapodaj sytuację! - Beto zrobił minę myśliciela, dając pięść pod brodę.
- Bonus! – Krzyknął Collins, ożywiwszy się i uśmiechnąwszy się lekko pod nosem.
- Panie Collinns! – Wrzasnął oburzony Beto, gwałtownie się do nas odwracając, upuszczając markera: zbijając nas z tropu. Poderwaliśmy się i my. – W szkole nie ogląda i nie mówi się o pornosach! – Mina dziewczyn bezcenna. Jedna, którą znam tylko z widzenia, pożałowała, że chciała cichcem napić się kawy na zajęciach.
- BONUS! – Powtórzyła głośniej Kesley, gestykulując dłońmi i głową. Miała się poderwać, by zapisać to na tablicy.
- A BONUS! – Beto machnął ręką. Po sekundzie wszyscy zanieśliśmy się śmiechem. To jest właśnie jeden z powodów, dla którego chce się być w tej szkole… Chce się w niej być. Od początku: do końca.
- Dobra, dobra! – Krzyknęła primadonna klaszcząc w ręce. Oho! No tak. – Zrobiło mi się gorąco i mokro jak u indyjskiego słonia pod pachą! – Przewróciła oczami – Możemy grać!?- Eaam… - Albo mi się zdawało, albo udawała miłą. Czyli Price już nie ma życia w tej szkole. – Poczekaj przed sceną! – Nachyliła się nad Price, pokazując jej miejsce, w którym miała stać. – Trochę w lewo… - Instruowała – Nie w to lewo, idiotko… Pół kroku do tyłu… O!
- Możemy zaczynać? – Beto który siedział w pierwszym rzędzie i pił…. Krowie mleko zaczął się niecierpliwić.Ja byłem ojcem, Ade matką, Oskar naszym dzieckiem a Miller zapewne ciotką - Hej! – Wrzasnęła „radośnie”, podchodząc do naszych „dzieci” – Mamusia wróciła i kupiła synkowi tyyyyle zabawek! – Uniosła ręce na znak, że niby trzymała w nich ciężkie torby z prezentami. – Oskar niewiele myśląc, po krótkiej ciszy, zerwał się i rzucił na torby. – Kochanie, jak tam w pracy? – Zwróciła się do mnie.
- Eeaam… - Myśl, Tennant! Myśl! – W-wylali mnie?- Znowu!? – Zerwała się z wrzaskiem Issabele, udając zawiedzioną, ale i nie specjalnie zaskoczoną.
-
Nic nie szkodzi! – Powiedziała przesłodzonym głosem, ponownie
rozkładając łapy. – Byłam dziś w schronisku i kupiłam… Ci… - Odwróciła
się w stronę rudowłosej, poczym pędem zbiegła ze sceny, o mało co nie
zabijając się na tych swoich szpilkach i zaczęła wciągać na scenę
zdezorientowaną Natalie - …. Suczkę…. – Syknęła, odwracając się w stronę
otępiałej Price. Uciekaj stąd… Uciekaj, jeżeli ci życie miłe i jeżeli
chcesz zakończyć tą lekcję z godnością.- T-ta… - Powiedziała zażenowanym głosem. Ciokta [Miller] spojrzała na nią, jak na barana. – Jestem pieskiem… Hau… - Pisnęła smutnym głosikiem.- Benvenuto usted puede decir a esta chica que perras no pueden hablar?!* – Syknęła. A że nadal trzymała Price za rękaw, zacisnęła mocniej paznockie w materiale. Natalie syknęła i próbowała się wyrwać, ale Caverra była bezlitosna. - Y No caminaba sobre dos piernas? – Beto nie reagował, nadal popijał... Krowie mleko. – Benvenuto! – Wrzasnęła. Nauczyciel się zerwał, wyrzucił w powietrze pojedyńcze kartki papieru, poczym próbował je złapać.- Tak, tak. Natalie... Jeśli masz być psem... To nim bądź. – Nauczyciel poprawił okulary i zaczął się nam przeglądać, jakby dopiero teraz się zainteresował sprawą.
- S[c]ą – Poprawiła Caverra.Wszyscy spojrzeliśmy się na Price, która ciężko wzdychając, uklęknęła i podparła się rękoma, wysuwając je do przodu.
- Hau... – Syknęła przyjaciółka Clarissy, zaciskając usta w wąską kreskę.- Iiii akcja! – Krzyknął nauczyciel, klaszcząc w ręce. Poczym szybko usiadł spowrotem na krzesło, obok Asil i Collinnsa.
- A. – Ocknęła się Caverra. Spowrotem odwróciła się w stronę klęczącego “psa” i spojrzała w dłół [na nią]. – Byłam w schronisku dla zwierząt i kupiłam pieska. – Gdy tylko skończyła mówić, Oskar i Millerowa rzucili się owego pieska i zaczęli go głaskać i tulić. Mi się to stanowczo nie podobało. Nie podobało mi się coraz bardziej... [Więc stałem z boku]- Kurde.... – Jęknęła Caverra, gdy razem z Oskarem i Issabel bawili się włosami Natalie. Oskarowie się to podobało. – Albo jestem ślepa, albo nasza sucz ma pchły większe niż mój... Nasz – poprawiła – dom w San Francisco! – Czyli jesteś ślepa. Wiedziałem... Po prostu wiedziałem, że nadchodzi najgorsze. Gdy tylko skończyła mówić, wszyscy z wrzaskiem się od niej odsunęli.
