layout by wanilijowa

30.07.2014

Panna W | Rozdział 4

          Przymrużyłam oczy, by cokolwiek wiedzieć, lecz ten zabieg nie przyniósł żadnych efektów. Stworzyłam z dłoni, coś na podobiznę daszku i przyłożyłam ją do czoła. Dopiero teraz widzę normalnie - czasem stare patenty są przydatne.
          Dziwne jest uczucie, kiedy budzisz się z mokrymi powiekami, pustką w głowie i masą domysłów. W jednej chwili poczułam, mocniejsze bicie serca, jak u przestraszonego ptaka.
Czy serce biło tak ze strachu, radości, czy rozpaczy? Na powrót, zacisnęłam powieki. Nie. Nie. Nie. Nie! Tak nie może być! Wszystko idzie nie tak, jak powinno. Po raz pierwszy, moje życie wymyka się spod kontroli. I nie udaję mi się tego opanować! Przecież w Studio, jestem niespełna parę dni i... i już miałabym się zakochać? Tak, bardzo pragnę obdarzyć go miłością - przestać być taką chłodną i niedostępną, ale tak bardzo się boję, iż mnie zrani,
          Cóż, bardzo dobrze wiem, że miłość nie pyta o nic. Bo kiedy zaczynam się nad nią zastanawiać, ogrania mnie przerażenie, niewypowiedziany lęk, którego nie sposób nazwać słowami. Ale też obawa, że... że pryśnie czar? I te wszys...
- Czy coś się stało? - każda cząstka mego ciała, zareagowało na dźwięk jego głosu. - Coś chyba się nie cieszysz, że przyjechałem - wymamrotał, mrużąc oczy.
- Nieprawda - powiedziałam stanowczo i pokręciłam, przecząco głową, na znak, że to, co mówi jest kłamstwem.
- Nat, przecież widzę, że coś dzieje - powiedział, troskliwie. - Co robisz, by pozbyć się smutku?
Podniosłam wzrok, po chwili, odpowiedziałam:
- Śpiewam.
Chłopak się uśmiechnął. Spojrzał na mnie zadziornie i już chciał otworzyć usta, kiedy mu przerwałam. Dobrze, wiem, co chciał zrobić:
- Tylko nie śpiewaj! Nawet nie wiesz, jak fałszujesz!
- Ach, tak? A wiesz? Bo właśnie, miałem zamiar zapisać się do Studia - zaoponował.
- Chyba żartujesz? - powiedziałam poważnie.
Zapadła cisza.
Alec, widząc moją minę, wybuchnął śmiechem. Wywróciłam oczami.
- Dzwoniła? - zapytał, przerywając milczenie.
- Nie - wzruszyłam ramionami. - Przynajmniej, nie do mnie. Chyba mało ją teraz obchodzę.
- Natalie, nie mów tak - zaoponował, krzyżując ręce na piersi.
Spojrzałam na niego, w niemym pytaniu.
- Matka, zawsze mówiła, że w twoim spojrzeniu było coś fascynującego, jakiś cud i tajemnica, które tworzyły bezmiar dziecięcego wszechświata, wiesz?
Fuknęłam, na znak, że nie chcę tego słuchać, lecz z drugiej strony nie potrafiłam, tak dobrowolnie wyjść z pomieszczenia.
- Przez pierwszy rok, twojego życia, obawiała się, że coś złego może się stać, coś, co mogło by jej cię odebrać. Bardzo dobrze pamiętam, że kiedy wybuchałaś płaczem, mam drżała w obawie, że może dzieje się tobie śmiertelna krzywda - i nie chciała nawet słuchać teorii ojca o ząbkowaniu, czy niestrawności. A kiedy spałaś, zbyt długo, przerażona gnała do kołyski i muskała, twoją szyję, w poszukiwaniu pulsu, jednocześnie patrząc na unoszącą się, miarowo, maleńką pierś. Bardzo bała się, że możesz umrzeć, i była spokojna, tylko wówczas, gdy trzymała cię w ramionach, czując bicie maleńkiego serduszka - Alec przerwał swój monolog, a ja podniosłam wzrok. Patrzył na mnie z wielkim uśmiechem. Zatrzepotałam powiekami, by powstrzymać napływających do oczy, łzy. - Cóż, kiedy wiek niemowlęcy ustąpił miejsce chodzeniu i mówieniu... Mamie nadal nie ustąpił lęk przed stratą. Baczniej zwracała uwagę na ostre krawędzie, i jakże kuszące gniazdka elektryczne.

