Spojrzałam na siostrę jeszcze raz, po czym przytuliłam ją mocno, sama nie wiem z jakiego powodu. Może bałam się, że stracę ją tak samo szybko, jak tatę? Tak, wtedy, kiedy tata żył, był mi najbliższą osobą. Jako jedyny z całej rodziny rozumiał moje zamiłowanie do sportu. Rozumiał, że jest mi trudno z powodu, że muszę ukrywać przed mamą mój wstręt do muzyki. Niektórzy czasami mnie pytają, czemu tak bardzo nie lubię śpiewać, czy grać na instrumentach, jednak ja wtedy rzucam mordercze spojrzenie i odchodzę powolnym krokiem. Niektórzy uważają, że jestem jakaś dziwna, bo w końcu, jak dziewczyna może lubić sport, zamiast muzyki? Niektórzy natomiast nie przepadają za mną, albowiem zrobiłam im jakąś krzywdę. Sama nie wiem jaką. Zwykle nie lubię ranić ludzi, i wydaje mi się, że mi się to udaje, ale sama nie wiem. Wracając do tematu muzyki, nie lubię mówić, czemu nie pociąga mnie do niej, tak jak innych. Mam z nią zbyt kiepskie wspomnienia. Otóż, kiedy miałam siedem lat, moja mama była w ciąży. To było rok przed narodzinami mojej młodszej siostry, Evy. Mama bardzo dużo dla mnie znaczyła, kiedy tata był w delegacji i nie miałam z nim najlepszych kontaktów. Gdy była w szpitalu, przy porodzie, byłam tylko ja, ona, i lekarze odbierający poród. Trochę mnie denerwowało, że w każdej wolnej chwili, pisała piosenki o tym, jak bardzo kocha swoje przyszłe dziecko, zamiast spokojnie odpoczywać. Powinna leżeć i nie zajmować się niczym więcej, jednak ona pisała te piosenki. Pamiętam na pamięć tekst jednej. Odsuńcie się, kiedy dziecko już nadchodzi. Ono już jest blisko, czuję to bardzo. Wiem, że będzie mądre, po swojej siostrze. Wiem, że będzie szczęśliwe. Wiem, że będzie śpiewać. Ja naprawdę wiem to! Muzyka jest niesamowita, a ono to poczuje. Od pierwszej chwili swojego życia... Wiem! Wiem, że będzie dla mnie najważniejsze. Wiem, że będzie starało się nas uszczęśliwić. Wiem, że... I w pewnym momencie, załamałam się. Poroniła. Mój wstręt do muzyki narodził się w jednej chwili, ale ona nie płakała, wręcz przeciwnie. Mówiła, że wie, że dziecko słyszało te piosenki, jednak ja w ogóle jej nie rozumiałam. Czy ona się cieszyła, że jej dziecko zmarło? Od tamtego momentu, nie rozmawiałyśmy o tym incydencie, jednak niechęć do śpiewania i pisania piosenek, pozostała. Umiejętność tańczenia mam odziedziczoną po tacie, bo jako nastolatek, wywijał na parkiecie jak szalony. Mama mówi, że nigdy tego nie zapomni.
- Co tak stoisz, jak słup? - spytała niewinnie, po czym podała mi swoją maskotkę. - Masz. Przytul Tofika. I weź już zapłać za tą sukienkę, bo mi nudno. Chodź na soczek! Na lody! Na lizaka! Na cukierki! Po misie!
- Jesteś nerwowa. Chyba masz to po tacie. - pogłaskałam ją po włosach, po czym ponownie weszłam do przebieralni, zdjęłam z siebie turkusowego koloru sukienkę, ubrałam na siebie uprzednią odzież, a po chwili podeszłam do lady i zapłaciłam za sukienkę. Czyli bal już mamy załatwiony. Teraz pozostała ta nieszczęsna piosenka.
- Kto to Drake Collins? - wypaliła ni stąd, ni zowąd. Zerknęłam na nią kątem oka nieco zdezorientowana sytuacją, po czym biorąc torbę z zapakowaną sukienką do ręki, usiadłyśmy na ławce przed sklepem.