- Hau? – Szepnęła. Dziewczyna zaczynała się robić przestraszona i zdenerwowana, ale próbowała być twarda.
- Nie rób czegoś, czego będziesz żałować… - Uszczypnąłem ją za ramię, gdy stała obok mnie, a pozostali marudzili z powodu jej „pcheł”. Ta syknęła i odskoczyła ode mnie.
- Spokojnie… - Szybkim krokiem zeszła ze sceny, a mi serce zaczęło szybciej walić. – Przeczytałam w Internecie – schodząc uniosła palec wskazujący do góry – Że kawa – ta sama dziewczyna, która zakrztusiła się kawą na początku zajęć, została jej pozbawiona… I to brutalnie – idealnie robi na śmieci we włosach. – Niebezpiecznie podeszła do Natalie. O. Mój. Boże.
- Może jednak tego nie… - Nie zdążyłem powiedzieć bo Adelaide z satysfakcją wylała kawę na włosy Price, nim ta zdążyła się zerwać na równe nogi…. Stało się. – CAVERRA!
- Hej… - Zacząłem z pewnością siebie, która znikła po sekundzie, gdy ją zobaczyłem. Roztrzęsiona, zapłakana, pociągająca nosem, drżąca, wciskająca coś na klawiaturze telefonu. Przewijałem w dłoniach ręcznik do wytarcia włosów. – Co ty robisz?
- Dzwonię do mamy! – Chlipnęła – Chcę jechać do domu! Do starej szkoły! – Wrzasnęła rozpaczliwie. Założyła zmoczone włosy, w których roiło się od fusów i kawałków lodu, za ucho. Jęczała cicho, próbując się nie rozkleić. Bezustannie próbowała zachować zimną krew… Po co?
- Czemu? – Palnąłem. No naprawdę, pojechałeś Tennant.
- Pchrphff – Prychnęła, patrząc na mnie z ironią – No nie wiem… Chm. Czekaj – założyła ręce na boki i spojrzała pod kątem w sufit - No może dlatego, że jeszcze nigdy nikt specjalnie nie oblał mnie kawą? A nauczyciel nic z tym nie zrobił!?
- No a mleczko, lody i cukier nie skłonią piękną dziewczynę do uśmiechu? – Tennant, ty nigdy nie byłeś stosowny. Dziewczyna tylko prychnęła i się odwróciła na pięcie, stając do mnie plecami.
- Cześć m-mamo… - Wydukała. O Boże. Ona mówi serio! – Chcę ci pow…
- N-nie! – Krzyknąłem, wyrywając zaskoczonej Price telefon. Nie pamiętam, czy nacisnąłem czerwoną słuchawkę, czy jakkolwiek zabezpieczyłem jej telefon przed wariacją aplikacji, nie wiem, czy go wyłączyłem. Schowałem go po prostu do tylnej kieszeni. W tyłku mi raczej nie będą grzebać… TENNANT!
-… Oddaj mi moją mamę! – Wrzasnęła po chwili, gestykulując rękoma i patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Zrezygnujesz ze „Stud!a”, po pierwszym dniu… Przez jedną, durną prukwę?! – Spytałem poważnie, próbując się, jak i ją uspokoić.
- Nie. Nie tylko przez nią… Ja tu nie pasuje! – Ta. Dziewczyna znów się nakręcała. Uniosła ręce i wskazała na kolorowy sufit, osobiście ozdabiane szafki, kolorowe, neonowe drzwi. – Kurde! – Jęknęła zrozpaczona.
- No weź, tu jest tak samo, jak w innych szkołach. – Powiedziałem spokojnie, wzdychając. Ma laska temperament.
- Aha! Ta! Jasne! W każdej szkole improwizacji uczą durni nauczyciele, nie ma języka polskiego, matematyki i histori! - …. Bo to jest szkoła muzyczna, młoda. – Koty nie miauczą, a wiedźmy każą psom szczekać, jak psy nie chcą! – Uderzyła otwartą dłonią o biodro.
- Słuchajcie! – Z klasy wybiegła zdyszana Asil – Macie wracać w tej chwili do klasy. – Gestykulowała ręką, zgięta w pół, próbując nabrać powietrza… Czym ty się tak zmęczyłaś? Stoimy dwanaście metrów od drzwi do sali ze sceną. Patrzyliśmy na nią, jak na wariata.
Za chwilę przybiegł również zdyszany Bradley.
- Nie radzę wam wracać. – Zaprzeczył ręką i złapał się za szyję, ciężko dysząc. Co jest, do cholery!?
- Wracajcie do klasy. Przyjdziemy do was w pierwszej możliwej sytuacji. – Powiedziałem stanowczo i poważnie, wskazując koleżance neonowe drzwi z neonowymi trójkącikami.
- Nie radzę zwlekać. – Odpowiedziała również poważnie. Albo mi się zdaje, albo była zawiedziona. W szybkim tempie wróciła do naszych. Za nią ociągając się wrócił Brad.
- Dobra, może to nie jest normalne… - Westchnąłem. Postanowiłem spróbować i podszedłem do niej jeszcze bliżej. – Ta szkoła nie jest normalna. Świat nie jest normalny. Nic już nie jest normalne… Ty też. – Powiedziałem. Wierzchem dłoni otarłem kawę, która spływała jej po policzku, tworząc smugę od głowy do podbródka. Lekko się speszyła. – Słyszałem, jak śpiewałaś. Widziałem, jak tańczyłaś… - Złapałem ją za rękę i zaprowadziłem w kierunku wyjścia ze szkoły. – To piękne… - Spojrzałem na nią, gdy opuściliśmy budynek szkoły. Dziewczyna była zdenerwowana wyjściem poza mury obiektu. „A co jeśli ktoś by ją zobaczył?”. Nie było takiej opcji. Przecież szliśmy tylko do ogrodu. – Jesteś fantastyczna. Pasujesz tu jak ulał. A to… To jest tylko Caverra… - Parsknąłem, dalej prowadząc dziewczynę przed siebie. Wyglądało to tak, jakby dla dziewczyny nie liczyło się już nic. Jakby umarła. „Wisiało” jej to, co się teraz stanie. Kto ją zobaczy. Gdzie właściwie idzie z tym durnym Tennantem.
- Normalność nudzi… - Powiedziałem głośno, gdy byliśmy już w klubie ogrodników. Poprosiłem, by zaczekała przy ogórkach. Dawno nie były podlewane… Więc trzeba to zrobić.
- Ch-chyba żartujesz? – Zapytała przerażona Uśmiechnąłem się złowieszczo, bawiąc się naciskiem od węża ogrodowego.- Pochyl głowę! – Krzyknąłem rozbawiony. Zrobiła, co kazałem. Zapewne niemal natychmiast poczułam lodowatą wodę na karku. Zapiszczała głośno, co sprawiło, że wybuchnąłem śmiechem. Dość dziwna i krępująca sytuacja, ale już po chwili widziałam jak fusy i kawa spływa z jej włosów. Dziewczyna zaczęła jęczeć, więc postanowiłem, że przyśpieszę ten proces i zanurzyłem dłoń w jej włosach, delikatnie wyszarpując z niego „śmieci” co nie było łatwe, albowiem Price miała je długie i kręcone.
Gdy udało nam się w miarę oczyścić włosy dziewczyny, oraz zawinąć je w biały ręcznik, które okazał się zamały, zarzuciłem na zziębniętą dziewczynę swój sweter, który zostawiłem tutaj wczoraj, całkowicie o nim zapominając. Natalie znów zaczęła się sprzeciwiać, ale przecież to faceci decydują o wszystkim i wypowiadają ostatnie zdanie.
- To teraz będziesz musiała po szkole chodzić w mokrych włosach.
- Cóż, lepsze to niż chodzenie i słuchanie pytań, czy zmieniłam szampon do włosów! – Syknęła. Wolnym krokiem, powoli zaczęliśmy zmierzać ku szkole.
Wciągnąłem Natalie z powrotem do sali, wywołując tym samym wielką sensację. Mina Adelaide – bezcenna. Zapadła grobowa cisza.
- Oh! – Zawołał nauczyciel, któremu nie spodobała się cisza. Stojąc przy biurku, odwrócił się w naszą stronę i upuścił długopis, niby będąc w szoku. – Price… Wróciłaś. – Powiedział to niezbyt entuzjastycznie. I weź tu teraz jej wytłumacz, że nauczyciel się cieszy.
- Nie odpowiadaj… - Szepnąłem dyskretnie – Po prostu siadaj i się nie odzywaj – Jakbym gdzieś to już słyszał. Dziewczyna tylko zdjęła ręcznik z włosów, [nie chodziła już w turbanie] zarzuciła mokre włosy na plecy, mocząc przy tym koszulkę i usiadła obok przerażonej stanem swojej przyjaciółki, Clarissy.
- Nie myślałaś, żeby wejść przez okno? – Spytał Beto, bawiąc się krawatem. Natalie zamarła, zawieszając pupę kilkanaście centymetrów nad fotelem.
- Nie. – Burknęła, poczym niepewnie usadowiła się na siedzisku.
- To pomyśl! – Zarządził? Rozkazał? Mniejsza z tym. – Dobra. Teraz przejdziemy do improwizacji alfabetycznej. Co to takiego jest!? – Nauczyciel, który stał na scenie nachylił się w naszą stronę i zabujał się w bok, by spojrzeć na nas wszystkich – Już odpowiadam – mówił w tym samym czasie – Podrzucamy literę kolejnym aktorom, którzy są na scenie. Jeśli zaczynamy od T, jak Tennant, pierwszy wyraz musi się zacząć od T. Słowem ostatni słowo pierwszego wyrazu musi być pierwszym drugiego. Nie zrozumieliście, to macie problem! Zaczynamy. Kto chce zacząć?!
- „Tttttylko mnie kochaj” to kijowy film! – Wyrwał się Aidan, nasz kolega z klasy [nie wymieniony w czołówce] nawet fajny koleś.
-… Bomba. – Parsknął po chwili ciszy Beto. – Tak jak mówiłem. Ostatni wyraz musi być podstawą nowego zdania. Kontynuuj, Patryzjaaa. – Przedłużył imię dziewczyny, oparł się o jej ramiona. Ta ocknęła się i zdenerwowana zaczęła myśleć, albowiem miała bolesny wyraz twarzy.
- M-m-można było przewidzieć, że „Tylko mnie kochaj” to dla debilów za trudny film jest. – Rozbawiona gestykulowała dłońmi. Chyba wiem, do kogo kierowała słowo „debil”. Wymieniła się spojrzeniami… Złymi spojrzeniami z Aidanem.
- Super! – Nauczyciel poklepał dziewczynę po ramionach, poczym znów widzieliśmy go przed sobą. Profesor usiadł na scenie. – Skoro już wszyscy wiedzą o co chodzi, to kto przewodzi pierwszej grupie?! – Wrzasnął. Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
- JA! – Wrzasnęła Natalie, zrywając się i unosząc łapę do góry. Wszystkie spojrzenia na nią. – Ja chcę!
- W porządku! – Nawet Beto nie krył zaskoczenia. Oczywiście zaskoczenie to było pozytywne. – Dobierz sobie aktorów! – Z lekką dumą obserwowałem, jak Price z uniesioną głową wchodzi na scenę. Wszystko, dla tego dnia. Wszystko bym oddał, żeby widzieć teraz wzrok Caverry, oraz tą kartkę, którą kastruje.
- Okej! – Westchnęła. –Miller, Collinns, Tennant i.. – Chyba było wiadomo, kogo teraz wybierze. – Caverra. Tak ty! – Powtórzyła donośnym głosem, zanim Ade zdążyła cokolwiek powiedzieć, lub spojrzeć – Daruj sobie i rusz te twoje ciężkie cztery litery.
- Okej! Jak zaczniecie zdanie od złej litery! – Westchnął ciężko Benuveto – Yeayee.. Odpadacie! Aut… Asil zapodaj literę!
- „B”? – Spytała niepewnie, gestykulując głową.
- Excelent! – Klasnął Beto i zaczął klaskać – Pierwsza litera. Pierwszej kwestii…. To „B”. Price, lecisz z koskem!
- Błagam, idź się wreszcie wykąp! – Wrzasnęła Natalie, odwracając się w stronę Caverry i wskazała na nią palcem.
- Przestań być taką niewinną bo to cholernie denerwujące! – Syknęła, nachylając się w moją stronę.
- Ej! – Wtrąciłem się – Luzik! Przyjaźń buduje, niezgoda rujnuje!
- Totalnie! – Wrzasnęła panna Miller. Już wszyscy mieliśmy otwierać buzie, by iść dalej, kiedy równie wszyscy zamknęliśmy je w tym samym momencie, bo coś nam nie pasowało.
- EEE… Isabelle! Kwestia miała być od „E”! – Beto uderzył teczką o teczkę.
- Ooh! Ale jestem głupia! – Krzyknęła, wplatając dłonie w rude włosy.- Masz cukierka! – Beto ze swojej kieszeni wyciągnął krówkę. Właściwie, to jego kieszeń to jakaś wielka skrzynia skarbów jest… Jak w takiej małej kieszeni można zmienić latarkę i miśka!?
- Jeeej! – Wrzasnęła uradowana panna Miller, poczym zbiegła ze sceny. Weźcie mi nie wmawiajcie! ONI MUSZĄ BYĆ SPOKREWNIENI! – Kocham cukielki!- Oskar, litera „E”! Dajesz! – Krzyknął Beto, lekko zniecierpliwiony.
- EEEE…. Coś mnie właśnie ugryzło w plecy! – Krzyknął rozpaczliwie, poczym odchylając się do przodu, złapał się za plecy.- Yeti! – Krzyknąłem – Yeti tak go ugryzło! – Podbiegłem do kumpla i pomogłem mu usiąść.
- Oj, jesteś taki opiekuńczy, ty też taka być powinnaś! – Syknęła do Natalie, głaszcząc zmęczonego Montrosea.- Śmiesz mówić takie rzeczy przy wszystkich?! – Wściekły złapałem mocno Caverrę za ramię i gwałtownie, na chama odwróciłem ją w swoją stronę.
- Hhhhhhh – Niebieskooki wyrwał się i próbował przejąć pałeczkę.- Dajesz, Montrose, teraz „H”! – Krzyknął podekscytowany nauczyciel, przytulając się od tyłu do Asil. Tej to nie przeszkadzało.
-HHhaniebnie mi ta hiena uszkodziła kość! – Powiedział byle co. Język mu się zaczął plątać. Trudno. Coraz trudniej.- Ćma by ci kości tak nie uszkodziła! – Krzyknęła Natalie, wskazując ręką na plecy Oskara.
- A ty bądź tak miła i stul swój brzydki dziób! – Ade oczywiście nadal drążyła temat, podczas, gdy ja już o tym zapomniałem.- BAM! – Krzyknąłem, wskazując czubkiem adidasa na bark Oskara. – Uleczyłem twe plecy mym zacnym, czarodziejskim butem!
- Dzięx, stary! – Krzyknął. EEE!- EEAAACCE! – Wrzasnął Beto. A że nadal klęczał przy Asil, ta wściekła zakryła uszy, sycząc. – Oskar, miałeś zacząć kwestię od „M”! Siadaj! –
Wrzasnął zażenowany.- Nooou. Akurat wtedy, kiedy wyzdrowiałem!? – Z zaciśniętymi ustami poklepałem starego po uleczonych już plecach. Ten zszedł ze sceny i obrażony, z założonymi rękoma usiadł obok Kelsey. Fucknął jeszcze coś pod nosem, a Santiago rozbawiona klapnęła głową o jego ramię.- Price ! Litera „M”! – Westchnął profesor, robiąc „młynek” rękoma.
- Matka mojej dziewczyny twierdzi, że tylko Ukhi ma takiego buta! – Powiedziała cicho, spoglądając na siedzącego już Montrosea.- A co ty tam wiesz!!? PHFFPRR! – Caverra wystawiła język. Natalie spojrzała na nią z politowaniem.
- Zgadza się! – Krzyknąłem, nie wliczając efektu dźwiękowego, który dodała Ade – Ja… Jestem Ukhi!- O się dzieje! – Podniecił się Benuveto, zakrywając dłonią usta. Złapał błyskawicznie za paczkę chipsów, która leżała na keyboardzie i władował do buzi garść Laysów.
- IIIIIIha-ha! – Zawyła ciemnowłosa. Po chwili parsknąłem z nią śmiechem.- Ah! Tylko nie bij… Pliz! – Powiedziała cicho Natalie, przybliżając się do mnie.
- Założe się, że niezemsky się wściekł! – Syknęła stojąca międzynami Caverra, zaciskając usta i pięści.- Łuaaa… - Nagle przerażony złapałem się za głowę. Caverra złapała mnie za rękaw koszuli, pilnując, bym nie upadł. – Nie mogę oddychać! – Mówiłem chrypką - … Ziemskym powietrzem! – Powiedziawszy to, odepchnąłem od siebie diwę szkolną i zapoznałem policzek z zimną, brudną podłogą. - Matko kochana, storpedowana!... Czy on zemdlał? – Parsknęła Natalie. Nie widziałem, co robi, bo miałem zamknięte oczy.- Świetna robota! – Nauczyciel zakrztusił się chipsami! – Tak trzymać! – Wyszeptał, poczym zaczął przeraźliwie kaszleć. Jednak gra musiała toczyć się dalej.
- Łał! Idź się rzucić z dywanu, co ty na to!? – Parsknęła ironią Caverra. Słyszałem tupanie obcasami o podłogę. Chciałem otworzyć oczy, ale nie chciałem widzieć tych wszystkich osób, które by się we mnie wpatrywały.- Oj, jakaż to och, jakaż to otchłań spłodziła tą amunicje!? – Spytała Natalie z obrzydzeniem.
- Ej! Nie mieszaj w to mojej matki! Ciąć się żelkami z Biedronki biegnij! – Wrzasnęła, a ja miałem przeczucie, jakby Adelaide ponownie naskoczyła na Price. Do tego te gwałtowne uderzenia o scenę. – Ta szkoła nie przyjmuje takich śmieci, jak ty! Może innym razem! W innej bajce!? – Miałem ochotę się podnieść, ale było tak gorąco… A podłoga [czyt. Kochanka] taka zimna. – Które diabelstwo nas tak ukarało!?- Osiołki! – Krzyknęła radośnie Price. I tak trzeba trzymać. Nie zwracać uwagi na Caverrę. Uśmiechnąłem się pod nosem, nadal rozpływając się pod wpływem zimnej posadzki. Chrzanić to, że bluzkę pobrudzę. I tak już jest brudna!
- I to wszystko wyjaśnia! Takie z nich ofiary losu! Jak cię matka rodziła, to lekarz musiał prosić o siano, bo się osioł się rodził – Warknęła diwa, a ja ciężko westchnąłem. – Cuchną i lenią się!- „Ę-ą” uczyli się od ciebie! – Syknęła wściekła Price. W klasie zawrzało
- Elegancko! Zrewiduj cwaniaczka! – Wrzasnąłem pod wpływem emocji. Po chwili zacisnąłem jeszcze mocniej oczy. Brawo, Tennant.- Aktywnością gębową nigdy mnie nie pokonasz! – W czarnowłosej się gotowało.
- Zdziwisz się tak bardzo, że aż zhippisiejesz!
- Zapakuj manele i won! – Syknęła. Znów robiło się coraz ciekawiej. Cholernie mnie to interesowało. Podejrzewam, że nie tylko mnie, albowiem cała klasa słuchała w pełnym skupieniu i mega zaangażowaniu.- Nieba litościwe! Jakie to smutne! Nie mogę tego pojąć, jak ktoś może z tobą wytrwać przez te trzy lata!
- Ah, masz ty już ten kisiel w gaciach, że tak szpanujesz słownictwem, plebsie? – Caverrę gra zaczęła już nudzić. Podejrzewam, że nawet nie stała już przy swoim wrogu publicznym.- Eh. Jesteś zerem w skali od jednego do dwóch! – Westchnęła Price, co już miłe nie było. Nawet w kategoriach Caverry [i moich].
- Hardkorowe to było. Epickie, naprawdę! Nuda! – Ziewnęła, a ja postanowiłem otworzyć oczy ze znudzenia. Ku mojemu zdowoleniu wszyscy nadal zainteresowani, wpatrywali się w dziewczyny.
- I znowu litera A! – Krzyknął Beto, który stał oparty o perkusję.
- Ameba!- Ariana Grande za dychę!
- Zazdrościsz!?- Zawaliste, kurde, no!
- Och, wymiękasz? Żałosna jesteś!- No zaraz cię znów zleję!.. NIE! – Wrzasnęła na całą szkołę, wyciągając rękę i wydymając teatralnie usta w stronę nauczyciela, który i jej nie okazał litości. - Śmierćisz, czy nie śmiercisz? – Usłyszałem zatroskany głos, a za chwilę poczułęm delikatną dłoń na moich plecach.
- Zayaayatjaa.. – Wybełkotałem coś, nie wiedząc, co mam odpowiedzieć. Zacisnąłem oczy i trzepnąłem głową. Gdy otworzyłem oczy, zauważyłem, że Price z kpiącym uśmieszkiem patrzy się na Caverrę.
- A ja wiem, co ci pomoże… - Powiedziała kusząco, podchodząc do mnie. Położyła mi jedną rękę na torsie.
- Eliksir.. Który ułatwi mi ziemskie oddychanie? – Wydukałem, nieco zdezorientowany grą dziewczyny. Nie połączyłem jeszcze wszystkich wątków.
- E.e… - Zaprzeczyła głową, uśmiechając się jeszcze bardziej zadziorsko. – Buziak… - Powiedziała, a mnie, jak i wszystkich zatkało. Kątek oka zauważyłem, jak Oskar złamał kilka ołówków, które trzymał w rękach, Clarissa gwałtownie pobladła, a Adelaide miała się rzucić, gdyby nie Patryzja, Kesley i Asil.
-… Kozacko… - Wybełkotałem, też się uśmiechając pod nosem. Najpiękniejszy dzień w życiu.
„Pozycja, plecy proste, postawa!” nie było momentu, żebyśmy nie
usłyszeli tych czterech wyrazów, wyplutych z jadaczki Gregoria. Raz,
dwa… Obrót. Durna, łysa bania! Obrót, Iii Hop. Pięć, sześć, siedem…
Pa-ra-ram-pam.
Sęp zaczął sępić między szeregami. Więcej potu, plam na koszulach i coraz więcej pomyłek, których nauczyciel nie tolerował. Cholernie naciskał na technikę taneczną. Przecież już bardziej dokładniej się nie da. Nawet jak jesteś w kiblu to nie robisz wszystkiego dokładnie! Gregorio stanął przed Oskarem.
- Źle! – Wrzasnął, na co Montrose nie zareagował, tylko tańczył dalej. Nauczyciel szedł dalej.
- Zła noga, Collinns! – Dalej. Szedł, odbijając gumową piłką o ziemię. Jeszcze chwila i będzie przede mną. Poczułem jak jeszcze bardziej robię się mokry, oraz ta durna gula w gardle.
- Tandeta! – Wrzasnął do Asil.
W końcu zamarłem. Stanął przede mną. Wiedziałem, że podczas „sprawdzianu” nie wolno spojrzeć na nauczyciela, chociaż raz, błyskawicznie, bo to przynosi tragiczne skutki. Nie ma bata, żebyś się nie pomylił. I ze mną było tak samo. Im dłużej stał przede mną, a mi chyba poświęcił najwięcej uwagi, tym większe przekonanie, że coś schrzanię.
Już miałem tą stuprocentowa pewność, że spierniczę, już noga zaczęła mi się potykać, kiedy nauczyciel, unosząc głowę do góry, ruszył dalej, odbijając piłeczką. W końcu ulżyło mi, skoczyłem nie na tą nogę, ale miałem nadzieję, że mimo tego, że Gregorio stoi do mnie plecami, nie zauważył tego… Chociaż. Co ja gadam. Na pewno zauważył. Ta małpa widzi wszystko.
Nagle Gregorio złapał ostatni raz piłeczkę i z całej siły rzucił w nią w radio. Nie wiem, czy można mieć aż taką precyzję, czy może to radio jest już tak stare, że przy każdym większym uderzeniu samo się włącza i wyłącza, ale muzyka grac przestała. Przeraziłem się, że publicznie wypomni moje błędy.
- Pani chyba nie wie, jaka to jest szkoła!!! – Wrzasnął, stojąc po środku sali, a ja odetchnąłem z ulgą, że nie chodzi o mnie. Jednak jeszcze lżej i lepiej by było, gdyby wiedziano, o kogo chodzi… Albo owa „Pani” sama wiedziała o swoim błędzie. Jednak nikt się nie odezwał. Sam też nie wiedziałem, kogo Gregorio ma na myśli. Zazwyczaj to chłopacy są najgorsi… A teraz?
- Panno Price… – Zbaraniałem. Zdębiałem. Ogłupiłem. Natalie!? – Pani jest głucha czy tylko ułomna? – Syknął i opluł jadem. Wszystkich zamurował.
- Jakieś wąty? – Warknęła. Oj, kochana, zwolnij. Lekcje u Gregorio to nie te same lekcje, co u Beto, Angie czy Jackie.
- …Słucham? – Spytał po chwili ciszy. Gotowało się w nim. Widać to, po jego źle założonej szczęce. Współczuje dentyście [?]
- Ja również! – Burknęła, zakładając ręce, a wcześniej odrzucając włosy za plecy.
- CO ty jesteś za dzieciak! – Wrzasnął oburzony – Brak dyscypliny! Brak kultury osobistej! – Gregorio był w szoku.
- Skoro jesteś taki cwany… Cwaniaczku z PKS’U… - Zaśmiał się złowieszczo. – Pokaż, co potrafisz. – Psychopata z psychopatycznym uśmiechem wskazał środek sali. Dziewczyna wzdychając, przewróciła oczami i stanęła w wyznaczonym miejscu. – Wszyscy wychodzić! Koniec zajęć! – Tak. To jest styl Gregoria. – Zostaje tylko Ash i Price. – Znów zamarłem. Skończyło się rumakowanie.
- A-ale… - Zaczęła jęcząc Clarissa, wskazując na stojącą przyjaciółkę.
- Powiedziałem, koniec zajęć! – Wrzasnął głośno nauczyciel, uderzając piłką o metalowe drzwi. Zabrzęczało.
Dziewczynie szło świetnie. Miała delikatne, mega dokładne ruchy, jakie wymaga choreografia. Wkładała w to serce, zaangażowała się. Nie wiem, co ten sęp chciał od niej.
- Raz, dwa, trzy…SZYBCIEJ, NO! TO NIE JEST TANIEC ŻÓŁWI! – Wrzasnął, uśmiechając się ohydnie. Przecież ma dobre tempo, baranie! Mimo to, Natalie zacisnęła tylko usta i dalej wykonywała swoją pracę.
Gregorio zaczął ją okrążać. Podejrzewam, że do tej pory nie znalazł żadnych zarzutów.
Szło świetnie! Idealnie! Do czasu….
Do czasu, kiedy nauczyciel chciał już wyłączyć muzykę. Niestety – piłka, która miała uderzyć o magnetofon, odbiła się od ściany i turlać się po podłodze. Price nie wyhamowała i poślizgnęła się o piłkę. Gdyby tego było mało, złapała się Gregoria, więc on też znalazł się na podłodze. Wszystko to stało się w trzy sekundy, a ja patrzyłem, niedowierzając i nie wiedząc, co robić, na nauczyciela przygniatającego uczennicę. Nie skomentuje.
Sęp zaczął sępić między szeregami. Więcej potu, plam na koszulach i coraz więcej pomyłek, których nauczyciel nie tolerował. Cholernie naciskał na technikę taneczną. Przecież już bardziej dokładniej się nie da. Nawet jak jesteś w kiblu to nie robisz wszystkiego dokładnie! Gregorio stanął przed Oskarem.
- Źle! – Wrzasnął, na co Montrose nie zareagował, tylko tańczył dalej. Nauczyciel szedł dalej.
- Zła noga, Collinns! – Dalej. Szedł, odbijając gumową piłką o ziemię. Jeszcze chwila i będzie przede mną. Poczułem jak jeszcze bardziej robię się mokry, oraz ta durna gula w gardle.
- Tandeta! – Wrzasnął do Asil.
W końcu zamarłem. Stanął przede mną. Wiedziałem, że podczas „sprawdzianu” nie wolno spojrzeć na nauczyciela, chociaż raz, błyskawicznie, bo to przynosi tragiczne skutki. Nie ma bata, żebyś się nie pomylił. I ze mną było tak samo. Im dłużej stał przede mną, a mi chyba poświęcił najwięcej uwagi, tym większe przekonanie, że coś schrzanię.
Już miałem tą stuprocentowa pewność, że spierniczę, już noga zaczęła mi się potykać, kiedy nauczyciel, unosząc głowę do góry, ruszył dalej, odbijając piłeczką. W końcu ulżyło mi, skoczyłem nie na tą nogę, ale miałem nadzieję, że mimo tego, że Gregorio stoi do mnie plecami, nie zauważył tego… Chociaż. Co ja gadam. Na pewno zauważył. Ta małpa widzi wszystko.
Nagle Gregorio złapał ostatni raz piłeczkę i z całej siły rzucił w nią w radio. Nie wiem, czy można mieć aż taką precyzję, czy może to radio jest już tak stare, że przy każdym większym uderzeniu samo się włącza i wyłącza, ale muzyka grac przestała. Przeraziłem się, że publicznie wypomni moje błędy.
- Pani chyba nie wie, jaka to jest szkoła!!! – Wrzasnął, stojąc po środku sali, a ja odetchnąłem z ulgą, że nie chodzi o mnie. Jednak jeszcze lżej i lepiej by było, gdyby wiedziano, o kogo chodzi… Albo owa „Pani” sama wiedziała o swoim błędzie. Jednak nikt się nie odezwał. Sam też nie wiedziałem, kogo Gregorio ma na myśli. Zazwyczaj to chłopacy są najgorsi… A teraz?
- Panno Price… – Zbaraniałem. Zdębiałem. Ogłupiłem. Natalie!? – Pani jest głucha czy tylko ułomna? – Syknął i opluł jadem. Wszystkich zamurował.
- Jakieś wąty? – Warknęła. Oj, kochana, zwolnij. Lekcje u Gregorio to nie te same lekcje, co u Beto, Angie czy Jackie.
- …Słucham? – Spytał po chwili ciszy. Gotowało się w nim. Widać to, po jego źle założonej szczęce. Współczuje dentyście [?]
- Ja również! – Burknęła, zakładając ręce, a wcześniej odrzucając włosy za plecy.- CO ty jesteś za dzieciak! – Wrzasnął oburzony – Brak dyscypliny! Brak kultury osobistej! – Gregorio był w szoku.
- Skoro jesteś taki cwany… Cwaniaczku z PKS’U… - Zaśmiał się złowieszczo. – Pokaż, co potrafisz. – Psychopata z psychopatycznym uśmiechem wskazał środek sali. Dziewczyna wzdychając, przewróciła oczami i stanęła w wyznaczonym miejscu. – Wszyscy wychodzić! Koniec zajęć! – Tak. To jest styl Gregoria. – Zostaje tylko Ash i Price. – Znów zamarłem. Skończyło się rumakowanie.
- A-ale… - Zaczęła jęcząc Clarissa, wskazując na stojącą przyjaciółkę.
- Powiedziałem, koniec zajęć! – Wrzasnął głośno nauczyciel, uderzając piłką o metalowe drzwi. Zabrzęczało.
Dziewczynie szło świetnie. Miała delikatne, mega dokładne ruchy, jakie wymaga choreografia. Wkładała w to serce, zaangażowała się. Nie wiem, co ten sęp chciał od niej.
- Raz, dwa, trzy…SZYBCIEJ, NO! TO NIE JEST TANIEC ŻÓŁWI! – Wrzasnął, uśmiechając się ohydnie. Przecież ma dobre tempo, baranie! Mimo to, Natalie zacisnęła tylko usta i dalej wykonywała swoją pracę.
Gregorio zaczął ją okrążać. Podejrzewam, że do tej pory nie znalazł żadnych zarzutów.
Szło świetnie! Idealnie! Do czasu….
Do czasu, kiedy nauczyciel chciał już wyłączyć muzykę. Niestety – piłka, która miała uderzyć o magnetofon, odbiła się od ściany i turlać się po podłodze. Price nie wyhamowała i poślizgnęła się o piłkę. Gdyby tego było mało, złapała się Gregoria, więc on też znalazł się na podłodze. Wszystko to stało się w trzy sekundy, a ja patrzyłem, niedowierzając i nie wiedząc, co robić, na nauczyciela przygniatającego uczennicę. Nie skomentuje.
[ * - Może pan powiedzieć, że psy nie mówią!? (...) I nie chodzą na dwóch łapach?!
Zerżnięte całkowicie z "Victourious" [dobrze napisałam?] więc się kajam i błagam na klęczkach o wybaczenie. Ten rozdział podzieliłam na dwie części, bo inaczej bym się nie wyrobiła. Więc [Vielet] ja zacznę dopiero od przyszłego rozdziału. Tak już na spokojnie, bez zobowiązań. No i koniec przyjaźni Oskara z Tennantem. Ale będzie dobrze... Chyba. Proszę o wybaczenie za tą tandetę, ale pisałam cały dzień i mi się to NIE podoba.]
Zerżnięte całkowicie z "Victourious" [dobrze napisałam?] więc się kajam i błagam na klęczkach o wybaczenie. Ten rozdział podzieliłam na dwie części, bo inaczej bym się nie wyrobiła. Więc [Vielet] ja zacznę dopiero od przyszłego rozdziału. Tak już na spokojnie, bez zobowiązań. No i koniec przyjaźni Oskara z Tennantem. Ale będzie dobrze... Chyba. Proszę o wybaczenie za tą tandetę, ale pisałam cały dzień i mi się to NIE podoba.]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.
*** Kelsey, nie Kesley... Przepraszam. T.T
OdpowiedzUsuńSerio? Cały rozdział zerżnięty z serialu? Przecież jesteś kreatywna i potrafisz wymyślić coś własnego.
OdpowiedzUsuńOj, chyba zastanowię się nad Davissą bo coś mnie zaczął Ash zwodzić. :P
Przedstawiasz Clary w złym świetle. Ona by w rzeczywistości wyskoczyła dawno na Adelaide (dobrze napisałam?) i zbiła ją na kwaśne jabłko!
Po za tym Nat, nie jest nowa w tej szkole, ale ok... ważne by się zgadzało z "Victorious" :P xd
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńALBO DOBRA !!!!! NE USUWAJ! WPADŁAM NA IŚCIE KREATYWNY POMYSŁ !!!
UsuńAle wybaczam xD
UsuńO mój Jezu... Coś ty zrobiła mojej Natalie? O.o
OdpowiedzUsuńJutro dokończę komentarz...
No co ja takiego zrobiłam, że aż Jezusa wołasz ?
UsuńNo, takie sceny były w Victorious. Ale skoro tak ładnie błagasz, to wybaczam. XD
OdpowiedzUsuńOj, Miller, co z tobą, jako pierwsza wypadłaś.
Rozdział był długi, a i tak, gdy się skończył, chciałam jeszcze więcej. Także... czekam na następny rozdział. :)