A, kiedy miałam sześć lat, zeskoczyłam z huśtawki i straciłam pierwsze zęby mleczne. Jako siedmiolatka, spadłam z roweru i potrzeba było dwóch szwów, by zaszyć rozbitą brodę. Kilka blizn, które pozostały z dzieciństwa, były jedynymi, złymi rzeczami, jakie kiedykolwiek przydarzyły mi się... Do czasu, gdy skończyłam piętnaście lat.
- Mijające dni, tygodnie i lata, nieco uspokoiły mamę, uśpiły jej czujność i pozwoliły jej zapomnieć o niepokoju. Ale miłość, którą cię darzy, z niczym się nie równa, więc nigdy by nie przestałabyś ją obchodzić.



- Poproszę koktajl truskawkowy - powiedziałam i przeniosłam wzrok na dziewczynę. - A ty, Clary?
- Koktajl pomarańczowy i sałatkę Cezara - odparła. - Jestem głodna - dodała bezgłośnie, w moją stronę , na co ja zachichotałam.
- No to opowiadaj - żachnęłam.
- O czym? - Ha! Spaliła buraka!
- O waszym trójkącie - wyznałam, myśląc o tym, jak to musiało zabrzmieć.
- Oj, Nat... W ogóle to uważam, że to jest jakaś paranoja. Jak można się zakochać w dwóch osobach? Tak się nie da... - wydukała cicho.
- Wiesz, co ja o tym myślę? - zapytałam, podnosząc brwi. - Że będzie walka,  o to, z kim pójdziesz na bal?
- A właśnie... Pójdę z tobą! - zaśmiał się, Clarissa. - Ale nie... Przecież ty, idziesz z Oskarem! - wykrzyknęła, pokazując mi język.
- Ach, tak? - wyprostowałam się gwałtownie. - Nie bądź taka pewna. Może się nie zgodzę? Albo w ogóle nie pójdę -  powiedziałam z lekką irytacją. - Ale nie przyszłam tutaj, by mówić o sobie, lecz o tobie.
- Znowu... - wymamrotała cicho. - No, dobra. A co chcesz wiedzieć? Ty zadawaj pytania, a ja będę odpowiadać.
Uśmiechnęłam się szeroko i zadałam pierwsze pytanie:
- Naprawdę im odmówisz? - zapytałam, podejrzliwie, mrużąc oczy. - A może, tylko jednemu odmówisz? I tu powstaje pytanie, któremu?
- Natalie. Skąd, w ogóle wiesz, że którykolwiek z nich, mnie zaprosi? - zapytała, przerywając milczenie.
- Po protu, wiem! Każdy w Studio, może to potwierdzić! - podniosłam głos. - Jak chcesz, mogę się ich zapytać.
- Nie! - krzyknęła, aż w całym Resto, wszyscy zaczęli się patrzeć - speszona, usiadła na miejscu. - Tak, jasne, niech pomyślą, że plotkujemy o nich - odparła sarkastycznie.
Parsknęła śmiechem. 
- Eh. Załamka - powiedziałam, czując, że jestem przygnieciona bezsilnością i zmęczeniem. - I jeszcze ta grupowa piosenka.
- Co? - odparła, zdezorientowana.
- Grupowa piosenka. Dla Beto - zaoponowałam. - Zresztą, idź do Ash'a. On ci chętnie opowie.
Clarissa spiorunowała mnie wzrokiem.


Bezszelestnie przemykałam się korytarzami, co chwilę oglądając się za siebie. Cicho wdrapałam się po schodach z cegieł i odetchnęłam głęboko, gdy poczułam świeże powietrze. Usiadłam na szkolnym murze i otworzyłam swój zeszyt. Wybrazgrałam coś. Następnie gwałtownym gestem, przekreśliłam napisane zdanie, po czym wyrwałam kartkę, zmięłam ją i oparłam głowę o rękę. Od dawna, zaczynałam pisać wiele razy, ale nie byłam zadowolona z żadnej wersji. Może nie powinnam próbować teraz, kiedy staram się uspokoić nerwy. Usilnie myślałam nad tym, co zajęło mi, praktycznie, cały poranek.
Nie mam siły na zabawę w miłość.
Choć, nigdy się nie poddaję, nie uciekam z marzeniami do innego wymiaru. Serce staje się o wiele lżejsze, jeżeli wyrzucimy z niego – zbędne złudzenia. Po prostu, niektórzy ludzie nie wiedzą, jak ważne jest to, iż istnie…
- Coś się stało? – wzdrygnęłam się i szybko się odwróciłam, wzbijając powietrze w tył spódnicy. Otworzyłam szerzej oczy i gwałtownie się wyprostowałam.
- Czemu, niby coś miało się stać? – zapytałam. Chciałam wiedzieć.
- Cóż, jest już dawno po lekcjach, a ty siedzisz w Studio – tłumaczy, krzyżując ręce na piersi.
- A co z tobą? – zapytałam, zbyt zirytowana. Odpowiedział mi wielkim uśmiechem na twarzy.
W jego niebieskich oczach widać było ożywienie, a minę miał psotną, jak dziecko.                           - To jak? Pójdziesz ze mną? - spytał, ujmująco niepewnie.                    
- Gdzie? - otworzyłam szerzej oczy, ściągnęłam usta w równą kreskę. Oskar westchnął i po chwili odparł:
- Na ten cholerny bal.
Westchnęłam ciężko. Zgodzić się? To faktycznie byłoby... złe. Aż za dobrze wiedziałam, jak to jest przywiązywać się, a później cierpieć. Ale, gdy się nie zgodzę, będę miała Clary na karku, która będzie mi to wypominała przez wieczność.
             Usilnie wymyślałam za i przeciw, lecz przerwałam, kiedy napotkałam pytające spojrzenie chłopaka.
- Cóż... - ciągnęłam, nie wiedząc, dokładnie, co mam powiedzieć. - Tak. Tak, pójdę z tobą.
- Czyli, jednak chyba mnie trochę lubisz... Skoro jeszcze nie dostałem po pysku. Miło to wiedzieć - uśmiechnął się do mnie ślicznie i nachylił się.
Zatrzymał się milimetr od moich ust i kiedy już miałam go odepchnąć, minął moje wargi i cmoknął mnie delikatnie w policzek.
             Kiedy się odsunął, spojrzałam na niego zdziwiona. Szeroko się uśmiechnął i ruszył w stronę szkoły.