- Czemu pytasz? - spytałam cicho nie chcąc przypominać sobie o tym idiocie. W końcu oskarżył mnie o skopiowanie pomysłu imprezy! Czy on sądzi, że naprawdę nie mogę też urządzić pidżama party? Czy to jest jakaś zbrodnia?
- Masz napisany jego numer na dłoni. - wskazała na mój nadgarstek, gdzie były już rozmazane cyferki, jednak Drake było widać wyraźnie.Tak, pamiętam kiedy podawał mi swój numer. To było dawno. Dziwne, że się to wszystko nie zmyło z mojej ręki, chyba, że... Może mi napisał to niezmazywalnym markerem? Zabiję go jak tylko go spotkam.
- To jest... Taki chłopak ze szkoły, w której się uczę.
- Wiem, że to coś więcej. Może i wyglądam na głupią, ale mam większy mózg od twojego. - spojrzała na mnie, a ja się zaśmiałam i poczochrałam jej włosy.
- Za dużo kreskówek. Za dużo.
Gdy znalazłam się już w domu z siostrą, rzuciłam się na łóżko. Byłam bardzo zmęczona. Zawsze wykańczały mnie takie zakupy. Nigdy nie lubiłam chodzić po sklepach, zwykle kupowałam ubrania przez internet, albo pożyczałam od koleżanek, a właściwie brałam, ale nie oddawałam. To było w podstawówce. To były dopiero czasy... Ale ta sukienka... Jak na nią patrzę, po prostu mam ochotę zwrócić dzisiejsze śniadanie. Nie rozumiem, czemu mi się tak bardzo nie podoba, przecież jest ładna. Nawet powiedziałabym, że jest śliczna. Ale...
- Jest dziewczęca. - do mojego pokoju wtargnął przyjaciel Drake'a, Zack. Sama nie wiedziałam, co on tu robił. Denerwował mnie od samego początku. Nigdy się nie lubiliśmy. On mnie nienawidził, a ja jego, więc jego wizyta naprawdę mnie wkurzyła.
- Wynoś się stąd, natychmiast. - wskazałam na drzwi, jednak ten sobie nic z tego nie robił. Chłopcy są naprawdę ułomnymi stworzeniami.
- Chciałbym porozmawiać o moim przyjacielu - zaczął siadając na łóżku. - Nazywa się Drake.
- Naprawdę? Dzięki za informację, bo nie wpadłam na to. - prychnęłam ironicznie. - Streszczaj się lepiej, co?
- Bo wiesz, ja to wszystko uknułem. - szepnął. Co? Co uknuł, do cholery? - Ta afera z waszymi imprezami nocnymi to moja sprawka.
- Jaśniej, bo nie rozumiem, do czego zmierzasz. - warknęłam. Tak, owszem, przypomniałam sobie o imprezie, jednak to wcale nie było miłe wspomnienie. Pamiętam, jak zaczął na mnie wrzeszczeć, że zawsze muszę wszystko psuć, i że to on jako pierwszy zrobił pidżama party... Grr.
- Naprawdę nie rozumiesz? Nienawidzimy się od samego początku, bo myślałem, że przez Ciebie, Drake będzie mniej czasu poświęcał mnie, a ja go naprawdę lubię. Znamy się od podstawówki... Więc powiedziałem mu, że chciałaś mu zrobić na złość i specjalnie zrobiłaś tą imprezę, żeby pokazać, że jesteś lepsza. Stąd ta kłótnia, rozumiesz? - spytał cicho, i zakrył się rękami, jakby bał się, że zaraz zrobię mu krzywdę.
Byłam zdezorientowana. Przecież to i tak nie zmienia faktu, że to jego wina. To nie ja zaczęłam tą całą kłótnię.
- Idź z tym do niego, a nie do mnie. - powiedziałam po chwili zamyślenia.
- Powiedziałem mu już to... Uznał, że to wszystko jego wina i prosił, bym Ci to przekazał, bo po tym wszystkim nie jest w stanie Ci spojrzeć w oczy. - powiedział najciszej jak mógł, jednak wyczułam w jego tonie głosu szczerość.
- Dobra, idź już. Zadzwonię do niego. - zamknęłam za nim drzwi, rzuciłam ciche pamiętaj, nigdy nie odbiorę ci Drake'a, po czym wzięłam do ręki telefon, wyczytałam jeszcze z dłoni numer telefonu i wybrałam go.
- Drake... Masz czas na rozmowę? - spytałam, oczekując krzyków, złości, czy czegoś w ten deseń, ale przeliczyłam się. Przywitał mnie spokojny ton jego głosu, co mnie w pewien sposób uspokoiło w głębi mojej duszy.
- Jasne. Coś się stało? - spytał, a ja się wzdrygnęłam. Dawno nie słyszałam, żeby coś takiego powiedział, a do mnie, to już w ogóle. Ostatnio rozmawialiśmy na imprezie, wtedy...
- To wszystko z tą imprezą... Jestem głupia. Jestem idiotką. Nigdy nie pomyślę. Mogłam się spodziewać po tobie, że nigdy byś czegoś takiego nie powiedział. Nie jesteś taki. Jesteś inny. Nie wiem, czy zawsze taki byłeś, czy po prostu ktoś, lub coś Cię zmieniło, ale, nie powinnam Cię tak traktować. Przepraszam.
- Ale dużo mówisz... - szepnął śmiejąc się, a ja, jak na zawołanie, zawtórowałam mu. - Jak idzie Ci piosenka?
- Kiepsko. Nie mam ani jednego słowa. Jestem ciemna, dosłownie, jeśli chodzi o pisanie piosenek. Ja po prostu nie umiem! Nie odziedziczyłam tego daru po mamie. - westchnęłam cicho, a po chwili uśmiechnęłam się lekko. - Nie umiem nawet śpiewać...
- Kłamczysz.
- Kłamczę?
- Kłamczysz.
- Ja kłamczę?
- Tak, Ty kłamczysz!
- Ja nie kłamczę!
- Kłamczysz!
- Nie kłamczę!
- Właśnie, że kłamczysz!
- W ogóle nie wiem co to znaczy. I nie kłamczę.
- Kłamczyć to znaczy kłamać. A ty kłamiesz mówiąc, że nie umiesz śpiewać. - zakończył temat kłamczenia.
- Nie umiem. Ty umiesz. - powiedziałam delikatnym tonem, po czym kontynuowałam. - I nie sprzeciwiaj mi się, proszę. Wracając do tematu piosenki, co mogę napisać?
- Napisz to, co czujesz. - zaproponował.
- Ja piszę o Tobie, a nie o sobie.
- No właśnie.
Był dzisiaj taki spokojny, taki... Dziwny. Taki... Poetycki? Miły, słodki, zadowolony, przyjemny... Tak, zdecydowanie. Był dziwny.
- A jak Ci idzie piosenka? O kim piszesz? - zapytałam, nie chcąc, by nasza rozmowa kręciła się tylko wokół mnie.
- O Oskarze, jednak jest to trudne, kiedy ten ciągle łazi za Natalie. - zachichotał, a ja mu zawtórowałam.
- Tak, wiem, ostatnio spędzają dość dużo czasu razem. - kąciki moich ust powędrowały ku górze, po czym usiadłam po turecku na moim łóżku. - A Clarissa sama... Słyszałeś o akcji z Davidem i Jessicą?
- Tak... Współczuję Clary, ale ja nigdy nie lubiłem Davida.
- Dlaczego?
- Wydawał mi się być podejrzany.
Podejrzany? To ja wydawałam się być podejrzana według Zacka.
- Serio? - spytałam, po czym zaczęłam nad tym myśleć. Początkowo David wydawał mi się dobrym chłopakiem, ale teraz...
- Tak.
- Dlaczego?
- Po prostu.
Po prostu? Nie ma takiego wytłumaczenia. Po prostu...
- Serio? - zaczynałam się już powtarzać, co i mnie lekko denerwowało.
- Tak.
- Dlaczego?
- Jest dziwny.
Dziwny? Dziwny... Dziwny. Co to może oznaczać?
- Serio?
- Tak.
- Dlaczego?
Do jutra? Ale...
Jejku, zapomniałam wpisać swojego dnia w notatniczku. Jestem zapominalska. Totalnie.
Chciałam napisać prawdę, ale...
Kochany notatniczku! Życie jest beznadziejne. Zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatnia. Zawsze mam gorzej. Zawsze mam problemy, zawsze mam kłopoty, zawsze jestem smutna, zawsze jestem przygnębiona, zawsze jestem zła na siebie. Zawsze jestem szczęśliwa.
[Przepraszam, że rozdział jest taki krótki, jednak chciałam trochę podgonić resztę, bo jestem do tyłu. Dedykuję ten rozdział Kathy. :)]
SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO SKOMENTOWANIA.

jeju, jeja, jejuśka, Vicki!
OdpowiedzUsuńo boże! ale się dzieje! czyli to wszystko wina Zack'a?
pokładam wszelkie nadzieje, że Drake i Emily będą razem. przecież to taka wspaniała parka, nieprawdaż? ;)
cóż, jak zwykle powstrzymywałam się, by nie poryczeć się przed ekranem. na początku rozdział Vielet, który mnie przygnębił, a później Twój, który sprawił, iż poczułam się, jakbym dostała pięścią w brzuch.
oczywiście to wszystko - w pozytywnym znaczeniu!
Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz: DZIĘKUJĘ. :)
UsuńCześć, kochana! ♥
OdpowiedzUsuńDopiero wczoraj skomentowałam Twój ostatni rozdział, a tu już kolejny. Idziesz, jak burza, Wiktoria! Dzisiaj napiszę krótko, krótko i jeszcze raz krótko. Zwykle tak mówię, a pisze komentarze na paręnaście linijek, jednak dzisiaj naprawdę się śpieszę (wizyta kuzyna), więc postaram się wszystko omówić, ale sprawnie. Zacznijmy od samego początku... Opowiadanie Emily o powodzie jej wstrętu do muzyki. Prawie się poryczałam, naprawdę. To było naprawdę smutne. Teddy poroniła... Tylko nie rozumiem, dlaczego nie załamała się, nie płakała, nie była smutna, ani nic. Lily chyba też tego nie rozumie. I chyba nigdy nie zrozumie... Pisała piosenki. Btw. Śliczna ta jest. Sama pisałaś? :D Ale wracając. Jestem ciekawa, czy siostra Eva wie o tym wszystkim. No i śmierć ojca, dodatkowa żałoba. Lily była bardzo blisko z nim. To wspaniałe, że mieli taki bliski kontakt, jednak też przygnębiające, że akurat on umarł. Osoba, której tak bardzo ufała, którą tak bardzo kochała. Współczuję jej. Ale dalej - rozmowa Rose z jej siostrą, fajna. :D Super, naprawdę, bardzo mi się spodobała. Potem, do domu Emily przyszedł Zack, przyjaciel Drake'a. Nie spodziewałam się, naprawdę, że to wszystko jego sprawka. Ale z drugiej strony, rozumiem go, bał się, że straci przyjaciela. Lily chyba go też zrozumiała, nie? I później ta rozmowa z Collinsem... Po prostu cud, miód i malina. Zakochani, aww. Ale zdziwił mnie ten wpis w notatniczku. Miejmy nadzieję, że później się to wszystko wyjaśni. Czekam na najbliższy rozdział, niech pojawi się szybko! I życzę miłego wieczoru. :)
Karola. ♥
Tą piosenkę sama pisałam, tak. I nie kłam, nigdy nie byłam szczęśliwa z powodu dziecka, ah :D
UsuńLily zrozumiała Zacka, wybaczyła mu od razu, tak ubóstwiam postać Adamsa, którą stworzył Jarek, że nie mogłabym go postawić w gorszym świetle. :)
Dziękuję bardzo. :)