[rozdział chaotyczny, krótki i taki 'o'. mówię serio. serio, serio.
Sara - przepraszam, ale złe demony zwyciężyły. ps. widziałam zwiastun. nie wiedziałam, iż ona żyje!]


4 komentarze:

  1. NO PO PROSZTU:
    http://media.tumblr.com/tumblr_lqnllvyRaX1qe09n3.gif

    Rozdział bardzo fajny. Taki lekki w czytaniu, przyjemny dla oka, że się nie zorientujesz, a kiedy się zorientujesz, to patrzysz, czy nie ma więcej i się wściekasz, bo za krótki.
    Przeraziłaś mnie tym pierwszym akapitem. Myślałam, że Natalie wylądowała w jakimś szpitalu, czy coś :<>
    Hehtu, hehtu. *Skacze wokoło i klaszcze rękoma* Natalie się zgodziła, Natalie się zgodziła, PannaW się zgodziła!

    Co do REIGN - Je też myślałam, że Lola nie żyje. Ba! Ja byłam o tym przekonana. Bo przecież, jak się cofasz do odcinka 13, to niby jak oni leżą na tym łóżku to Mary chlipiąc mówi, żeby walczył z chorobą, to ona zrobi wszystko by zajść, w ciąże, czyli jeszcze w ciąży nie jest. A POZA TYM... ONA WSPOMINA O DWÓCH DZIECIACH! Chłopczyk i dziewczynka. Lolka ma jedno dziecko, czyli co? KOLEJNY BASTAR / BĘKART !!??

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha. Otalie Forever i foch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak na serio to...
      Ojej, ale się porobiło... trochę wszystko wymknęło się spod kontroli, co? Ale nie o tym mowa.
      Mowa o tym, że rozdział jest naprawdę cudowny, niesamowity i.w.n.e. (i wiele innych epitetów), ale nie wiem czy jest sens pisać ci pod każdym rozdziałem to samo. Może napiszę coś innego. Za każdym razem, gdy przeczytam twój rozdział siadam w odosobnieniu, zamykam oczy i wyobrażam sobie to wszystko. Zakładam słuchawki na uszy, puszczam pasującą, nastrojową piosenkę i na chwilę odrywam się od rzeczywistości. Nie ważne, gdzie piszesz i o czym, ja się tak przywiązałam do twojego stylu pisania, że tylko go szukam. A jeśli go nie znajduję, czuję się taka... pusta, i bez natchnienia. Tworzysz moją rzeczywistość kobieto! W prostych, codziennych czynnościach przypominam sobie słowa z twoich opowiadań. Tworzysz mój dzień. Dziękuję, że mogę czytać coś tak wspaniałego i przepraszam, że piszę tak krótko i bezsensu, chociaż ty zasługujesz na coś o wiele, wiele, wiele lepszego. Przepraszam, za to, że nie zawsze byłam i nie jestem w stanie być dla ciebie najlepsza. Dziękuję jeszcze raz za to, że mogę czuć magię twojego pisania.

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak bardzo podobało mi się wspomnienie Aleca i Natalie o ich matce. To było przepiękne, i naprawdę mnie to wzruszyło.
    Piona, Natalie, też chcę wiedzieć, z kim idzie Clarissa na bal.
    A teraz serio: Końcówka najlepsza! I dzięki Bogu, że się zgodziła. Otalie, Otalie wszędzie. <3
    No cóż, czekam na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń